Strona główna Sport Premier League w końcu stoczyła walkę o utrzymanie | Pierwsza liga

Premier League w końcu stoczyła walkę o utrzymanie | Pierwsza liga

5
0


To był dobry weekend dla Nottingham Forest, choć może nie tak dobry, jak mogłoby się wydawać w piątkowy wieczór. Tego wieczoru, kiedy zapewnili Sunderlandowi rekordową porażkę na Stadium of Light, wygrywając 5:0, Forest musiał spodziewać się, że uda mu się uciec przynajmniej jednemu ze swoich rywali ze spadku. Jak się jednak okazało, zakończyli weekend tam, gdzie rozpoczęli, z pięcioma punktami przewagi nad trzecim w tabeli Tottenhamem i trzema punktami przewagi nad West Hamem na cztery mecze do końca, po tym jak obaj londyńscy gracze również zwyciężyli.

To było klasyczne sobotnie popołudnie w walce o utrzymanie, jakie obecnie jest rzadkością, gdy mecze są rozłożone na weekend. Jednak mecze Tottenhamu z Wolves i West Hamem przeciwko Evertonowi rozpoczęły się w tym samym czasie, co oznaczało, że bramka Tomáša Součka sześć minut po przerwie nie tylko wywołała radość na stadionie London Stadium, ale także niepokój wśród fanów Spurs, którzy udali się do Molineux. Następnie na osiem minut przed końcem João Palhinha wyprowadził Tottenham na prowadzenie, a na dwie minuty przed końcem Kiernan Dewsbury-Hall wyrównał dla Evertonu. Gdyby tak pozostało, Tottenham ze względu na różnicę bramek opuściłby strefę spadkową. Jednak Callum Wilson strzelił dla West Ham dwie minuty po doliczonym czasie gry, dzięki czemu zespół powrócił nad Spurs i miał trzy punkty przewagi nad Forest.

W tym sensie na dole tabeli nic się nie zmieniło, z wyjątkiem tego, że Leeds, niepokonane od pięciu lat w lidze, które mogło sądzić, że taka passa zapewni im bezpieczeństwo, jest tylko o jeden punkt przewagi nad Forestem. Newcastle, które przegrało czwarty z rzędu mecz ligowy z Arsenalem, ma tylko dwa punkty przewagi nad drużyną. Nawet Crystal Palace i Sunderland, które mają odpowiednio jeden i cztery punkty przewagi dalej, nie są matematycznie bezpieczne. Realistycznie rzecz biorąc, jest mało prawdopodobne, aby Spurs, po 118 dniach bez zwycięstwa w lidze przed sobotą, nagle wygrali trzy z czterech ostatnich meczów, aby wprowadzić Palace do gry, ale jednocześnie wydaje się bardzo prawdopodobne, że 40 punktów, czyli tradycyjny próg zakładanego bezpieczeństwa, może nie wystarczyć w tym sezonie.

Tylko trzy drużyny w historii Premier League kiedykolwiek spadły z ligi, zdobywając co najmniej 40 punktów: Sunderland w sezonie 1996/97 i Bolton w sezonie 1997/98 (obie zdobyły 40), podczas gdy West Ham zdobył 42 punkty w sezonie 2002/03. Kontrast z poprzednimi dwoma sezonami, kiedy trzeci od końca zespół zdobył 26, a następnie 25 punktów, jest uderzający. Od sezonu 2015/2016, kiedy Newcastle przegrywało z 37 punktami, drużyna z więcej niż 35 punktami nie spadła z ligi. Co się zatem zmieniło?

Całkiem możliwe, że ten sezon będzie wyjątkiem. Możliwe jest również, że Tottenham przegra cztery pozostałe mecze i spadnie z wynikiem 34; chociaż pokazali więcej walki pod wodzą Roberto De Zerbiego, pewność siebie pozostaje niska, a problemy z kontuzjami pogłębiły się, gdy Xavi Simons doznał zerwania więzadła krzyżowego przedniego w meczu z Wilkami.

Największą zmianą było jednak występy awansowanych drużyn. W zeszłym sezonie zdobyli między sobą 59 punktów, a przed sezonem 66. W tym sezonie zgromadzili już 106. Podczas gdy Burnley miało problemy, Leeds i Sunderland wydały dużo i dobrze na zawodników. Jest mało prawdopodobne, aby Coventry i którekolwiek z dwóch miast: Ipswich, Millwall, Middlesbrough, Southampton, Wrexham, Hull i Derby zaproponowały taki poziom wydatków. Choć jest to możliwe, ponieważ Ipswich i Southampton mają niedawne doświadczenia w Premier League, a Wrexham ma wsparcie z Hollywood.

Ogólnie rzecz biorąc, był to najlepszy sezon dla klas średnich Premier League od sezonu 2015/2016, kiedy Leicester wygrało ligę, Southampton zajęło szóste miejsce, a West Ham siódme. Następne lato upłynęło pod znakiem fali wydatków tradycyjnych gigantów i krótka walka o równość została zmieciona. Zasady Premier League dotyczące zysków i zrównoważonego rozwoju (PSR) cieszą się złą reputacją, po części z powodu aspirujących klubów z bogatymi właścicielami, którzy uważają, że uniemożliwiają im inwestycje, które mogłyby pozwolić im na dotarcie do klubów wyższego szczebla, ale być może jest to oznaka działania systemu, dowód na to, jak stopniowe doskonalenie i rozsądne gospodarowanie może sprawić, że nawet stosunkowo skromna drużyna będzie konkurencyjna, a bogatsze kluby po prostu nie będą uciekać. Jednak w przyszłym sezonie PSR zostanie zastąpiony współczynnikiem kosztów składu, który wydaje się pozwalać graczom z głębokimi kieszeniami na dokładniejsze wykorzystanie swojej przewagi.

Na razie jednak Premier League czeka nie tylko właściwy wyścig o tytuł, ale także prawdziwa walka ze spadkiem. Tak właśnie powinno być – każda kolejka przynosi wiele dramatycznych zwrotów akcji, a każda z czterech drużyn, które mają największe szanse na trzecie miejsce w tabeli, nieoczekiwanie znalazła przynajmniej jakąś formę na koniec sezonu. A to sprawia, że ​​jedna lub dwie inne strony zaczynają czuć się trochę nieswojo.

To jest fragment książki Piłka nożna z Jonathanem Wilsonem, cotygodniowego przeglądu rozgrywek w Europie i poza nią, wydawanego przez Guardian US. Zarejestruj się bezpłatnie tutaj. Masz pytanie do Jonathana? Wyślij e-mail na adres Soccerwithjw@theguardian.com, a on odpowie na najlepsze w przyszłym wydaniu