Strona główna Wiadomości Złudzenie dotyczące Brexitu umarło – więc teraz Keir Starmer nie musi już...

Złudzenie dotyczące Brexitu umarło – więc teraz Keir Starmer nie musi już udawać | Rafał Behr

18
0


W opozycji Keir Starmer zepchnął brexit na margines debaty. Będąc w rządzie, nauczył się, że Europa ma kluczowe znaczenie dla interesów Wielkiej Brytanii, niezależnie od tego, czy o tym mówisz, czy nie. Unikanie bolesnych kłótni z przeszłości okazuje się utrudnieniem w planowaniu przyszłości.

To było do przewidzenia. Manifest wyborczy Partii Pracy w 2024 r. udawał, że brexit jest wydarzeniem historycznym. Było to coś, czego Boris Johnson „zrobił” w 2020 r., wypełniając swoje zwycięskie zobowiązanie wyborcze z poprzedniego roku. Warunki można zmienić, ale Starmer obiecał zachować treść. Było to pobłażanie publicznemu zmęczeniu całą sprawą, uzasadnione wyborczo ze względu na obawę przed urażeniem byłych zwolenników Partii Pracy, którzy w referendum głosowali za urlopem.

Jednak tej relacji nie da się uregulować, ponieważ UE to projekt ewoluujący w zmieniającym się świecie. Reaguje na kryzysy międzynarodowe, niosąc konsekwencje dla byłego członka na swojej granicy. Dostępne opcje to więcej Brexitu lub mniej, nigdy stan stabilny.

Johnson rozumiał ten nieustanny ruch. Jego umowa została skonstruowana tak, aby z czasem przyspieszyć separację. Teoria głosiła, że ​​rozbieżność z przepisami UE zapewniła Wielkiej Brytanii przewagę konkurencyjną. Wszelkie negatywne skutki tarć w handlu z jednolitym rynkiem zostaną zrównoważone przez zyski z umów z innymi krajami, głównie z USA. Była to eurosceptyczna fantazja zbudowana na założeniu, że otwarty handel po niskich cłach jest niezmiennym faktem światowej gospodarki i że zwinna Brytania może negocjować na równych warunkach z całymi kontynentami.

Teraz ujawniono kolosalną błędność tego poglądu. Agresja terytorialna Władimira Putina, geopolityczny wandalizm Donalda Trumpa i wyłonienie się Chin jako supermocarstwa zbliżającego się do parytetu z USA tworzą razem nieodparty argument przemawiający za tym, aby Wielka Brytania podjęła wspólną sprawę z Europą. Oznacza to odwrócenie mechanizmu zapadkowego Johnsona.

Akceptacja tej logiki przez Downing Street została osłabiona przez stopniową zmianę retoryki. Premier zwykł powtarzać, że brexit może zadziałać. Teraz zalicza ją do tej samej kategorii, co pandemia Covida. Kanclerz Rachel Reeves uważa ściślejszą integrację z Europą za „największą nagrodę” w dążeniu do wzrostu.

Aby ułatwić bardziej intymne relacje, rząd proponuje przepisy, które przyznają ministrom nieograniczone uprawnienia w zakresie przyjmowania standardów UE dla różnych sektorów gospodarki. Nie będzie konieczności zwracania się do parlamentu o zgodę w każdym przypadku. Takie „dynamiczne dostosowanie” ma ułatwić przedsiębiorstwom przemieszczanie towarów na jednolity rynek i uczynić Wielką Brytanię atrakcyjniejszym miejscem dla inwestycji.

Oczywiście konserwatyści i Reform UK są przerażeni. Sprzeciwiają się obchodzeniu przyszłej kontroli legislacyjnej poprzez wykorzystanie tak zwanych uprawnień Henryka VIII, chociaż architekci Brexitu wykorzystali ten sam mechanizm do zaprojektowania automatycznego porozumienia. Prawdziwy żal ma charakter stary, ideologiczny, utożsamiający wszelkie stosowanie zasad jednolitego rynku z kolonizacją przez Brukselę. Nigel Farage nazywa proponowaną ustawę „tylną próbą wciągnięcia Wielkiej Brytanii z powrotem pod kontrolę UE”.

Rząd nalega, aby wprowadzone zostały klauzule opt-out i mechanizm kontroli, dzięki którym brytyjska gospodarka nie będzie pasywnym księżycem krążącym wokół Europy. Trudno powiedzieć, jak to będzie działać w praktyce, ponieważ plan wielosektorowego dostosowania gospodarczego istnieje jedynie w wyobraźni Whitehall. Nie są to jeszcze negocjacje techniczne z UE, z wyjątkiem ograniczonego obszaru towarów weterynaryjnych i rolnych.

Im dalej Starmer będzie próbował podążać w tym kierunku, tym mocniej będzie zderzył się ze znanymi przeszkodami związanymi z Brexitem. Komisja Europejska będzie nalegać, aby jednolity rynek nie mógł „wybierać wiśni”; że państwa niebędące członkami, chcące korzystać z dobrodziejstw klubu europejskiego, mogą spodziewać się wpłacania składek do budżetów europejskich; że upragniona nagroda kanclerza w postaci swobodnego przepływu towarów jest pakietem obejmującym swobodny przepływ osób.

Nie da się uniknąć kompromisu pomiędzy polityczną obietnicą nierozcieńczonej suwerenności narodowej a zacieraniem granic niezbędnym do maksymalizacji korzyści gospodarczych z integracji. A raczej istnieje eleganckie rozwiązanie tego problemu, wykraczające jednak poza granice możliwych scenariuszy dla obecnego rządu. Obejmuje to wywieranie przez brytyjskich ministrów i parlamentarzystów znaczącego wpływu – w tym weta – na zasady i ogólne kierownictwo UE z miejsc we wszystkich jej instytucjach rządzących. Jest to model zwany członkostwem. Jego wyjątkowe zalety, wzmacnianie władzy narodowej poprzez współpracę kontynentalną, są powodem, dla którego eurosceptyczna krytyka zniewolenia przez cudzoziemców była bardziej ksenofobiczną teorią spiskową niż opisem rzeczywistego projektu europejskiego.

Sondaże opinii publicznej rutynowo pokazują, że wyraźna większość wyborców uważa, że ​​brexit poszedł źle. Logika łączenia zasobów z sąsiadami na kontynencie może wzrosnąć jedynie w świetle pożarów wywołanych przez Trumpa na arenie międzynarodowej. Historia Farage’a w zakresie pochopnego wspierania prezydenta podpalacza dowodzi, jak gdyby potrzeba było więcej dowodów, że jest on niewiarygodnym arbitrem interesów Wielkiej Brytanii.

Starmer wie, że te warunki pozwalają na bardziej stanowczy program integracji z UE. Trudno jednak o odważniejsze kroki w obrębie czerwonych linii – brak swobodnego ruchu; brak członkostwa w jednolitym rynku; brak unii celnej – sporządzony, gdy europejska polityka Partii Pracy została zdefiniowana przez preferencję zmiany tematu.

Brak ambicji spowalnia negocjacje w sprawie skromnych celów określonych w manifeście na rok 2024. UE jest nieporadna w zajmowaniu się nawet swoimi własnymi sprawami wewnętrznymi. Ma mnóstwo powodów do zmartwień, zanim podejmie decyzję o przyznaniu przysług kłopotliwemu byłemu członkowi, którego skrucha za Brexitem może być powierzchowna. Jakakolwiek umowa zaproponowana proeuropejskiemu premierowi będzie zawierać klauzule zabezpieczające przed odstępstwem ze strony następcy reformy w Wielkiej Brytanii.

To kolejny powód, dla którego należy mniej ukrywać się podczas powrotu do Europy. Ulubioną metodą Starmera na podejście do dowolnego problemu jest podkradanie się do niego. Jego plan zakładał odrzucenie argumentów za Brexitem poprzez zapewnienie korzyści w postaci lepszych stosunków z Brukselą. Należało odwrócić kolejność. Bycie postrzeganym jako wygrywający ważne spory na własnym boisku buduje dobrą wolę w celu uzyskania lepszego porozumienia w Europie. Aby przekształcić stosunki, wprowadzić innowacje do wcześniej nie do pomyślenia modelu partnerstwa Wielkiej Brytanii i UE, aby wyrwać się z chaotycznego kręgu podejrzeń i niskich ambicji, Starmer potrzebował mniej nieśmiałego mandatu.

Jeszcze nie jest za późno. A przynajmniej nie ma się czego bać i niepopularny premier nie ma wiele do stracenia, mówiąc o brexicie takim, jakim jest – nie o umowie wymagającej rewizji czy warunku, którym należy zarządzać, ale o tragicznym błędzie, który należy naprawić. Wydarzenia obaliły każdy eurosceptyczny mit. Wielka Brytania wystarczająco długo brnęła przez bagno kłamstw Johnsona, wbrew wiatrom fałszywych pokus Faragistów. Fakty strategiczne, gospodarcze i polityczne są obecnie dynamicznie dopasowywane, aby zmienić kurs.

Rafael Behr jest felietonistą Guardiana

Guardian Newsroom: Czy Partia Pracy może wyjść znad krawędzi? W czwartek 30 kwietnia dołącz do Gaby Hinsliff, Zoe Williams, Polly Toynbee i Rafaela Behra podczas dyskusji o tym, jak duże zagrożenie stoi przed Partią Pracy ze strony Partii Zielonych i Reform UK oraz czy Keir Starmer może przetrwać jako lider. Zarezerwuj bilety tutaj