Strona główna Wiadomości Myślałam, że piekło zamarznie, zanim zgodziłam się z papieżem. Ale w świecie...

Myślałam, że piekło zamarznie, zanim zgodziłam się z papieżem. Ale w świecie rozdzieranym przez okrucieństwo ten dzień w końcu nadszedł | Rebekę Shaw

14
0


Nigdy nie byłem osobą religijną ani duchową, mimo że dorastałem w rejonie religijnym i miałem przyjaciół (i nieznajomych) w szkole i na uniwersytecie, którzy próbowali mnie zwabić na jakąkolwiek modlitwę udającą zorganizowaną zabawę. Wypróbowałem to wkrótce w desperackim okresie, gdy byłem młody, próbując modlić się do boga, w którego tak naprawdę nie wierzyłem, aby uczynił mnie nie gejem, ale na szczęście nigdy nie odpowiedział.

Pomimo mojego sprzeciwu wobec zorganizowanej religii, zawsze miałem słabość do zakonnic i ich odpowiedniczek. Dziewczęta.

Jest to prawdopodobnie częściowo spowodowane popkulturą, w szczególności Sister Act, ale jeszcze dokładniej Sister Act 2 (niedoceniany). Istnieje oczywiście wiele prawdziwych horrorów z udziałem zakonnic i osób zajmujących podobne stanowiska władzy, ale zakonnice i sąsiadujące z nimi siostry są często przedstawiane jako milsze i rozsądniejsze ramię patriarchalnych struktur władzy zorganizowanej religii – grupy kobiet oddane wyższej sprawie i bezpośrednio opiekujące się swoimi społecznościami (z wyjątkiem siostry Michael z Derry Girls).

Temat ten stał się ostatnio bardzo popularny, od czasu odkrycia katolickiego zakonu Sióstr Dominikanek Maryi Matki Eucharystii. Jestem pewien, że wszystkie te słowa mają znaczenie, ale wiem tylko to, co widziałem na TikToku, a mianowicie, że w ramach swojego zasięgu rozpoczęli podcast. Tego właśnie chciałby Bóg. Same siostry nie mają telefonów osobistych i nie mają nic wspólnego z produkcją, po prostu ustawiają mikrofony, a reszta to ich gadanie. Rozmawiają o różnych rzeczach, w tym o tym, jak wygląda ich życie.

podwójny cudzysłów Szczególnie surowe i szokujące jest to, jak wiele z tego namacalnego zła pochodzi od ludzi, którzy podają się za bogobojnych

W pewnym momencie, który stał się wirusowy, jedna z sióstr opowiada o tym, jak uwielbia grać we frisbee na farmie religijnej lub gdziekolwiek mieszkają, a druga odpowiada: „Siostro, i jesteś w tym taka dobra!” – fraza, która się przyjęła. Stały się popularne nie tylko dlatego, że są siostrami zakonnymi prowadzącymi podcast, co przypomina oglądanie księdza używającego e-papierosa, ale myślę, że ze względu na to, jak uspokajają, jak słodkie i niestrzeżone, jak proste wydaje się ich życie i jak emanują prawdziwą życzliwością. W czasach przesiąkniętych okrucieństwem i pustką te cechy są szczególnie magnetyczne.

W ostatnich dniach prezydent USA Donald Trump wdał się w sprzeczkę z dosłownym papieżem Leonem, po tym jak ten ostatni powiedział w swoich modlitwach w zeszłym tygodniu: „Dość bałwochwalstwa siebie i pieniędzy! Dość pokazywania władzy! Dość wojny! Prawdziwa siła objawia się w służbie życiu”. Korzystając z moich umiejętności dekodowania, sądzę, że było to prawdopodobnie odniesienie do Trumpa i wojny z Iranem. W odpowiedzi Trump nazwał papieża „łagodnym wobec przestępczości”, co z dumą napiszę jako satyryczny żart przed rokiem 2017. Rzeczywistość jest taka, że wielki szef Kościoła katolickiego, instytucji, do której żywię ogromną niechęć i która zdecydowanie nie była na tej samej stronie „przekonań” co ja, jest obecnie osobą u władzy, która wydaje najbardziej rozsądne stwierdzenia lub przynajmniej stwierdzenia, które brzmią rozpoznawalnie po ludzku: że wojna i ludobójstwo są źle, że życie ludzkie ma wartość.

W ostatnich miesiącach widziałem wielu niekatolików, którzy żartowali(?) opowiadali o tym, jak Leo zaczyna reaktywować ich uśpioną katolicką wrażliwość, a także wielu niekatolików dzielących się jego słowami. Dla mnie ten trend przemawia bardziej do moralności niż duchowości. To ulga, że ​​ktoś na wpływowej pozycji poprawnie rozróżnia dobro i zło. Z ulgą widzę, jak papież Leon potępia okrucieństwo, ponieważ najwyraźniej większości obecnych światowych przywódców brakuje niezbędnego kręgosłupa. W ogóle nie zostanę katolikiem ani osobą religijną, ale z każdym dniem na tym świecie wypełnionym rozpaczą związaną z ludobójstwem, nieludzkimi wojnami toczonymi o ropę naftową, Jeffreyem Epsteinem i jego kliką bogatych i potężnych drapieżników, generatywną sztuczną inteligencją demontującą naszą ciekawość i wytrwałość oraz codziennym horrorem tego, co ludzie są w stanie zrobić sobie nawzajem – czuję, że zwracam się w stronę czegoś.

Oczywiście zło ludzkie zawsze istniało, ale teraz skłonność naszego gatunku do okrucieństwa jest namacalna. Jest radosna, dumna, bezczelna, rozprzestrzenia się, z każdą minutą przyprowadza na przejażdżkę coraz więcej głupich ludzi.

Szczególnie jaskrawe i szokujące jest to, jak wiele tego namacalnego zła pochodzi od ludzi podających się za bogobojnych. Obserwowanie, jak ci, którzy udają, że są religijni, dokonują najohydniejszych czynów przeciwko innym w imię władzy lub pieniędzy, wystarczy, abym zaczął poważnie myśleć o duszach, czego dotychczas nie robiłem.

Uważam, że ci ludzie są bezduszni. Są puste. Dziurawy. Patrzenie, jak ludziom uchodzi na sucho morderstwo (często dosłownie), jest tak trudne do przełknięcia, że ​​napawa mnie nadzieją, że życie pozagrobowe, w które wierzą, jest realne. Byłoby właściwe, gdyby cierpieli wiecznie za swoje czyny. Ale teraz, na Ziemi, psychiczne szkody spowodowane patrzeniem, jak pędzą naprzód, wzbudziły we mnie nowe, dziwne uczucie. To nie wiara, ale poczucie, że ludzie mogą być o wiele lepsi.

Nigdy nie dotrę do miejsca kultu religijnego, ale czuję większą więź z innymi dobrymi ludźmi. To sprawia, że ​​szukam ludzi, którym zależy, którzy chcą dbać o siebie nawzajem i o samą Ziemię. Nie dzieje się tak dlatego, że jestem jakąś hipisowską, dobrą wolą dla wszystkich stworzeń, lesbijką Ani DiFranco (chociaż kocham Ani DiFranco, jestem lesbijką i lubię sporo stworzeń). Nie jestem dominikańską siostrą Marii z łagodną naturą, słodkimi myślami i doskonałymi umiejętnościami frisbee. Chcę, żeby świat był lepszy i jestem zły na ludzi, którzy go pogarszają. Chcę, żeby ponieśli konsekwencje, ale żadne nie nadchodzą, więc wciąga mnie potężna solidarność moralna z innymi ludźmi, która zdaje się przypominać duchowość, rodzaj niereligijnej wiary w siebie.

Ci, którzy mogą, będą musieli odeprzeć ciemność – nie po to, aby dostać się do nieba lub uniknąć piekła, ale dlatego, że tak należy postępować. I siostro, mogłabyś być w tym naprawdę dobra.

Rebecca Shaw jest pisarką mieszkającą w Sydney