Od 2022 r. cykl Mahlera Siemiona Byczkowa w Filharmonii Czeskiej ukazuje się po jednej symfonii. Co ciekawe, Pentatone zdecydowało się przejść do sedna, wydając za jednym razem zestaw pudełkowy zawierający pozostałe cztery. Poprzednie wyniki były absorbujące, Czwarta i Piąta szczególnie godne uwagi, ale świeżo wydane symfonie Szósta, Siedmioma, Osiem i Dziewięć, których recenzję znajdziesz tutaj, zapewniają zestawowi miejsce w gwiaździstym panteonie.
Okładka albumu Mahler Symphonies 1-9
Dzięki nieubłaganemu bieżnikowi Sixth jest jedną z symfonii, którą najtrudniej okiełznać. Byczkow skłania się ku kontrastom, „motyw Almy” promieniuje wewnętrznym ogniem i powolnym ruchem, który mieni się jak przejrzyste austriackie jezioro. Finał jest imponujący, przemyślane podejście oświetla najciemniejsze zakątki.
Rozdział siódmy jest notorycznie problematyczny, ale uważna lektura Byczkowa jest niezwykle przekonująca. Tempa i przejścia w długiej części początkowej wydają się naturalne, nocne ruchy migoczą od pomysłowych drobiazgów, a finał, który niesie ze sobą bezwstydne uderzenie, choć raz wydaje się w pełni zasłużony.
Ósma symfonia, mocno obsadzona i znakomicie nagrana, jest jedną z najlepszych w katalogu. Pod koniec pierwszej części następuje moment, w którym każda z ośmiu linii chóru wznosi się ku niebu niczym wokalna fala meksykańska. To bestia do uchwycenia mikrofonem – Tennstedtowi prawie się to udaje – ale Bychkovowi udaje się to w pełnej adrenaliny kulminacji.
Architektoniczny łuk Dziewiątej został zręcznie zrealizowany, katastrofalny upadek w części otwierającej rozwiązany w duchowym uwolnieniu finału. Gra Czeskiej Filharmonii, zwłaszcza na instrumentach dętych drewnianych, jest przez cały czas nienaganna.