Zakres i ambicje tego mrocznego musicalu Theo Jamiesona i Adama Lensona są nieograniczone. Poszarpany, podróżujący w czasie i przestrzeni dramat o emocjonalnym wraku wzajemnie destrukcyjnego związku, zaczynający się od raportów o młodym astronauty, który oszalał w wahadłowcu.
Dlaczego Daniel (Stuart Thompson, fantastyczny) zniknął z tak ograniczonym paliwem i jaki jest sens jego podróży kamikaze? Wyłania się niesekwencyjna historia przedstawiająca jego związek z Emily (Poppy Gilbert, równie dobra), aby zbudować posiekany obraz ich związku, przypominający „Ostatnie pięć lat”. Pokazuje przebłyski formujących się traum i okrucieństwa. Daniel, prześladowany w dzieciństwie, wydaje się nieświadomie przyciągać osobę, która wyrządza podobne szkody emocjonalne. Emily żyje w poczuciu winy i zdrady przekazywanej przez rodziców (zwłaszcza ojca-flirciarza, filmowca, który wciąga swoją nastoletnią córkę w swoją sieć niewierności i oszustw).
Wyreżyserowane przez Lensona sceny pomiędzy Emily i Danielem porażają swoją surowością. Thompson i Gilbert wykazują się wielką siłą podczas występów, a piosenki wznoszą się i przenikają przez całe ciało. Spektakl ma cudowną, epicką dziwność w połączeniu części: projekcji międzygwiezdnych, inteligencji emocjonalnej książki Jamiesona, realizacji jego muzyki, która czasami przypomina Sondheima, innym razem wspaniale symfoniczna.
Postrzępiona historia… Przelot. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian
Ale są niedoskonałości. Cel narracji i motywacja wydają się rozłączne nawet poza strukturą niesekwencyjną. Chcesz zobaczyć pełny, tragiczny kształt tego związku, który wydaje się niedokończony i ma zbyt wiele luk pomiędzy nimi. Metafora „osieroconego w przestrzeni” jest przesadnie naciągnięta (nazwisko Daniela, Defoe, jest niepotrzebnym ukłonem w stronę autora Robinsona Crusoe). Opowiadanie historii jako całość sprawia wrażenie przekrzywionego, zaczynając od dramatu Daniela, a kończąc na dramacie Emily. Obok nich jest trzech narratorów (Simbi Akande, Gina Beck i Rupert Young), którzy komentują zbyt wiele dygresyjnych przerywników filmowych. Mniejsze szczegóły po prostu wiszą: słyszymy, jak ojciec Emily umieścił ją w filmie z oceną X, gdy miała 13 lat, i że Daniel oglądał ten film w dzieciństwie, ale żadne z nich nie przyznaje się do tego.
Jednak są tu przebłyski blasku, od muzyki po dramat dotyczący zdrowia psychicznego. Flyby ma nadzieję stać się musicalem na wzór Next to Normal czy Dear Evan Hansen – wystarczyłoby tylko dokonać bardzo pomysłowej zmiany kolejności.