Strona główna Kultura Jak brzmi ciemna strona księżyca? Sonifikacje NASA pomagają nam wyobrazić sobie |...

Jak brzmi ciemna strona księżyca? Sonifikacje NASA pomagają nam wyobrazić sobie | Muzyka

7
0


Pomijając oszałamiającą eksplorację Ciemnej Strony, to przyziemne szczegóły misji Artemis II łączą nas z czterema astronautami przemierzającymi Księżyc i z powrotem. Włosy w stanie nieważkości, zabawa mikrofonem podczas rozmowy z prezydentem i muzyka na pobudkę, którą NASA przesyła do ich modułu każdego ranka na orbicie: wybór ciasteczek poprawiających nastrój od Chappell Roan po CeeLo Green.

Jak dotąd nie ma doniesień o tym, aby Artemida słyszała coś w rodzaju dziwnych gwizdów lub „rzeczy w rodzaju kosmicznych”, które Ciemni Siderzy z misji Apollo 10 w 1969 roku udokumentowali w ciągu godziny, w której stracili łączność z Ziemią. Ci trzej mężczyźni usłyszeli niepokojący i nieprzewidziany dźwięk po drugiej stronie Księżyca, którego nie dało się wytłumaczyć – i zainspirował teorie spiskowe, ponieważ transkrypcja została upubliczniona dopiero w 1973 roku. Obecnie wiadomo, że dźwięk ten był znakiem wywoławczym naszych najbliższych obcych sąsiadów, Vum-Jums planety A4863F.

Waking up the Artemis II: Chappell Roan występujący na 67. dorocznej ceremonii rozdania nagród Grammy w 2025 r. Zdjęcie: Maya Dehlin Spach/FilmMagic

Niestety, żartuję – tak nie było. Połączenie wysokiego gwizdania podkreślonego przez cichszy, niższy świst było w rzeczywistości wynikiem zakłóceń pomiędzy dwoma nadajnikami radiowymi VHF na pokładzie statku kosmicznego. Ale wyobraźcie sobie, że jesteście astronautami Apollo 10, znajdującymi się poza zasięgiem elektromagnetycznego uścisku Ziemi i słyszącymi te dźwięki w momencie, gdy jesteście najbardziej bezbronni i najbardziej kosmicznie samotni. Dźwięk zniknął, gdy mogli ponownie porozmawiać z Houston – co tylko pogłębiło tajemnicę.

To nie były dźwięki kosmiczne, ponieważ w kosmosie nie ma dźwięków kosmicznych, które byłyby słyszalne przez człowieka. Bez atmosfery planetarnej nie ma nic, co mogłoby wywołać rezonację fal dźwiękowych, są one jedynie gigantyczne i stale rozciągające się w pobliżu pustki. Ale przestrzeń rzeczywiście obfituje w energię elektromagnetyczną, śmiercionośny radioaktywny wir, od którego czterech astronautów Artemidy dzielą zaledwie milimetry aluminium i szkła, które można przekształcić w częstotliwości naszego słuchu w procesie „sonifikacji”: spowalniania hiperaktywnych prędkości promieni elektromagnetycznych do częstotliwości fal dźwiękowych.

podwójny cudzysłów Dźwięki kosmiczne nie są słyszalne przez człowieka w kosmosie. Bez atmosfery przypominającej planetę nie ma nic, co mogłoby wprawić fale dźwiękowe w rezonans, jest tylko gigantyczna pustka

Uważam, że sonifikacje NASA są niezwykle poruszające i cudowne: pozwalają nam odczuć fizyczny, dźwiękowy kontakt z orbitami i energiami Jowisza, Saturna czy Słońca. (Można także posłuchać sondy Huygens lądującej na księżycu Saturna, Tytanie, w 2005 roku: w tym nagraniu nie jest potrzebna sonifikacja ze względu na gęstość atmosfery Tytana, a usłyszenie tego, na co Huygens był narażony podczas opadania, jest najbardziej oszałamiającym połączeniem między naszym światem a innym światem.)

Według mnie nikt lepiej nie podsumował mocy tych sonifikacji przestrzeni niż Samantha Harvey w ostatnich chwilach jej nagrodzonej nagrodą Bookera powieści Orbital, opowiadającej o astronautach w pobliżu Ziemi wirujących wokół globu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej: „Dźwięk Neptuna jest płynny i gwałtowny, przypływ uderzający o brzeg podczas wyjącej burzy… Księżyc Jowisza, Io, wydaje metaliczne pulsujące buczenie kamertonu”.

Ostatnie słowa Harveya w Orbital dotyczą Ziemi. „Jego światło to chór. Jego światło to zespół bilionów rzeczy, które gromadzą się i jednoczą na kilka krótkich chwil, zanim wpadną z powrotem do rin-cyn-puszki i pomieszanego upadku statycznego galaktycznego transu lasów deszczowych dętych drewnianych dzikiego i śpiewającego świata. „

Muzyczne metafory Harveya są nie tylko trafne artystycznie, ale także naukowe. Starożytni Grecy pisali o „muzyce sfer”, systemie kosmicznych proporcji inspirowanym ekstrapolacją muzycznych wibracji pojedynczej struny na kręgi planet, słońca i gwiazd. Dzisiaj wykładniczo złożone wibracje teorii strun wyjaśnia fizyk teoretyczny Michio Kaku, który sugeruje, że „umysł Boga (jest) kosmiczną muzyką rezonującą w 11-wymiarowej hiperprzestrzeni”.

Teorie te odzwierciedlają głębokie fizyczne powiązanie: od ciemnej materii po supernowe – każdy wymiar we wszechświecie składa się z wibrujących częstotliwości energii, podobnie jak dźwięki, których doświadczamy jako muzyki. W kosmosie mogą nie być żadne dźwięki odczuwalne przez człowieka – „Obcy” Ridleya Scotta miał rację: „W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku”. Jednak wszystko tam na górze i tutaj na ziemi powstaje z muzyki wytwarzanej przez te dzikie i pełne częstotliwości, od kosmicznych fal grawitacyjnych po płyty tektoniczne i wszystko pomiędzy; ich harmonie i tarcia, zgody i niezgody.

A skoro już mowa o niezgodach i udziale muzyki w ich rozwiązaniu, utwór Sir Karla Jenkinsa The Armed Man: A Mass for Peace, poświęcony ofiarom wojny w Kosowie, jest pierwszym dziełem żyjącego kompozytora, które kiedykolwiek znalazło się na szczycie Galerii sław Classic FM. Tegoroczna lista została ujawniona na początku tygodnia, a Jenkins tak powiedział o niesłabnącej popularności swojego utworu z 1999 roku: „Nadal tworzymy muzykę ku pamięci tych, którzy polegli, i mając nadzieję, że ludzkość znajdzie sposób na uzdrowienie”. To uczucie, któremu nie da się zaprzeczyć.

Sławny Karl Jenkins (z prawej) z DJ-em Classic FM Danem Walkerem. Zdjęcie: Matt Crossick/Classic FM/PA

Przyznaję jednak, że uważam Requiem wojenne Brittena za najbardziej żywe i wstrząsające antywojenne dzieło chóralne naszych czasów. Prawykonanie utworu miało miejsce w 1962 r. podczas konsekracji katedry w Coventry, zbudowanej po zniszczeniu oryginalnej XIV-wiecznej budowli w wyniku bombardowań z II wojny światowej. Mobilizuje cudowną twórczą różnorodność, aby utrzymać lustro przed obliczem ludzkości siejącej wojnę, a w tym momencie druzgocącego uznania oferuje nam możliwość transformacji i odkupienia. Britten dostałby mój głos: niestety w Hall of Fame nie ma żadnego Requiem Wojennego – właściwie w pierwszej trzydziestce nie ma żadnego dzieła Brittena. Miejmy nadzieję w przyszłym roku.

W tym tygodniu Tom słuchał: „zwolenniczki różnorodności instrumentów klawiszowych”, jak sama siebie nazywa na Instagramie, nagrań koncertów fortepianowych Mozarta, zwłaszcza nr 17, dokonanych przez Olgę Pashchenko. Odważa się zastosować praktykę wykonawczą Mozarta w praktyce, z prawdziwie improwizacyjną swobodą w każdym momencie gry na fortepianie z muzykami Il Gardellino.