Strona główna Kultura A to pokazuje policję eksmitującą mnie: wspaniałe wizje Elizabeth Allen | Sztuka...

A to pokazuje policję eksmitującą mnie: wspaniałe wizje Elizabeth Allen | Sztuka i projektowanie

8
0


Elizabeth Allen mieszkała na końcu stromej, błotnistej ścieżki w zrujnowanej chatce, a na drzwiach widniała tabliczka z napisem: „Zapukaj bardzo głośno”. Pewnego zimowego dnia 1965 roku artysta Patrick Heron właśnie to zrobił – i z dnia na dzień Allen, wówczas ponad 80-letnia, została okrzyknięta luminarzem świata sztuki. Wystawy odbywały się w całej Wielkiej Brytanii, nie wspominając o Nowym Jorku, Los Angeles i Barcelonie. The Guardian nazwał ją „niezwykłą kolorystką” i dodał, że „Klee i Matisse niewątpliwie byliby pod wrażeniem”.

Jeden z utworów Allen, „Wielki łabędzi śpiew” z 1966 r., odzwierciedla zaskoczenie, jakie poczuła w związku z przypływem sławy po życiu spędzonym w całkowitym zapomnieniu. Ta tkanina tekstylna przedstawia czarnego ptaka wszytego w kobaltowoniebieski staw otoczony drzewami o brązowych liściach. Czerwone oczy ptaka wpatrują się w cynobrowe niebo, a patchworkowy kawałek jasnozielonego materiału w paski zdaje się przedstawiać chatę Allena.

Dom w Biggin Hill, w którym Allen mieszkała pod koniec swojego życia. Zdjęcie: Pat Larkin/ANL/Shutterstock

Allen zmarła w 1967 roku, a jej twórczość została pochłonięta przez zmierzch równie szybko, jak pojawiła się na scenie. Ale teraz odkryto ją na nowo, tym razem podczas wystawy w Compton Verney w Warwickshire, podczas której pokazano fragmenty zakopane w magazynach lub ukryte w prywatnych domach przez prawie pół wieku. Odbędzie się także pierwszy w historii publiczny pokaz dzieła tekstylnego pt. Autobiraggrafia. Wśród scen znajduje się dzień w 1934 r., kiedy przybyło dwóch policjantów w hełmach, aby ją eksmitować – „bezprawnie”, jak napisała na odwrocie, z domku w Suffolk, w którym mieszkała do tej pory. Na tym jaskrawo kolorowym zdjęciu widzimy czerwone meble wykonane z filcu, przyszyte do oliwkowozielonego trawnika przed różowym domem. Z jednego z okien wychyla się policjant. Allen, znana w rodzinie jako Królowa, patrzy z rozpaczą w górę, ubrana w kwiecistą spódnicę i duży czarny but wystający spod niej. Urodziła się z jedną nogą krótszą od drugiej, a wiele jej prac przedstawia obuwie ortopedyczne.

Autobiraggrafia przedstawia również narodziny Allena: zdjęcie przedstawia anioła nad chatą z pocztówek i elegancko ubraną kobietę w czepku przybywającą z bukietem kwiatów. To romantyczne podejście do prawdy: urodziła się nad piekarnią w Tottenham w Londynie w 1883 roku jako jedno z 17 dzieci Niemca i Irlandki, oboje krawców. Od nich nauczyła się szyć i być może dlatego, że nie mogła brać udziału w tańcach, poświęciła się robótkom ręcznym. Jej inspiracją i paletą był warsztat rodziców, wypełniony ścinkami tkanin i przyborami krawieckimi. Pod koniec życia powiedziała: „Kiedy tylko zobaczę piękny kawałek materiału, pojawia się obraz”.

Oddałem jej telewizor… Allen. Zdjęcie: ANL/Shutterstock

Duża część jej historii jest nieznana, ale miałaby 51 lat, kiedy straciła dom w Suffolk, a później przeprowadziła się do chaty pod Biggin Hill w Bromley, gdzie mieszkała samotnie, robiąc patchworkowe obrazy ze starych ubrań. Używała naparstka krawieckiego bez topu, co pozwalało na szybsze szycie. Kiedy przeczytała w gazecie o zbankrutowanej firmie tekstylnej wyładowującej zapasy, szybko wysłała ją po wstążki, warkocze i ozdoby.

Pomimo samotniczego trybu życia Allen była na bieżąco z bieżącymi wydarzeniami. Oprócz czytania gazety słuchała radia. Za dochody z nagłej sławy kupiła w 1966 roku telewizor, by po dwóch dniach zwrócić go, bo wolała radio – być może łatwiejsze do szycia podczas słuchania. Jej twórczość jest świadectwem jej związku ze światem zewnętrznym: żartobliwie zatytułowana praca Lunar-Ticks Picnic z 1965 roku nawiązuje do wyścigu kosmicznego między Stanami Zjednoczonymi a ówczesnym Związkiem Radzieckim. Pokazuje sympatycznie wyglądającą grupę stworzeń zebranych wokół ogniska, pozornie zajętych swoimi sprawami, co sugeruje, że spokojne niebiosa na górze nie były miejscem na przelewanie się ziemskich konfliktów.

Czarne stopy kopią, pokazane w filmie Wichrzyciele i prorocy w Compton Verney. Zdjęcie: © Jamie Woodley i Compton Verney

Jednym z jej najbardziej oszałamiających wizualnie i potężnych dzieł jest The Black Feet Are Kicking, powstały w odpowiedzi na uniezależnienie się narodów afrykańskich od mocarstw imperialnych, takich jak Wielka Brytania, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Procesja czarnych, aplikowanych postaci, ozdobionych cekinami, maszeruje, a może tańczy, na kremowym satynowym tle usianym koronkowymi wzgórzami. Dominującą sceną jest jednak para gigantycznych czarnych stóp, a oko wystające ze złotego pudełka na niebie zdaje się sugerować nieuchronne przekazanie władzy.

Allen miał ciekawy związek z religią. Pod koniec życia przypomniała sobie, jak zapytała matkę, dlaczego urodziła się niepełnosprawna, i powiedziano jej, że są to grzechy ojców spadające na ich dzieci. Od tego momentu zdecydowała, że ​​nie chce tego Boga w swoim życiu. Później matka wyrzuciła ją z domu rodzinnego za ateizm. A jednak Biblia stanowi inspirację dla wielu jej obrazów, na przykład jednego przedstawiającego Jonasza połkniętego przez wieloryba i drugiego przedstawiającego „upadłą niewiastę babilońską” jadącą na wielogłowej bestii.

„Wygląda na to, że krytycznie odnosiła się do kościoła jako instytucji” – mówi Ila Colley, kuratorka sztuki ludowej w Compton Verney. „Ale z pewnością ma związek z Biblią i to wpływa na jej twórczość. Jeden utwór, Beetles Come and Go But Christ Remains Forever, jest refleksją na temat celebrytów. ” Przedstawia owady pełzające po obrusie i został zainspirowany stwierdzeniem Johna Lennona, że ​​Beatlesi byli bardziej popularni niż Jezus. „Była głęboko podejrzliwa wobec sławy” – mówi Colley. Pewnego razu po swoim „odkryciu” zirytowała się, gdy ekipa filmowa zgasiła światło w kuchence, gdy robiła herbatę.

Wielki łabędzi śpiew Elizabeth Allen, pokazany w Troublemakers and Prophets. Zdjęcie: © Jamie Woodley i Compton Verney

Do powstania wystawy doprowadziła obecność dzieła Allena w kolekcji sztuki ludowej Compton Verney. „Wielu artystów, takich jak Allen, zostało zmarginalizowanych” – mówi Colley. „Chcemy postrzegać sztukę w sposób bardziej włączający”. Allen była kobietą z klasy robotniczej, która żyła poza normami świata sztuki. Nie miała tradycyjnego wykształcenia i prawdopodobnie nigdy nie była w galerii. Dlatego w historii sztuki prawie nie była postrzegana jako artystka. „Allen również żył z niepełnosprawnością” – mówi Colley. „I to duża część tego, o czym tworzy sztukę”.

Dzieła Allena zaginęłyby, gdyby nie Bridget, młoda studentka kierunków artystycznych, która mieszkała niedaleko niej w Biggin Hill. Matka zachęcała ją do odwiedzania starszych sąsiadów. Kiedy poszła do Allena, zafascynowała ją jej praca i życie, aż w końcu zamieszkała z nią i jej pomogła. Zaciekawieni tymi wydarzeniami wychowawcy Bridget udali się w odwiedziny, by później wrócić z Patrickiem Heronem. Bridget, której tożsamość chroni Compton Verney, ma teraz 80 lat: jej listy z tamtego czasu pomogły Colleyowi w przygotowaniu serialu.

Colley ma nadzieję, że serial doprowadzi do odkrycia większej liczby dzieł Allena i być może do lepszego poznania jej życia. „To projekt dochodzeniowy” – mówi Colley. „Mamy nadzieję na kolejną wystawę jej sztuki, ale większą”.

Prace Elizabeth Allen można oglądać w czasopiśmie Troublemakers and Prophets w Compton Verney do 31 sierpnia.