Strona główna Kultura „Ujmujący i trwały”: dlaczego Hot Fuzz to mój film poprawiający nastrój |...

„Ujmujący i trwały”: dlaczego Hot Fuzz to mój film poprawiający nastrój | Edgara Wrighta

13
0


Biorąc pod uwagę nieskończoną bibliotekę filmów, którą wszyscy mamy na wyciągnięcie ręki, w naszych kolekcjach DVD i w dowolnej chmurze, znalezienie najlepszego filmu poprawiającego nastrój może być zwodniczo trudnym zadaniem. Choć teraz wydaje się to oczywiste, mój był tak znajomy, że jakimś cudem udało mu się ukryć na widoku. W końcu musiałem zapytać partnerkę, jaki według niej jest mój film pocieszający. Odpowiedziała zdecydowanie: Hot Fuzz. I ma całkowitą rację. Jak mogłoby nie być?

Hot Fuzz to druga część trylogii Cornetto Edgara Wrighta, poprzedzona kultowym klasykiem Shaun of the Dead, po której nastąpiła przygoda z inwazją obcych w pubach The World’s End. Nie jestem przekonany, czy Hot Fuzz to najlepszy film Wrighta – nie jest nawet moim ulubionym. Ale jeśli chodzi o filmy poprawiające nastrój, są one nie do pobicia.

Nasza historia rozgrywa się w sennej wiosce Sandford w West Country i podąża za wyłowionym z wody miejskim policjantem, sierżantem Angelem, który łączy siły z lokalnym błaznem, policjantem Dannym Buttermanem, aby zbadać serię tajemniczych zgonów. To list miłosny do filmów o kumplach o gliniarzach i gatunku akcji jako całości. To takie zabawne, takie głupie i takie mądre.

W filmie występują typowi podejrzani Edgara Wrighta, Simon Pegg i Nick Frost, którzy zawsze obiecują dobrą zabawę, a tutaj są jedynie wierzchołkiem mgławicy brytyjskich gwiazd komedii. W radosnej scenie otwierającej Hot Fuzz hojnie oferuje potrójne potraktowanie panów Martina Freemana, Steve’a Coogana i Billa Nighy’ego jako hierarchów londyńskiej policji („Właściwie powinniśmy teraz nazywać to służbą policyjną. Oficjalne wytyczne dotyczące słownictwa stwierdzają, że „siła” jest zbyt agresywna”). Doświadczone legendy, takie jak pyszny Timothy Dalton i niezawodny Jim Broadbent, dzielą się scenami ze stosunkowo nowicjuszami, takimi jak zdobywczyni Oscara Olivia Colman. Poza tym rozległym panteonem nawet najkrótsze epizody z tak wielkimi nazwiskami, jak reżyser Władcy Pierścieni, Peter Jackson, przedarły się do serc fanów. Podczas oglądania odczuwam fizyczny ból, gdy ugryzę się w język zamiast krzyknąć: „Czy wiesz, że to właściwie Cate Blanchett w tym kostiumie kryminalistycznym?!”.

Nawet wioska Sandford staje się postacią. Jest uroczy, ale niespokojny i pełen niebezpieczeństw czai się od kwiaciarni po odpusty kościelne. Z łatwością może to być dowolna z wielu maleńkich parafii w Kornwalii, wokół których dorastałem. A w cichej, skromnej wiejskiej społeczności, jak ekscytujące byłoby odkrycie, że kult zabójców knuje intrygi, aby utrzymać swoją wizję „czystej” wioski, wolnej od „niepożądanych”. To całkowicie absurdalne, a jednocześnie niesamowicie nawiązujące do często panującego wiejskiego etosu i sceptycyzmu maskowanego za uśmiechami i gościnnością. Częścią uroku Hot Fuzz jest to, że pozwala ci rozmyślać nad tym komentarzem, ale zanim zrobisz to zbyt głęboko, wydarzenia przeradzają się w rozgrywkę na brukowanych ulicach Sandford. Ciężkie cięcie do wielkiej bitwy pod Somerfield, która łączy osobliwy wiejski supermarket z dynamiczną akcją, porównywalną ze wszystkim z Szybkich i wściekłych od 1 do 10. Avengers: Endgame nie zapowiada ostatecznej konfrontacji w modelowej wiosce miasta.

Opatentowane przez Wrighta zoomy, zapowiedzi i muzykalność oczywiście sprawiają, że ten film jest dobry, ale dobre samopoczucie poprawia jego zgrabny scenariusz, certyfikowany na A+ za cytowalność. Niezmiennie fani przeczytali poprzednie akapity i niechcący przywołali uśpione, głupie frazy. Jeśli słyszysz takie słowa jak „W imię większego dobra” lub „Właściwie to tylko ten jeden łabędź”, jesteś częścią klubu, który chwyta za serce.

Hot Fuzz jest tak ujmujący i trwały, ponieważ odpowiada na tak wiele potrzeb. Chcesz czegoś zabawnego? Coś fachowo wykonanego? Coś wybuchowego? Coś, co da ci do myślenia? Coś, na co można się przełączyć? W jakiś sposób Hot Fuzz bezlitośnie robi to wszystko.

Dlatego czasami mam wrażenie, że ten film jest skierowany do mnie. Pozornie przemawia bezpośrednio do mojego wiejskiego domu, mojego zamiłowania do samoświadomych parodii i społeczności filmowej maniaków. Cytaty i odniesienia pojawiają się w rozmowach stale. A DVD stało się moim ulubionym prezentem dla przyjaciół – przez przypadek dwa razy w kolejne Święta Bożego Narodzenia dla jednego znajomego. Co najważniejsze, Hot Fuzz przedstawił mnie Edgarowi Wrightowi, o którym napisałem swoją rozprawę doktorską (zestaw trylogii Cornetto to świetny sposób na pożyczkę studencką) i którego gościnną edycję promowałem, dołączając do zespołu marketingowego Guardiana. Wybaczono by ci, gdybyś pomyślał, że powinienem mieć już dość tego filmu, jego reżysera, nawet Cornettos. Prawdopodobnie powinienem. Ale podobnie jak Fuzz w Sandford, są nieuniknione.