Strona główna Wiadomości Recenzja Mój rok w Paryżu z Gertrude Stein autorstwa Deborah Levy –...

Recenzja Mój rok w Paryżu z Gertrude Stein autorstwa Deborah Levy – cudownie zabawna | Deborah Levy

11
0


Narratorka dowcipnego scherza „fikcji” Deborah Levy – „powieść” nie jest właściwym określeniem tej książki, której nie da się sklasyfikować – uważa, że ​​Gertrude Stein polubiłaby Zygmunta Freuda. Wyobraża sobie ich, jak wspólnie palą cygaro, podczas gdy ich żony prowadzą pogawędkę. Czy Frau Freud „zamieniłaby swój przepis na gotowaną wołowinę przepisem Alicji B (Toklas) na krówkę haszyszową”? Nigdy się nie spotkali (chociaż przy jej zainteresowaniu „postacią z dołu”, a jego „nieświadomością” Stein i Freud mieliby mnóstwo do omówienia), ale to nie ma większego znaczenia. Ta książka jest pełna rzeczy, które tak naprawdę nie mają miejsca, relacji, które nie są takie, jak przypuszczają zaangażowane w nie osoby, dygresji, fantazji i spotkań, które są wyobrażone, ale nigdy nie mają miejsca.

Wszystko zaczyna się od zagubionego kota. Kot nazywa się „to”: małe „i”, po którym następuje małe „t”. Powoduje to różnego rodzaju zamieszanie językowe, podkreślając sposób, w jaki używamy słowa „to” w znaczeniu czegoś nieokreślonego (jak w pierwszym zdaniu tego akapitu), czegoś trywialnego lub czegoś ogromnego. Powtarza się sformułowanie „straciłem”, „to” oznacza – na różne sposoby – umysł, współczucie dla Ernesta Hemingwaya, odwaga bycia tak niekonwencjonalnym jak Gertrude Stein, strumień świadomości „płynący pod koszonymi i wypielęgnowanymi polami golfowymi, na których w XXI w. posłuszeństwo albo wstyd – co powstrzymuje artystę od zostania modernistą… albo miłość, albo własna matka, albo czarno-biały kot ze zdeformowanym uchem.

Książka nie ma fabuły, ale jest pewna sytuacja. Trzy przyjaciółki są w Paryżu. Narrator (angielski, singiel) pisze lub nie pisze eseju o Gertrude Stein. Eva (hiszpańsko-duńska, wyszła za mąż za mężczyznę w Seattle, z którym widuje się raz w tygodniu, jeśli tak, to na FaceTime) jest pisarką graficzną. Fanny (Francuzka, poliamoryczna z trzema kochankami) jest finansistką.

Fanny jest niecierpliwa, irytująco często rozmawia przez telefon podczas posiłków i potrafi być złośliwa. Seksowna i szykowna, uważa, że ​​„wełniana pończocha Stein z dzianiny byłaby katastrofalna w erotyce” i twierdzi, że jej „powtarzanie doprowadza mnie do szaleństwa”. Ale jest też w tajemnicy bezbronna, zraniona homofobicznym odrzuceniem przez ojca i bardziej niż którekolwiek z pozostałych zaangażowana w trójstronną przyjaźń. Kiedy narratorka zostaje strącona z roweru, z pomocą przychodzi Fanny, która najpierw stała w kolejce przez osiem minut, aby kupić rum baba bouchon z plasterkiem pieczonego ananasa na wierzchu. To dla narratora – miła myśl – ale Fanny wyjaśnia jej, że „gdybym była martwa, zanim dotrze do (mnie), ona sama by to zjadła”.

Eva wygląda anielsko, a zamieszanie wokół jej zagubionego kota sprawia, że ​​wydaje się dziecinna, ale narratorowi i nam stopniowo zaczyna docierać do głowy, że tak naprawdę jest bystra komercyjnie i wyluzowana emocjonalnie. Jej całkowicie białe mieszkanie jest wykwintne, podobnie jak beztłuszczowe jedzenie, które serwuje. Wyznacza sobie asystentkę narratora, mówi, że zilustruje esej Steina, a na koniec ogłasza, bez konsultacji, że przejmie projekt i sama go napisze. Powodem, dla którego jej męża nie ma, jest to, że buduje dla niej dom. Czymkolwiek „to” jest dla niej, Eva wie, jak to zdobyć.

podwójny cudzysłów Na cmentarzu Père Lachaise narratorka martwi się, że niezależnie od tego, jak wiele dowie się o życiu Steina, nie może dotrzeć do sedna sprawy

Zawieszona między dwójką nowych przyjaciół narratorka, starsza i bardziej samotna, włóczy się po cmentarzu Père Lachaise i martwi się, że niezależnie od tego, ile dowie się o życiu Steina, nie będzie w stanie dotrzeć do „tego”. Pod koniec książki rozpoczyna się rodzaj romansu. Polując na zagubionego kota, trzy kobiety spotykają odpowiedniego mężczyznę w wieku narratora. Prowadzi ich na chwilę do buñueleskiej tajemnicy. Ma też kota ze zdeformowanym uchem. Co tu się dzieje? Zabiera narratorkę na kolację, ale te zaloty to coś innego, co się nie zdarza – jedyne, czego chce od niej, to numer telefonu Evy.

Wbrew tytułowi akcja głównego wątku rozgrywa się na przestrzeni miesiąca, listopada 2024 r., ostatniego miesiąca, w którym trójka przyjaciół będzie razem w Paryżu, oraz miesiąca reelekcji Donalda Trumpa. Narratorka ogląda na swoim telefonie wojny, przemoc przerywaną na ekranie reklamami witamin lub ubezpieczeń na życie, a także IRL – dzwony Notre-Dame.

Jednak przez większość czasu jej myśli są skupione na życiu Steina i zabiera nas tam ze sobą. Levy nie konkuruje z wieloma biografami Steina. Pisze medytację, a nie kronikę czy wyjaśnienie. Narratorka uważa, że ​​Stein, mimo całego uporu z ograniczaniem się do prostych słów, nie „wierzyła” w to, że zostanie zrozumiana. „Kiedy patrzę na zdjęcia” – pisze – „nie mogę dostać się do jej oczu”.

Levy może jednak przenieść nas w epokę Paryża Steina i przedstawić. Starannie dobiera cytaty. Siedem wersów z „W drodze” mówi nam wszystko, co powinniśmy wiedzieć o próżności Jacka Kerouaca. Poniżanie ze strony Virginii Woolf ładnie podważa zadufanie Walta Whitmana. Ma świetny talent do podsumowania postaci jednym szczegółem. O artyście Chaïmie Soutine’u: „lekarz musiał usunąć mu z ucha gniazdo pluskiew”. O Marie Vassilieff, innej artystce: „Kiedy Modigliani przybyła pijana, szukając bójki, podniosła ramiona i zepchnęła go ze schodów. Potem pokroiła kurczaka”. O Stein: „była tak wybiegająca w przyszłość, że nigdy nie nauczyła się cofać swoim Fordem Model T”.

Nie należy zakładać, że narratorem jest Levy – w końcu to „fikcja” – ale jednego możemy być pewni. Eva może ogłosić, że esej o Steinie nigdy nie zostanie napisany, ale oto – dziwny, pomysłowy i cudownie zabawny – triumfalnie udowadniając, że się myli.

Mój rok w Paryżu z Gertrude Stein: A Fiction autorstwa Deborah Levy zostaje opublikowany przez Hamisha Hamiltona (18,99 funtów). Aby wesprzeć Guardiana, zamów swój egzemplarz na stronie Guardianbookshop.com. Mogą obowiązywać opłaty za dostawę.