Strona główna Sport Nadzieje Spurs na przetrwanie wzrosły po tym, jak Rutter uratował Brighton dramatyczny...

Nadzieje Spurs na przetrwanie wzrosły po tym, jak Rutter uratował Brighton dramatyczny punkt w końcówce meczu | Pierwsza liga

10
0


Roberto De Zerbi mógł tylko patrzeć w oszołomionej ciszy. Włoch był kotłownią emocji, gdy Tottenham próbował stawić czoła swojemu byłemu klubowi po tym, jak Xavi Simons strzelił gola, który wyglądał, jakby zakończył ich długie oczekiwanie na zwycięstwo. Piłka nożna potrafi jednak sprowadzić najokrutniejsze zwroty akcji, a wyrównujący gol Georginio Ruttera w końcówce meczu musiał być dla fanów Spurs jak sztylet w serce.

Remis sprawia, że ​​Tottenham nadal znajduje się w strefie spadkowej i nie zanotował zwycięstwa w 2026 roku, a perspektywy na to, że ten wspaniały stadion będzie gospodarzem mistrzostw w przyszłym sezonie, rośnie z każdą minutą. Po zorganizowaniu w tym tygodniu specjalnego posiłku sprzyjającego integracji drużyny w eleganckiej restauracji Mayfair, De Zerbi obiecał zabrać swoją drużynę na droższe kolacje, jeśli dopisze w jego pierwszym meczu u siebie.

Jednak pomimo znacznie lepszego występu, gdy jego zespół dwukrotnie prowadził przez Pedro Porro, a następnie Simonsa, ostatni cudowny gol Kaoru Mitomy zapewnił im remis, zanim Rutter zadał zabójczy cios w piątej minucie doliczonego czasu gry.

Kibice gospodarzy z pewnością odegrali swoją rolę przed rozpoczęciem meczu, tworząc morze niebiesko-białych flag, gdy drużyny wyszły z tunelu, a spiker stadionu również starał się podkręcić atmosferę. „Na litość boską jesteśmy Tottenhamem Hotspur. Wyjdźmy z tego razem” – nalegał.

Xavi Simons pokazuje swoje rozczarowanie po zdobyciu bramki przez Brighton w końcówce. Zdjęcie: Tom Jenkins/The Guardian

Pod wieloma względami Brighton było najgorszym możliwym przeciwnikiem, z jakim mogli się zmierzyć. Podczas gdy Fabian Hürzeler musiał oglądać z trybun, jak zakończył się zakaz gry przy linii bocznej, jego zespół przybył na boisko po zwycięstwie w pięciu z ostatnich sześciu meczów, a Niemiec znakomicie zareagował na słabą passę na początku roku, kiedy jego przyszłość wydawała się zagrożona. Kolejnym przykładem tego, jak szybko wszystko może zmienić się w piłce nożnej, jest to, że 33-latek jest obecnie w kolejce do przedłużenia kontraktu latem.

De Zerbi nie był pewien, czy Simons wystartuje po tym, jak zostawił go na ławce rezerwowych w meczu z Sunderlandem, ale postawił Holendra na napastnika po lewej stronie ataku, a Conor Gallagher otrzymał bardziej zaawansowaną rolę niż ostatnio. Powrót Jamesa Maddisona na ławkę rezerwowych po kontuzji więzadła krzyżowego przedniego podczas przedsezonowego tournee do Korei Południowej był kolejnym powodem do optymizmu dla fanów Spurs.

Ich zespół z pewnością wywołał sporo zamieszania na początku, choć dopiero w 20. minucie udało im się stworzyć przyzwoitą bramkę. Strzał Simonsa został odbity na rzut rożny przez Mitomę w jego pierwszym akcie po zastąpieniu Diego Gómeza, gdy ten niezdarnie upadł, a Randal Kolo Muani strzelił nad poprzeczką po tym, jak Brighton nie wybił piłki.

Sfrustrowany Roberto De Zerbi wykrzykuje instrukcje zza linii bocznej. Zdjęcie: Tom Jenkins/The Guardian

Wydawało się, że to może być ich popołudnie tuż po pierwszej połowie meczu, kiedy Yankuba Minteh wybrał Jacka Hinshelwooda na drugim słupku, a Micky van de Ven – kapitan pod nieobecność kontuzjowanego Cristiana Romero – uderzył własnym słupkiem. Jakimś cudem odbił się w bezpieczne miejsce. Następnie Antonin Kinsky obronił główkę Danny’ego Welbecka, a De Zerbi musiał obawiać się tego, co nadchodzi.

Jednak to Tottenham dokonał przełomu, gdy Porro przyłapał swojego markera Mitomę na drzemce i był w stanie pokonać Barta Verbruggena po dokuczliwym dośrodkowaniu Simonsa i zapoczątkować szaloną radość. Simons powinien był podwoić prowadzenie niemal natychmiast po tym, jak został wywalony przez ważone podanie Dominica Solanke, tylko ze względu na jego próbę uderzenia w słupek, zanim Verbruggen genialnie obronił przed Porro po odbiciu. Znaczenie tego stało się jasne, gdy Mitoma, który, jak przyznał Hürzeler, był w ostatnich tygodniach sfrustrowanym zmiennikiem, wykazał się nieskazitelnymi umiejętnościami, strzelając z woleja obok Kinsky’ego na jego bliskim słupku po doskonałym dośrodkowaniu ponadczasowego Pascala Grossa. Kiedy piłka uderzyła w tył siatki, można było poczuć deflację rozprzestrzeniającą się po ziemi.

Nie minęło nawet siedem minut drugiej połowy, gdy De Zerbi pokazał swoją rosnącą frustrację, odbijając się poza swoje pole techniczne po raz kolejny. Za swoje kłopoty otrzymał mandat.

João Palhinha tuż po wejściu z ławki prawie miał szczęście, gdy jego strzał odbił się od kolana Welbecka, ale Verbruggen był w stanie dostosować się i obronić. Bramkarz Brighton nie mógł nic zrobić po strzale Simonsa, który trafił w górny róg po tym, jak Lucas Bergvall odebrał piłkę Janowi Paulowi van Hecke. Ale to Rutter śmiał się ostatni.