Niewielu kinomanów pojawiło się na reżyserskim debiucie Rebela Wilsona „The Deb”, który rozpoczął się fatalnym zyskiem kasowym, jaki może konkurować z lokalnym stoiskiem z lemoniadą. A szkoda: to zabawny, zadziorny i bezczelny musical – trudno o arcydzieło, ale przyjemną adaptację przedstawienia scenicznego pod tym samym tytułem. Trzyma się kluczowej muzycznej zasady – mocno otwartej – z hałaśliwym hymnem dla nastolatków „Fuck My Life”, zanim przejdzie do historii przebudzonej mieszkanki miasta (Taylah Simpkins), która zostaje wysłana do małego wiejskiego miasteczka, w którym mieszka jej kuzynka (Charlotte MacInnes). Jednak film spadł już z 15. na 20. miejsce na australijskich listach przebojów, zarabiając zaledwie 237 dolarów za ekran w drugim tygodniu wyświetlania.
Niewykluczone, że The Deb doczeka się drugiego życia na streamingu, choć wydaje się to mało prawdopodobne, zwłaszcza biorąc pod uwagę aurę zguby, jaka nad nim panuje, a produkcję nękają dramaty prawnicze. Nie wzbudzi to większego zaufania do australijskiego musicalu filmowego, choć nie poprawiły tego również wyniki kasowe poprzedniego – częściowo finansowanego przez Australię filmu biograficznego Robbiego Williamsa Better Man, który był fantastyczny, ale i tak zawalony kasą. Albo ten wcześniejszy – Emo: The Musical z 2016 roku, chociaż ten film zawsze miał niszowy urok.
Australijski musical filmowy istnieje od prawie stulecia, począwszy od Jego Królewskiej Mości z 1932 roku, głupkowatej, przypominającej rewię opowieści o mężczyźnie (George Wallace), który marzy o zostaniu królem Betonii. Ale wciąż nie otrzymaliśmy naprawdę świetnego australijskiego musicalu filmowego. I zanim powiesz „Przygody Priscilli, królowej pustyni”: tak, to świetny film, ale to nie musical; bohaterowie wykonują numery muzyczne, ale nie wyrażają się poprzez piosenkę jako część przeżywanej rzeczywistości.
Nicole Kidman i Ewan McGregor w Moulin Rouge! w reżyserii Baza Luhrmanna. Zdjęcie: 20th Century Fox/Allstar
Niemniej jednak kraj ten może poszczycić się eklektyczną historią związaną z porywającymi i pełnymi melodii filmami. Największy sukces finansowy odniósł hałaśliwy film animowany George’a Millera Happy Feet, który najwyraźniej został zaprojektowany z myślą o widzach z całego świata i nie sprawia wrażenia szczególnie australijskiego. To samo dotyczy drugiego pod względem sukcesu: Moulin Rouge!, charakterystycznie krzykliwego spektaklu Baza Luhrmanna.
Jeśli chodzi o jakość, na czele zestawienia znajduje się znacznie bardziej krwawy „Strayan Starstruck” Gillian Armstrong – przesiąknięty neonami klasyk lat 80. (kolory, ubrania, włosy!) o nastolatce (Joey Kennedy), która desperacko pragnie zostać piosenkarką. Ma bajecznie odważnego ducha i kilka niesamowitych utworów, z których mój ulubiony to Body and Soul, wykonywany z Kennedym bujającym się w barze w pubie, a cała klientela tańczy razem z nim. To moment czystej magii filmowej, którą w australijskim spektaklu tanecznym w pubie można porównać jedynie z stepowaniem Roda Taylora w Welcome to Woop Woop.
Inną godną uwagi produkcją jest „One Night the Moon” Rachel Perkins, do której muzykę napisał i współtworzył Paul Kelly, który gra rasistowskiego rolnika, który odmawia pomocy aborygeńskiemu tropicielowi (Kelton Pell), gdy jego młoda córka zaginęła. Jest kilka wyjątkowych momentów: na przykład piosenka This Land Is Mine, która zaczyna się od śpiewania tytułowej linijki przez postać Kelly, po czym Pell dołącza do utworu z zupełnie innym tekstem otwierającym: „This land is me”. Ta niewielka zmiana językowa ujawnia głęboką rozbieżność w podejściu rdzennych i nierdzennych Australijczyków do pojęć ziemi i własności.
Jednak trwająca 54 minuty „One Night the Moon” nie jest tak naprawdę filmem. Innym przykładem australijskiego musicalu o wybitnym talencie i czasie trwania niewiele dłuższym niż pełnometrażowy jest Funny Things Happen Down Under z 1965 roku, w którym w swojej pierwszej roli filmowej wystąpiła 17-letnia Olivia Newton-John. Nikt jednak o zdrowych zmysłach nie sugerowałby, że ten film jest choćby w najmniejszym stopniu bliski wielkości. Przypomina to umorzenie podatku w Disneyu za niski czynsz, wypełnione tekstami Newtona-Johna śpiewającymi gorzej niż, cóż, świąteczna szynka. Podejmij ten wysiłek: „Jest czas i miejsce / Stajemy twarzą w twarz / W czasie świąt Bożego Narodzenia, w dole!”
Perkins wyreżyserował także porywczy, zadowalający publiczność film Bran Nue Dae, pełen podnoszących na duchu numerów (w tym „Nothing I Wantwill Be”) i utrzymany w jasnej, słonecznej estetyce. Podobnie jak wyprodukowany w Australii film The Pirate Movie, wydany na podstawie Piratów z Penzance, który nie odniósł większego sukcesu kasowego i ma haniebną reputację (zdobył kilka gongów na Złotych Malinach w 1983 r.), ale udało mu się znaleźć drugie życie na VHS.
Czas pokaże, czy The Deb będzie w stanie stworzyć coś podobnego i stać się hitem na platformach pomocniczych. Ale nawet jeśli tak się stanie, poszukiwania wspaniałego australijskiego musicalu filmowego trwają…