Strona główna Kultura Czy świat znudził się biennale sztuki? W poszukiwaniu antidotum portugalski festiwal zwraca...

Czy świat znudził się biennale sztuki? W poszukiwaniu antidotum portugalski festiwal zwraca się ku anarchizmowi | Sztuka i projektowanie

9
0


Jeśli w najbliższej przyszłości zdecydujesz się spędzić noc w klasztorze Santa Clara-a-Nova w Coimbrze, pamiętaj, że miejsce to jest prawie na pewno nawiedzone. Bezcielesne głosy dzieci odbijają się echem po pierwszym piętrze XVII-wiecznego klasztoru położonego na szczycie wzgórza w portugalskim mieście uniwersyteckim, z widokiem na średniowieczne centrum zza rzeki Mondego.

W garażach suche liście ułożono w geometryczne kształty, jakby przygotowując się do rytuału wicca. Trzeba nerwów łowcy duchów, żeby przejść przez ciemny jak smoła korytarz na parterze skrzydła akademika, oświetlony jedynie przez neony na obu końcach, gdzie z cel mnichów dobiegają cię udręczone zawodzenie. Te lamenty, śpiewane po albańsku, chińsku, kurdyjsku, kirgisku i turecku, stanowią część instalacji amerykańskiej artystki Taryn Simon, ale sprawiają wrażenie widmowych przypomnień o zakonnicach, które mieszkały w tych dzielnicach przez dwa stulecia.

Po śmierci ostatniej zakonnicy w 1891 r. Santa Clara-a-Nova przez prawie sto lat służyła jako koszary armii portugalskiej, a od 2015 r. klasztor jest centralnym punktem Anozero, odbywającego się co dwa lata festiwalu sztuki, podczas którego jego 9650 metrów kwadratowych przez trzy miesiące wypełnia się dziełami twórców z całego świata. Ponieważ jednak rząd przyznał niedawno prywatnej firmie prawo do przekształcenia na wpół opuszczonego budynku w hotel, umowa ta może wkrótce dobiec końca.

Pomnik Zwyczajnego autorstwa Kosmos w Anozero. Zdjęcie: © Jorge das Neves

„Można tu mieszkać ludzi, ale powinno to być skupione wokół sztuki” – mówi mi współzałożyciel i reżyser Anozero, Carlos Antunes, przed prowizorycznym barem w bujnych ogrodach Santa Clara w przeddzień otwarcia festiwalu. Grozi, że wyłączy festiwal, jeśli plany przebudowy klasztoru w ramach programu Revive rządu portugalskiego zostaną zrealizowane w obecnej formie. „Nie mam planu B. To moja walka. Jeśli biennale zostanie odwołane, będzie to ogromny problem dla miasta.”

Mając to na uwadze, tegoroczną upiorną edycję festiwalu można odczytać jako ostrzeżenie dla dewelopera sprawującego pieczę nad budynkiem: te duchy będą spać bezsennie twoim bankierom inwestycyjnym podczas wakacji golfowych, zdaje się szeptać instalacja Simona. Biorąc jednak pod uwagę skomplikowany związek biennale sztuki z gentryfikacją, nie bez powodu mówi się o tym szepcząc.

Koncepcja miasta, w którym w regularnych odstępach czasu odbywają się międzynarodowe wystawy sztuki, sięga pierwszego Biennale w Wenecji w 1895 r., kiedy stolica Veneto starała się odmłodzić włoski rynek sztuki po upadku tradycji Grand Tour. Festiwal przyciągał gości, którzy później wracali jako turyści, zapewniając jednocześnie miejscowej ludności dostęp do dzieł sztuki o międzynarodowej renomie i dając kuratorom swobodę eksperymentowania, na którą instytucje rzadko pozwalały.

W latach 90. napędzane tanimi podróżami lotniczymi i politykami dążącymi do efektu Bilbao każde miasto chciało mieć własne biennale. Oprócz takich hitowych wydarzeń, jak Documenta w Kassel, Biennale Whitney w Nowym Jorku i Bienal de São Paulo, na całym świecie, od Andory po Jokohamę, odbywa się obecnie ponad 200 takich festiwali.

Jednak wraz z boomem pojawiła się reakcja: podejrzenie, że biennale były przede wszystkim pretekstem dla ubranego w torby z materiału międzynarodowego tłumu artystów, który przybył do miasta na kilka tygodni, pozostawiając po sobie duży ślad węglowy, ale niewiele znaczącego zaangażowania z lokalną ludnością. „Czy Biennale może służyć miastu, czy tylko «wielkiej sztuce»?” – pyta magazyn Artforum w swoim bieżącym numerze, poświęconym kryzysowi tożsamości biennale.

Jeszcze gorsze jest podejrzenie, że biennale sztuki służą raczej jako służebnica, a nie przeszkoda w gentryfikacji. W niektórych przypadkach ożywili zapomniane przestrzenie, które stały się stałymi instytucjami artystycznymi, jak na przykład dawna fabryka margaryny, obecnie berlińska KW. W innych nadawały blasku budynkom, na które następnie rzucili się deweloperzy. Lokatorzy mieszkający w nieczynnej zajezdni kolejowej w Lagos zostali eksmitowani po tym, jak w 2017 r. służyła ona za miejsce inauguracyjnego biennale w mieście.

Mimo że istnieje na rynku dopiero od 2015 r. i dysponuje stosunkowo skromnym budżetem wynoszącym 800 000 euro na edycję, Anozero w Coimbrze znajduje się w czołówce festiwali sztuki próbujących na nowo przemyśleć swój format. W manifeście z 2023 r. stwierdzono, że biennale nie powinny już być po prostu „miejscami katapultowania artystów i sposobów produkcji wizualnej”, ale eksperymentami we wspólnym życiu i myśleniu oraz wymyślaniem nowych zastosowań miejsc historycznych. „W Portugalii mamy tendencję do życia w dawnej świetności” – mówi Antunes. „Biennale ma być drzwiami do przyszłości”.

Robienie hałasu dla nowej sztuki… Máquina de Escuta #1 (Maszyna do słuchania #1) autorstwa Vasco Araújo w Anozero. Zdjęcie: © Jorge das Neves

W tym roku kuratorzy Anozero, Hans Ibelings, John Zeppetelli i Daniel Madeira, proponują nowe lekarstwo na zmęczenie biennale: anarchizm. Jej tytuł, Segurar, dar, receber („Trzymać, dawać, otrzymywać”), może nawiązywać do żargonu terapeutycznego uzdrawiania i wyrazistej kruchości, tak modnej wśród współczesnych kuratorów. Okazuje się jednak, że jest inspirowany przez Piotra Kropotkina, rosyjskiego filozofa-anarchistę. Anarchizm nie oznacza tutaj anarchii, ale współpracę: wielką ideą Kropotkina było to, że wzajemna pomoc była ważniejsza dla ewolucji i postępu cywilizacyjnego niż koncepcja Darwina mówiąca o przetrwaniu najsilniejszych.

Anozero otrzymuje fundusze (od lokalnych gmin i Uniwersytetu w Coimbrze), ale stara się też odwdzięczyć. Na otwarcie portugalski artysta Vasco Araújo poprowadził delegację złożoną z 260 śpiewaków, wszystkich ubranych na biało i pochodzących z lokalnych chórów i grup muzycznych, w marszu z centralnego placu Coimbry do klasztoru, śpiewając chór z opery Nabucco Verdiego – marsz flecisty, który miał zaprowadzić mieszkańców miasta do świątyni sztuki współczesnej.

Znajdują się tu dzieła, które można sklasyfikować jako „sztukę festiwalową” – odmiany instalacji Taryn Simon Start Again the Lament zostały umieszczone in situ w Park Avenue Armory w Nowym Jorku, Cisternerne w muzeum Frederiksberg w Danii i tajnej krypcie pod Islington Green w Londynie. Ale w klasztorze Santa Clara udaje mu się zyskać na sile dzięki opresyjności już nieodłącznie związanej z architekturą. Realizuje swą manifestową obietnicę tworzenia sztuki, „która może wydarzyć się tylko tutaj i nigdzie indziej”.

Tędy do hotelu? … Budynki klasztoru Santa Clara-a-Nova w Coimbrze. Zdjęcie: imageBROKER.com/Alamy

Gdy wyjdziesz z ciemności na końcu długiego korytarza, możesz zejść po kruchych kamiennych schodach do ogrodów, gdzie amsterdamscy projektanci architektury Inside Outside uwolnili od chwastów miejsce, które mogło kiedyś służyć do mycia, posadzili drzewa cytrusowe i kumkwat, które będą rosły w nadchodzących latach, a także ustawili krzesła, które „zachęcają do rozmów z nieznajomymi”. „Rozumiemy, że biennale ma na celu zapewnienie publiczności dostępu do terenów klasztoru” – mówi Aura Melis z Inside Outside. „Próbowaliśmy więc stworzyć coś, co będzie tu nadal istnieć za dwa lata”.

Intencje są godne pochwały, ale na razie mają do pokazania tylko stół i kilka pustych krzeseł, a jeśli Anozero nie uda się powstrzymać rozwoju hotelu, na tej samej przestrzeni z powodzeniem mógłby zmieścić się basen, zanim kumkwat wyda pierwsze owoce.

Czasami biennale wydaje się nie być pewne, jak mocny gest protestu chce wykonać. W dwóch celach kuratorzy ustawili podwójne łóżka, w których goście mogą przenocować i obejrzeć dwa długie filmy eksperymentalne: La Chambre belgijskiej reżyserki Chantal Akerman i Sen fińskiego artysty Juhy Lilji. Parodia zbliżającej się hotelizacji Santa Clara? A może próba osiągnięcia kompromisu? Tekst na ścianie nazywa to jedynie „aluzją” do „niepewnej przyszłości” Santa-Clara.

Coimbra jest siedzibą jednego z najstarszych uniwersytetów w Europie i spacerując po jej stromych, brukowanych uliczkach, mijasz studentów w staroświeckich togach, niektórzy niosący duże drewniane łyżki zgodnie z wielowiekową tradycją studencką. Ale ma też długą historię kultury protestu. Miasto jest wyjątkowe w Europie ze względu na ponad 20 lewicowych i anarchistycznych bractw, znanych jako repúblicas. Te samodzielnie zarządzane projekty mieszkań komunalnych, o poetyckich nazwach, takich jak Republic of Ghosts i Palace of Madness, oferują schronienie i wyżywienie studentom ze środowisk defaworyzowanych, a także rytuały powitalne dla pierwszoklasistów, które są delikatniejsze niż rytuały nękania praktykowane przez bardziej konserwatywnych studentów. To miejsca, w których praktykuje się wzajemną troskę.

„Biennale przyciąga pewną elitę”… fasada jednej z republik w Coimbrze. Zdjęcie: Xavier Dealbert/Alamy

Biorąc pod uwagę anarchistyczny wątek Anozero, można tu nawiązać oczywiste powiązanie – niektóre republiki znajdują się bezpośrednio przed obiektami festiwalu, a wielu mieszkających w nich studentów pracuje za kulisami biennale. Ale są one dziwnie nieobecne w tym, co jest prezentowane. Zamiast tego kustosze wypełnili pomieszczenia klasztoru książkami na temat anarchistycznego planowania przestrzennego w gablotach i diagramami pokazującymi wpływ Kropotkina na ważnych architektów.

W dniu otwarcia dwóch weteranów República wybrało się na wzgórze. Jaime Miranda (53 l.) i João Paulo Bernadino (57 l.) wyróżniają się spośród tłumu stylowych artystów. „Biennale przyciąga pewną elitę” – mówi Miranda. „Młodzi ludzie mieszkający w republikach zwykle nie są tu zapraszani”. Ale są zadowoleni, że odbyli tę podróż. „Teraz rozumiem, dlaczego tak bardzo chcą tu zostać” – mówi, podziwiając kompleks budynków. Projekt mieszkaniowy, w którym mieszkali, Real República Boa-Bay-Ela, również kiedyś miał niepewną przyszłość. Kiedy w Portugalii zmieniło się prawo dotyczące najmu, studentom groziła eksmisja. Byli mieszkańcy zareagowali wspólną imprezą i wykupem właściciela.

Przy okazji kolejnej edycji w 2028 r. Anozero nawiązuje współpracę z Manifesta, nomadycznym biennale kulturalnym, które co dwa lata odbywa się w innym miejscu w Europie. Aby mieć pewność, że nie będzie to ostatnia edycja, mogą zrobić coś gorszego niż uczenie się od miejscowych.

Anozero działa w klasztorze Santa Clara-a-Nova i różnych miejscach w Coimbrze do 5 lipca