Strona główna Sport Arsenal odzyskuje przewagę w wyścigu o tytuł po tym, jak oszałamiający Eze...

Arsenal odzyskuje przewagę w wyścigu o tytuł po tym, jak oszałamiający Eze pokonał Newcastle | Pierwsza liga

7
0


Sprowadziło się to do prostej serii rzutów karnych, podobnej do pięciu rund karnych, a równanie jest proste, choć obciążone komplikacjami. Zdobądź lub spudłuj. Ponieważ Manchester City w przeciwnym razie brał udział w półfinale Pucharu Anglii, to Arsenal był pierwszy.

Dla nich metaforyczny spacer na miejsce, moment prawdy, rozpoczął się po niedzielnej porażce z City. Trwało to długo i zdradziecko, zwątpienie w siebie znikało, a hałas na zewnątrz osiągał gorączkę. Zdobądź lub spudłuj. Z dużym remisem w tej drugiej kategorii. Arsenal strzelił gola.

Moment, który zadecydował o wyniku, nastąpił w dziewiątej minucie i jaki to był gol, zupełnie nie pasujący do ogólnego przebiegu kolejnej emocjonującej sytuacji. Kiedy Eberechi Eze otrzymał piłkę na prawym skraju pola karnego po wykonaniu krótkiego rzutu rożnego Noni Madueke i Kaia Havertza, obliczył, że podkręci po raz pierwszy w dalszy, górny róg. Ujął to doskonale.

To był dzień, w którym Arsenal musiał odpowiedzieć na porażkę City i poprzednią w Premier League z Bournemouth. Tak zrobili. Nie było miło, obowiązek wywalczenia trzech punktów i pojawiły się obawy, gdy Havertz i Eze musieli schodzić z boiska z powodu kontuzji. Ale jedyną rzeczą, która się liczyła – jedyną rzeczą, która liczyła się od tygodni – było zwycięstwo. Po ponad 90 minutach bólu kibicom Arsenalu zapanowała radość.

Newcastle przybyło pod chmurką, co było konsekwencją serii ośmiu porażek ligowych w 11; niepewność na tak wielu zakrętach. To był ich całkiem przyzwoity występ, z pewnością w porównaniu z wieloma zawodnikami, którzy go poprzedzili, i mogli coś zepsuć, gdy Yoane Wissa, wchodzący na boisko z ławki, zmarnował znakomitą okazję w 80. minucie.

Kiedy na koniec tablica pokazała siedem dodatkowych minut, kibice gospodarzy zaniepokoili się jeszcze bardziej. To był dzień, w którym czyste konto było wszystkim. Arsenalowi się to udało.

Rozpoczęli sezon na drugim miejscu, a ich 200-dniowa obecność na szczycie została zniweczona przez środowe zwycięstwo City z Burnley, ale tak naprawdę była to konsekwencja meczu na stadionie Etihad w zeszłą niedzielę. Kiedy City było bliskie zwycięstwa, był to wstrząsający cios dla Arsenalu, a mimo to Arteta miał pozytywne strony w występach swojego zespołu.

Arsenal pociągnął mężczyzn do przodu. Stworzyli okazje. Ich pewność gry przy piłce była większa, gdy Martin Ødegaard znalazł się w środku pola, a Havertz w ataku. Nadzieja była na więcej takich samych sytuacji i Arteta poczuł, że jego nadzieje rosną, gdy Eze otworzył wynik na początku.

Bramka padła po trzecim rzucie rożnym Arsenalu, a niezwykłe było to, że wszystkie trzy bramki wykorzystali krótko. Wcześniej przez cały sezon w lidze wykonywali tylko sześć krótkich rzutów rożnych. Kiedy postanowili to zrobić z drugim tutaj, kibice gospodarzy zawyli. Chcieli, żeby piłka wpadła pod poprzeczkę. Akcja zakończyła się, gdy Eze przeciągnął strzał obok celu. Kibice musieli mieć wiarę. Kiedy Madueke zagrał trzecią partię nisko w Havertza, ten skierował ją z powrotem do Eze i scena była gotowa. Wykończenie Eze było piękne.

Nick Pope nie powstrzymuje podkręcania Eberechi Eze. Zdjęcie: David Klein/Reuters

Newcastle groziło od samego początku. Na zegarze minęły zaledwie sekundy, gdy Joe Willock okradł Martína Zubimendiego i rzucił się do przodu, po ładnym podaniu Willowi Osuli. Środkowy napastnik złapał pechową podskok i kopnął z powietrza. Był dobrze ustawiony na lewą stronę bramki. To była wielka szansa.

Howe ustawiony z czterema z tyłu, Osulą z przodu i zmieniającym się kwintetem pomiędzy. Ogólnie rzecz biorąc, był to Jacob Murphy po prawej stronie i Jacob Ramsey po lewej stronie. Willock miał mnóstwo swobody w środkowych obszarach ataku. Podobnie jak Sandro Tonali w głębszych. Bruno Guimarães wędrował od skrzynki do skrzynki. Ale przełączniki pozycyjne były stałe i trudne do śledzenia.

W pierwszej połowie atmosfera była luźna, gdyż zespół Artety pracował ciężko, a ich cel nie pomógł, gdy w 34. minucie Havertz kulał. Na boisku wszedł Viktor Gyökeres. Newcastle przed przerwą podwyższyło na 9:3, a w półgodzinie było blisko, gdy Tonali oddał zaciekły strzał z dystansu. David Raya musiał w ostatniej chwili zmienić kierunek, aby ratować w dość niezgrabny sposób.

Nerwy kibiców Arsenalu wezbrały, ponieważ widzieli, że ich zespół był szczęśliwy, mogąc usiąść i chronić 1:0. Solidność w defensywie była podstawą ich sezonu, mimo to wydawała się ryzykowna. Z kreatywnego punktu widzenia sytuacja uległa kolejnemu pogorszeniu, gdy Eze został zmuszony do gry na początku drugiej połowy. Arteta zastąpił go Gabrielem Martinellim.

Ostatnie kilka miesięcy było dla Newcastle ciężką pracą, a zbiorowa pewność siebie malała. W miarę kumulowania się porażek poczuli się winni nadmiernego myślenia. Czy mogliby tu coś wezwać? Prawdopodobnie potrzebowaliby tylko jednej chwili.

Wyglądało na to, że Arsenal chciał szybko dograć do końca. To był trudny mecz, mecz zatrzymał się w drugiej połowie i niewiele się działo. Kiedy w 67. minucie Gyökeres pokonał Tonaliego i wygrał pojedynek, kibice gospodarzy oszaleli. Desperacko chcieli przekazać swoim zawodnikom trochę energii.

Strzał Zubimendiego zablokował Malick Thiaw, a w momencie, gdy Nick Pope opuścił swoje pole karne, nie trafił w bramkę, a następnie złapał Gyökeresa, który podał piłkę. Thiaw wrócił, aby zapewnić osłonę, więc bramkarz ukarał żółtą kartką.

Dobra chwila Newcastle dobiegła końca. Było to połączenie dwóch zmienników, Nicka Woltemade’a i Wissy. Pierwszy z nich przechwycił piękną piłkę nad linią defensywną Arsenalu dla drugiego, który miał do pokonania jedynie Rayę. Wissa wysoko oddał strzał z woleja.

Końcowe etapy meczu uświetnił powrót Bukayo Saki po kontuzji w roli rezerwowego i nieco większe emocje związane z połowami szans – głównie dla Arsenalu. Chodziło o to, żeby zamknąć tylne drzwi.