Strona główna Sport Nieustanna pogoń Manchesteru City za trofeami nie wykazuje oznak słabnięcia | Puchar...

Nieustanna pogoń Manchesteru City za trofeami nie wykazuje oznak słabnięcia | Puchar Anglii

5
0


To się znowu dzieje. Kolejną potrójną koroną Manchesteru City będzie krótka cena na rynkach prognostycznych, nawet jeśli City zostało pokonane w dwóch ostatnich finałach Pucharu Anglii. Dominacja klubu w angielskim futbolu stawia pytania egzystencjalne tym, którzy chcą rywalizować. Po raz kolejny skreśleni w tym sezonie przez tych, którzy są na tyle głupi, aby ich nie docenić, City góruje nad resztą, zagrażając poziomowi sukcesu, który inni mogą jedynie osiągnąć.

Kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Czy to ostatni taniec Pepa Guardioli? Plotki, choć niepotwierdzone, krążą przez cały sezon, a jego cotygodniowe odpowiedzi na zapytania są nieprzejrzyste i odwracają uwagę. Każdy, kto szuka wskazówek na Wembley przy wyborze drużyny, wywnioskowa, że ​​priorytetem przy każdym wielkim pożegnaniu był tytuł Premier League, a nie powtarzanie potrójnej korony z sezonu 2018/2019. Takie spekulacje są szaleństwem, gdy istnieje prawdopodobieństwo, że sam Guardiola może nawet nie znać własnego umysłu.

Kolejny krok w stronę zwykłej już chwały. Kiedy jednak sukces staje się kwestią ulgi w utrzymaniu standardów, a nie przypływu endorfin? Niewielka liczba fanów City i puste, wyblakłe od słońca siedzenia na środkowej kondygnacji Wembley, podniesione do góry, sugerowały zmęczenie stadionem narodowym. Zdecydowanie zrozumiałe; była to 33. wizyta od półfinału Pucharu Anglii w 2011 roku z Manchesterem United, a zwycięstwo tam było początkiem półtorej dekady dominacji. „Będą tu podczas finału, nie martwcie się o to” – powiedział Guardiola o nieobecnych. Ci, którzy zasłaniali oczy przed porannym słońcem, również byli na bieżąco z wydarzeniami w Emiratach, które pokrzyżowały ich nadzieje.

Dla Southampton, choć rok 1976 minął już dawno temu, był to tydzień wspomnień Bobby’ego Stokesa, Jima McCallioga, Micka Channona, Lawrie McMenemy i innych oraz historycznej porażki klubu z Manchesterem United 1:0. Southampton miało swój moment w Stokes, kiedy Finn Azaz strzelił swojego genialnego gola, ale ten moment ekstatycznej chwały nie będzie trwał przez następne 50 lat. Trzy minuty później Saints opadli, gdy James Bree odbił strzał Jérémy’ego Doku. Zabawa, póki trwała; Zwycięski gol Nico Gonzáleza był równy trafieniu Azaza. Przegrana przez odbicie i hitowy hit nie jest hańbą, ale powodem do dumy dla klubu, który ma inne ważne sprawy do rozważenia.

We wtorek w St Mary’s pokonanie Ipswich podtrzymało nikłe nadzieje na automatyczny awans do mistrzostw. Saints muszą mieć nadzieję, że tyle minut obrony w ostatniej pozycji nie nadwyrężyło ich nóg. Powrót na Wembley na finał play-off jest bardziej prawdopodobny, choć mniej romantyczny, z wesołymi wspomnieniami z pokonania Leeds w 2024 roku. Sześć zmian w stosunku do środowego losowania z Bristol City, była stażystka City Shea Charles, bohater meczu z Arsenalem, usiadła na ławce rezerwowych, co jasno wyjaśniło listę priorytetów Tondy Eckert i zespołu wykonawczego Southampton. Klub, który wielokrotnie podejmował próby wznowienia działalności, jest w dobrych rękach. Eckertowi prawie udało się osiągnąć to, co Oliverowi Glasnerowi udało się w ubiegłorocznym finale, niemal wykorzystując frustrację City.

Phil Foden miał trudności z narzuceniem się przeciwko Southampton. Zdjęcie: James Gill/Danehouse/Getty Images

Wybór Guardioli przypominał przedsezonowy skład drużyny z pierwszych rund pucharowych. Środowe zwycięstwo z Burnley pokazało, ile wysiłku wymagało przebudowa Arsenalu, co oznaczało „niesamowitą utratę energii”, jak to ujął ich menadżer. Everton na wyjeździe ma dziewięć dni wolnego, ale Erllng Haaland i Nico O’Reilly nie zagrali do 71. minuty. Kiedy Azaz strzelił gola, Haaland wydawał instrukcje swoim kolegom z drużyny, błagając, aby osiągnięto zwykłe standardy.

Dla innych może to być ostatni taniec. González, Omar Marmoush i Tijjani Reijnders byli łączeni z odejściem. James Trafford może chcieć zostać bramkarzem pierwszego wyboru gdzie indziej. Potwierdzono już odejście Johna Stonesa i Bernardo Silvy. Jeśli pożegnania dwóch ostatnich będą przypominały klubowe legendy, to niepewna przyszłość pierwszego trio pokazuje odejście i marnotrawstwo maszyny Guardioli, przy łącznym koszcie wynoszącym 155 milionów funtów, który mogłyby pochłonąć tylko najbogatsze kluby.

Próba Reiijndersa w pierwszej połowie oddania celnego woleja, a następnie uderzenia obok bramki w drugiej połowie, niewiele wpłynie na jego wartość odsprzedaży; dostał także pchłę w uchu i został potraktowany przez swojego menadżera, gdy jego koledzy z drużyny świętowali bramkę Doku.

Jeśli przeznaczeniem drużyny City jest jeszcze większy sukces, jest miejsce na istotne modyfikacje. Czy Phil Foden, kolejny awatar złotej ery, będzie częścią kolejnego projektu budowlanego, którego kierownik nie został jeszcze potwierdzony? Wrażenia na gwiazdę, która stanowiła przykład młodzieńczego talentu w City, a wśród nich kapitana Saints Taylora Harwooda-Bellisa, stały się zbyt ulotne. Na Wembley Foden ponownie miał trudności z narzuceniem się. Obecnie Rayan Cherki jeździ na łyżwach dla City i zjada lunch Fodena, będąc jedynym zawodnikiem, któremu Guardiola pozwala na swobodę. Usunięcie Fodena na początku drugiej połowy dla Savinho, kolejnego zawodnika oczekującego na odejście, było ostatnią przeszkodą w wykonaniu zawodnika, który w przyszłym miesiącu mając 26 lat powinien być w szczytowej formie.

Upadek Fodena z ambicji i walki o utrzymanie najwyższych standardów może być kolejnym wskaźnikiem powagi supremacji Guardioli, która pozostawia innych w tyle za City.