Strona główna Sport Manchester City pokonuje Southampton i dociera do finału Pucharu Anglii | Puchar...

Manchester City pokonuje Southampton i dociera do finału Pucharu Anglii | Puchar Anglii

9
0


Cóż za burzliwe zakończenie półfinału Pucharu Anglii, w którym strzelono trzy gole w osiem minut i który zakończył się Nico Gonzálezem w roli bohatera, który poprowadził Manchester City do historycznego czwartego z rzędu finału.

Zwycięzca Hiszpana przyszedł w 87. minucie. Bernardo Silva, dopiero co przedstawiony przez Pepa Guardiolę, skontaktował się z Jérémym Doku, który karmił Gonzáleza. Spoza pola karnego Southampton, po lewej stronie, pomocnik oddał wznoszący się strzał, który trafił w siatkę i załamał zespół Tondy Eckert, który zaledwie kilka chwil wcześniej objął prowadzenie.

To właśnie wtedy w 79. minucie Finn Azaz zdawał się wykorzystać moment klasycznej chwały w Pucharze. Zawodnik z numerem 10 otrzymał wcześniej piłkę lewą nogą, 25 metrów od bramki, obrócił i podkręcił brzoskwinię prawą ręką, która przeleciała obok wymachującego się Jamesa Trafforda i pokonała bramkarza City wysoko i w lewo.

Jednak pomimo tego, że drużyna Eckerta była zachwycona, a fani śpiewali „When the Saints go maszerują”, City zrobiło to, co robi City. Doku, który również wszedł na boisko z ławki, przetańczył z lewej strony do środkowej strefy boiska i trafił wyrównującego gola, który pokonał Daniela Peretza, bramkarza Southampton, po jego lewej stronie po odbiciu Jamesa Bree.

Cue delirium w błękitnej strefie, chociaż Kuryu Matsuki prawie natychmiast zdobył sekundę dla Saints, gdy ruszał w górę pola, a Trafford przechylił szalę zwycięstwa.

Zespół mistrzowski, niepokonany od 20 do dzisiejszego popołudnia, również odbił się na dwóch rzutach rożnych, ale przełamanie Doku stworzyło furorę dla Savinho, którego próba została obroniona na linii.

W siedmiu minutach doliczonego czasu gry obie drużyny mogły zdobyć jeszcze raz bramkę, a chaotyczna końcówka remisu trwała nadal. Jednak gdy Craig Pawson spóźnił się na czas, City było zachwycone, a ci w żółtych barwach po słynnym zwycięstwie Southampton w Pucharze sprzed 50 lat temu.

Guardiola uściskał Eckerta i zaoferował słowo 33-letniemu byłemu zastępcy menedżera Barnsley, ale tak naprawdę, co mógł powiedzieć, aby pocieszyć mężczyznę, który od sześciu miesięcy pełnił funkcję pierwszego głównego trenera, a który był tak blisko poprowadzenia swojego klubu do słynnego zwycięstwa.

Finn Azaz daje Southampton prowadzenie z dystansu. Zdjęcie: Paul Childs/Action Images/Reuters

Dowody na to, jak blisko znokautowania liderów Premier League przez Saints, można było znaleźć po zakończeniu meczu przez City, gdy na boisku znajdowali się Erling Haaland, Nico O’Reilly, Doku i Silva, a wszyscy wstali z ławek.

Zespół Eckerta był mocny, przenosząc rywalizację do City i ciesząc się w ten sposób większym posiadaniem piłki i terytorium, niż się spodziewano. Niemiec dysponował pięcioosobową obroną, co frustrowało City, które było rozkojarzone z powodu hurtowych zmian Guardioli.

Menedżer nazwał „uroczego” Johna Stonesa kapitanem jedenastki, w której wystąpiło dziewięć zmian i skonfigurował ustawienie 4-3-2-1, w którym było miejsce zarówno dla Rayana Cherki, jak i Phila Fodena jako podwójnego obrońcy za Marmoushem. Jednak do przerwy pomysł ten został odrzucony, a Foden przeniósł się na konwencjonalne prawicowe stanowisko, pozostawiając Cherki jako jedyny numer 10 w City.

Saints myśleli, że szybko zdobyli bramkę, ale po tym, jak Léo Scienza pokonał Trafford, uznano go za spalonego, co ulżyło bramkarzowi.

Tutaj był przebłysk „odwagi”, o której mówił Eckert, a także zadziorności w grze Saints, jak wtedy, gdy Caspar Jander napadł Fodena, zostawiając go na murawie.

Przed drugą połową Eckert mógł poinformować swój zespół, aby utrzymał dotychczasową formę: szukajcie dalej, zwłaszcza Scienzy, którego tempo na lewej stronie City sprawiało problemy pod nieobecność błyskawicznego Abdukodira Khusanova.

W słabo zapełnionej części miasta kamery telewizyjne pokazywały więcej niż jednego kibica drzemiącego w przerwie. Jeśli ta 23. wizyta Guardioli na Wembley może usprawiedliwić oba te zdarzenia, wszyscy nie mogli się doczekać finału na trybunach.

Teraz City czeka na informację, czy w finale, który odbędzie się w przyszłym miesiącu, zmierzą się z Chelsea czy Leeds.