Strona główna Sport Genialny, dziki powrót Bayernu doskonale odzwierciedla metodę Kompany’ego | Bundesliga

Genialny, dziki powrót Bayernu doskonale odzwierciedla metodę Kompany’ego | Bundesliga

10
0


„Jesteś beznadziejnie w tyle, wiesz, że we wtorek jest ważny mecz w Paryżu. Ale to nie ma znaczenia. Liczy się ten mecz w Moguncji. Trener znajduje właściwe słowa, a zespół reaguje.” Bayern Monachium ma nadzieję, że nadchodzą mecze, które zdefiniują ich kampanię bardziej niż proste zwycięstwo – statystycznie rzecz biorąc – w meczu Bundesligi, w którym tytuł mistrza jest już zdobyty i odkurzony.

Jednak Max Eberl miał rację. Jeśli chodzi o odnalezienie sedna tego, co już uczyniło sezon Bayernu wyjątkowym i tego, co mogło sprawić, że będzie on wyjątkowy, to naprawdę coś znaczyło. Wchłonięty na papierze, z daleka, można go było pomylić z większą ilością wody na młyn niezwykłych liczb; utrzymanie możliwości wspólnego, najlepszego w historii sezonu Bundesligi pod względem punktów i przedłużenie rekordowego sezonu strzeleckiego w lidze do ledwie wiarygodnych 113 z 31 meczów.

Dyrektor sportowy Bayernu chciał podkreślić podczas swojego wystąpienia w Das aktuelle Sportstudio należącym do ZDF, bezpłatnej niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF, w sobotni wieczór, że jego zespół i trener zrobili coś naprawdę wyjątkowego w związku z obowiązkami popołudniowymi przed prawdziwym wydarzeniem, czyli wtorkowym wyjazdem do Paris Saint-Germain na gigantyczny pierwszy mecz półfinału Ligi Mistrzów.

Do przerwy w Moguncji Bayern prowadził 3:0. Bramka, która zapewniła drużynie Ursa Fischera przewagę już po pierwszej połowie, przekonałaby większość drużyn, że to po prostu nie był ich dzień. Jonas Urbig z Bayernu fenomenalnie obronił jedną ręką, po czym strzał Nadiema Amiriego trafił w poprzeczkę, ale piłka skierowała się w stronę bramki gości, gdzie Sheraldo Becker wbił piłkę. I tak naprawdę powinno być na tym.

Sheraldo Becker (23) daje Mainz prowadzenie 3:0 z Bayernem… ale to nie wystarczyło. Zdjęcie: Sebastian El-Saqqa/firo sportphoto/Getty Images

Dla większości drużyn porażka w tę słoneczną sobotę nie miałaby żadnego znaczenia. Dla niektórych poprzednich drużyn Bayernu nie miało to żadnego znaczenia – pomyślmy o niesławnym cytacie Pepa Guardioli z jego debiutanckiego sezonu, kiedy oświadczył, że „Die Bundesliga ist für uns dabei” (dla nas Bundesliga się skończyła) na krótko przed wyjazdem do Augsburga z tytułem już zapewnionym i porażką, która jego zdaniem spowodowała niewielki spadek intensywności przed fatalną porażką 4:0 z Realem Madryt w rewanżu półfinału Ligi Mistrzów.

Vincent Kompany przychodzi z innej strony i nie tylko fakt, że drugi tydzień z rzędu sprowadził Harry’ego Kane’a i Michaela Olise’a na przerwę w drużynie, co podkreśliło to. Kane szczegółowo opisał później, że trener powiedział swojemu zespołowi „kilka mocnych słów”. „Miał prawo powiedzieć nam, że nie był wystarczająco dobry” – powiedział kapitan reprezentacji Anglii. Odpowiedź była stanowcza. Po tym, jak Nicolas Jackson, który później Eberl potwierdził, że nie skorzysta z opcji zakupu, wycofał jednego z nich, ucztując arcydziełem Olise i niemałym wysiłkiem innego zmiennika, Jamala Musiali, torując drogę zwycięzcy Kane’a.

To był oszałamiający powrót, który byłby punktem kulminacyjnym sezonu większości drużyn i prawdopodobnie zapisze się w pamięci Bayernu, ale doskonale odzwierciedlał metodę Kompany’ego, zarówno z taktycznego, jak i psychologicznego punktu widzenia. Mając trenera, który wydaje się odporny na typową presję związaną z byciem na czele Bayernu, mają człowieka, który jest idealnym liderem tu i teraz elitarnego europejskiego futbolu. Jego reakcja na sobotnią pierwszą połowę pokazała, że ​​standardy należy trzymać. Bayern jest bardziej głodny i wymagający od siebie niż kiedykolwiek wcześniej.

Vincent Kompany świętuje szalony powrót Bayernu do formy. Zdjęcie: Kai Pfaffenbach/Reuters

Kompany drastycznie różni się od pozostałych trenerów Bayernu z niedawnych czasów oraz od poprzednich trenerów, którzy wywodzili się z różnych środowisk, mieli odmienne podejście i osobowości. Jest to jednak lider twardo stąpający po ziemi, inspirujący najwyższe standardy, ale zakorzeniony w rzeczywistości, który rozumie prawdziwe życie i udało mu się wysuszyć dramat z FC Hollywood. Mam wrażenie, że trener Bayernu, którego można autentycznie określić jako holistycznego, zostałby w niedawnej przeszłości wyśmiany lub wykrzyczany. Nie ten.

W tym momencie wydaje się, że – w przeciwieństwie do Guardioli w 2014 roku – Kompany znalazł idealną równowagę pomiędzy odpoczynkiem a utrzymaniem ostrości. Dobrym przykładem był występ z zeszłej środy, w którym Bayern zmiażdżył Leverkusen i dotarł do pierwszego od 2020 roku finału DFB-Pokal. Przywracając wielkich chłopców, Bayern otarł się o podłogę przeciwko drużynie, która ma prawdopodobnie najlepszy skład w Niemczech poza sobą. Ponownie prawdziwą rewelacją były szczegóły, a nie wynik. Zwycięstwo 2:0 na wyjeździe – zakończone pod koniec meczu przez Luisa Díaza – schlebiało Leverkusen pod każdym względem. To była rozbiórka i tak byłoby na papierze, gdyby nie interwencje Marka Flekkena przy bramce Leverkusen. Było to dla nich przypomnieniem przed wyjazdem do Francji, że maksymalna intensywność drużyny Kompany’ego wisi tuż pod powierzchnią.

Wszystko to stawia Bayern w doskonałej sytuacji podczas wizyty u posiadaczy Ligi Mistrzów. PSG rzeczywiście ma w pełni sprawny skład, w przeciwieństwie do mistrzów Niemiec (z Raphaëlem Guerreiro, który tu przyjechał, a Serge Gnabry jest już poza sezonem), a przede wszystkim ma większą i bardziej zasobną grupę. Czy jednak są sprawniejsi, bystrzejsi i bardziej gotowi? Dowiemy się tego mniej więcej w ciągu najbliższego tygodnia. W Bayernie panuje przekonanie, że są gotowi sięgnąć po potrójną koronę.

Jamal Musiala i jego kolega z drużyny Harry Kane podczas treningu Bayernu w poniedziałkowy poranek. Zdjęcie: Sven Hoppe/AP

Nie żeby to koniecznie miało definiować Kompany. Jest już najbardziej wpływowym trenerem Bayernu od czasów Guardioli, który niesprawiedliwie jest czasami postrzegany poza Bawarią jedynie jako zawodnik, który w klubie odniósł jedynie kwalifikujący się sukces, jako że w ciągu swojej trzyletniej kadencji nigdy nie sięgnął po Puchar Ligi Mistrzów. Jednak dziedzictwo Guardioli, jeśli chodzi o wybitne osiągnięcia w piłce nożnej, jest wciąż żywe. To, co Kompany zrobiło nie tylko drużynie, ale także kulturze sportowej Bayernu, prawdopodobnie zrobi to samo.

„To było piękne odzwierciedlenie tego, co osiągnęliśmy w ostatnich miesiącach” – stwierdził Eberl w sobotni wieczór. To, co Bayernowi pozostało jeszcze do osiągnięcia w tym sezonie, może to z powodzeniem zastąpić.

Krótki przewodnikWyniki BundesligiPokaż

Lipsk 3-1 Union Berlin, Hamburg 1-2 Hoffenheim, Wolfsburg 0-0 Borussia Mönchengladbach, Mainz 3-4 Bayern Monachium, Kolonia 1-2 Bayer Leverkusen, Heidenheim 2-0 St Pauli, Augsburg 1-1 Eintracht Frankfurt, Borussia Dortmund 4-0 Freiburg

Dziękujemy za Twoją opinię.

Punkty do dyskusji

Pomimo tej karzącej lekcji w DFB-Pokal, Leverkusen odzyskał siły, aby wygrać z sąsiadującą Kolonią i zachować szansę na grę w Lidze Mistrzów. Dublet Patrika Schicka był w dużej mierze efektem niekorzystnego przebiegu gry („nasz występ nie był świetny” – przyznał), a sędzia Robert Hartmann przyznał później, że niesłusznie przyznał rzut karny Ericowi Martelowi z Kolonii, od którego Schick zdobył pierwszą bramkę. Mimo to czeski napastnik zdobył 100 goli w Leverkusen i opuścił klub na piątym miejscu, dwa punkty za Hoffenheimem (który wygrał z Hamburgiem), podczas gdy ostatni przeciwnik Bayernu Pokal, Stuttgart, mógł u siebie zremisować jedynie z Werderem Brema. Borussia Dortmund potwierdziła swój powrót do Ligi Mistrzów po zwycięstwie 4:0 nad Freiburgiem.

Walka o utrzymanie jest nadal zacięta, a długo odkładany na straty (nie tylko tutaj) Heidenheim pokonał St Pauli i odniósł drugie zwycięstwo z rzędu u siebie, przypieczętowane emocjonalnym Erenem Dinkcim, a klub przeprowadził na stadionie badania w celu znalezienia dawcy szpiku kostnego dla chorego na białaczkę partnera pomocnika. Wolfsburg pozostał w grze, zdobywając punkt Borussii Mönchengladbach, a ta ostatnia wyprzedziła Union Berlin, który został pokonany przez drużynę z Lipska po drugiej porażce Marie-Louise Ety z rzędu.