Strona główna Kultura Serokolo 7: Recenzja Maramfa Musick Pro – najnowszy klubowy eksport Republiki Południowej...

Serokolo 7: Recenzja Maramfa Musick Pro – najnowszy klubowy eksport Republiki Południowej Afryki to nieustający zastrzyk adrenaliny | Muzyka taneczna

5
0


Republika Południowej Afryki pulsuje muzyką elektroniczną. Od wolno bulgoczącego amapiano po szalone tempo gqom z Durbanu, shangaan electro Soweto z dużą ilością marimby i pełen sampli house kwaito z lat 90. – każdy region pozornie rości sobie prawo do własnego brzmienia. Najnowszym podgatunkiem, który dotarł do międzynarodowych uszu, jest mapanta. Ta niezwykle szybka i mocno skompresowana muzyka, pochodząca z wiosek ludu Marota w Limpopo, była pierwotnie zastrzykiem adrenaliny na weselach z początku lat 80. Zanikło to na przełomie wieków, ale mapanta została niedawno zaktualizowana przez 27-letniego producenta samouka i operatora systemu dźwiękowego Serokolo 7.

Grafika dla Maramfa Musick Pro

Na swoim debiutanckim albumie Serokolo prezentuje mistrzowski kurs wiejskiego brzmienia Mapanty. Łącząc próbki zwierzęcego wycia z uderzającym rytmem marimby, elektroniczną perkusją i strzępami wokalu, początkowe wrażenie przypomina nieubłaganą kakofonię. Otwierający utwór Naba Ba Papedi nadaje ton, a jego ludowe melodie wokalne zmieszane są z podkręconym rytmem bębna i basu, który musuje, nie osiągając oczyszczającego crescendo ani spadku. To poczucie wrzącego napięcia jest kontynuowane w rytmie breakbeatowych talerzy i posiekanego wokalu Zoro oraz błyszczącej melodii gry wideo Dinaki.

Podczas gdy mniej rytmiczne utwory, takie jak Bonkoko Bagana, pozwalają żywym liniom syntezatorów przejąć prowadzenie i nadać spokojniejszy charakter, większość utworów na płycie działa z szybkością 180 uderzeń na minutę lub szybciej, co oznacza, że ​​elementy produkcyjne pojawiają się tak gęsto i szybko, że prawie niemożliwe jest ich odróżnienie od siebie. Ale Serokolo przoduje w tej zaporze. Zamiast tworzyć wyrafinowane aranżacje z emocjami, jego utwory są ładowane przez samą oczyszczającą umysł głośność; Poddawanie się tym konsekwentnie karkołomnym rytmom jest dziwnie wyzwalające.

Wychodzi także w tym miesiącu

Shye Ben Tzur, Jonny Greenwood i Rajasthan Express wydają swój drugi album, Ranjha (World Circuit). Odświeżając starożytne brzmienie piosenki Sufi qawwali, grupa stworzyła wesołe, funkowe podkłady dla potężnego grupowego wokalu, znajdując w utworze tytułowym idealne połączenie gitary w stylu Smile i rytmu tabla. K-Core (Chinabot) koreańskiego producenta Hwxxng łączy starożytną muzykę ceremonialną z nieubłaganymi rytmami hardstyle i techno. Jing gongi i bębny janggu dodają niesamowitej organicznej tekstury chłodnej elektronice. Debiutancka płyta irańskiego duetu From the Lips to the Moon (Akazib Records) to urzekające połączenie słowa mówionego i ambientowych improwizacji elektronicznych, ponieważ producent Pouya Ehsaei w atmosferze wspiera pełne pasji teksty Tary Fatehi na temat polityki i postkolonializmu.