To gorzka, pełna urazy wystawa garstki zgorzkniałych, urażonych artystów. Amerykanie Jenna Bliss, Buck Ellison i Jasmine Gregory urodzili się w połowie lat 80. XX wieku, dorastając w świecie będącym u szczytu finansowego szczytu, ale stając się dorosłymi w chwili, gdy krach finansowy w 2008 roku obrócił wszystko w bzdury. Zobaczyli krainę możliwości i nieograniczonych możliwości, a potem wszystko to zostało im wyrzucone. Oczywiście, że są urażeni; wszyscy powinniśmy być.
Pierwszy film Jenny Bliss tworzy nastrój. Drżące, trzymane w dłoni obrazy panoramy Nowego Jorku i dzieł sztuki publicznych w dzielnicy finansowej miasta są pokryte tekstami takimi jak „Przeżyliśmy rok 2000, ale teraz kod źródłowy świata rzeczywistego działa nieprawidłowo” oraz „Uratuj banki, aby ocalić nas wszystkich”. Taki jest klimat: milenijna rozpacz w świecie zbudowanym po to, by banki były bogate, a reszta z nas spokojna.
Hasła przyprawiające o mdłości… Nauka Bucka Ellisona. Zdjęcie: Buck Ellison/dzięki uprzejmości artysty
Jej drugi film to niezręczny odcinek serialu komediowego, którego akcja rozgrywa się na fikcyjnym stoisku na targach sztuki w 2007 roku i opowiada o kokainie, magazynie Vice i rynku sztuki, który wkrótce zbankrutuje. To znajomy obraz żarłocznego świata, ale może być interesujący tylko wtedy, gdy jesteś prawdziwym znawcą świata sztuki.
Praca Bucka Ellisona dotyczy Orlo & Co, fikcyjnego międzynarodowego banku zajmującego się doradztwem majątkowym. Trzy kasetony świetlne pełnią rolę reklam banku, łącząc klasyczne obrazy Bronzino i Maneta z przyprawiającymi o zawrót głowy sloganami, takimi jak „W rękach nielicznych, dla dobra wielu”. To uzbrojona kultura, estetyka nastawiona na zysk, świat zbudowany dla nich, a na pewno nie dla ciebie.
Naprzeciwko duże witryny zapełniają przedmioty należące do młodego pracownika banku: bazgroły przedstawiające żaglówki na ekskluzywnych papeterii, książki Machiavellego i Marka Aureliusza, przywieszki bagażowe z luksusowych wakacji. Wiesz, kogo Ellison tu przedstawia, typowego ziomka z finansów, faceta cuchnącego przywilejami i niezasłużonym sukcesem, mężczyzny w kamizelkach, spodniach khaki i koszulkach polo. To niesamowite, jak pełny jest obraz tego faceta w twojej głowie, faceta, którym nigdy nie będziesz, z możliwościami, których nigdy nie będziesz mieć.
Portrety bogatych mężczyzn i ich przyszłych zamożnych synów… Jasmine Gregory, Investment Piece nr 11, 2026. Zdjęcie: dzięki uprzejmości artysty i Karma International, Zurich.
Trzecią artystką jest tutaj Jasmine Gregory. Maluje reklamy luksusowych zegarków bez zegarków, pozostawiając jedynie portrety zamożnych mężczyzn i ich przyszłych zamożnych synów, którzy odziedziczą te zegarki. Na cokole leży przekrzywiony obraz z napisem „rozwód”, obok pusta butelka po szampanie. Gregory wyświetla na czystym płótnie filmy przedstawiające metki z cenami towarów codziennego użytku, będący efektownym studyjnym portretem artystki z dzieciństwa, za którą stoi jej matka. Czasy pełnych ujęć w stylu glamour i aspiracji do luksusu należą do przeszłości i jedyne, co pozostaje, to zmartwienia o koszty cotygodniowego sklepu.
Cały spektakl wyraża głęboką frustrację z powodu głupoty i niesprawiedliwości samolubnego, elitarnego społeczeństwa, które w dalszym ciągu nagradza nielicznych kosztem wielu. Nie chodzi tu o głęboką traumę czy niesprawiedliwość wynikającą z polityki tożsamości, ale o codzienną harówkę, przez którą przechodzi prawie każdy z nas. To portret gniewu milenialsów, zabicia się na śmierć w głupiej pracy za marną płacę, podczas gdy rachunki idą w górę, a koncerny naftowe osiągają rekordowe zyski. Nie odchodzisz z poczuciem, że widziałeś piękną, dogłębną sztukę – większość z nich jest dość brzydka – ale odchodzisz z uczuciem, jakbyś właśnie zobaczył przed sobą odbicie swojego świata, w całej jego ponurej, zachłannej idiotyzmie. Odchodzisz, całkiem słusznie, zgorzkniały i cholernie urażony.
Oryginalna, Fake Premium Economy można oglądać w ICA w Londynie do 5 lipca