W Formule 1 nie ma nikogo takiego jak Ayao Komatsu. Szef japońskiego zespołu Haasa, fan Coventry City grający w rugby, który opuścił swój rodzinny kraj, aby uciec przed ograniczeniami konformizmu, bez przerwy jest buntownikiem F1.
Gdy w ten weekend Haas weźmie udział w swoim pierwszym domowym wyścigu w tym sezonie w Miami, jego sytuacja nie jest łatwa. Czwarte miejsce w mistrzostwach to najwyższa pozycja zajmowana przez drużynę amerykańską po trzech wyścigach w historii tego sportu, a Komatsu zaprojektował je w sporcie, który kiedyś uważał za swoją wielką ucieczkę.
„Na szczęście lub niestety byłam bardzo zbuntowana” – wyjaśnia 50-latka, która dorastała w Tokio. „Byłam po prostu bardzo niezadowolona z edukacji, władz i dorosłych. Nie podobała mi się ta część kultury. Zadajesz pytania, a ciekawość nie jest czymś, co jest w rzeczywistości zachęcane. Naprawdę tego nienawidziłam, więc naprawdę chciałam wydostać się z tego świata. „
Komatsu przemawia z entuzjazmem i otwartością, która odświeża korporacyjny świat F1. Jego brak wahania, czy przestrzega linii partii, jest ujmujący i prawie nie da się go nie polubić. Pierwotnie fan motocykli, miał zaledwie 14 lat, gdy doszedł do wniosku, że F1 niesie ze sobą obietnicę nowego życia.
„Jedną z części frustracji, jaką odczuwałem w Japonii, była kultura nieróżnienia się od innych ludzi” – mówi. „Jeśli chcesz zrobić coś, co może nie mieścić się w głównym nurcie tego, co chce zrobić twój rząd, to zostajesz sklasyfikowany jako wyrzutek, a wtedy ich to obchodzi. Naprawdę nie podobał mi się tego rodzaju normalizacja.
„F1 wyglądała na naprawdę ekscytujący świat i spełniała wszystko, czego szukałem. Była międzynarodowa, wielokulturowa i zapewniała konkurencyjność. Naprawdę chciałem wejść do świata, w którym jeśli jesteś w czymś dobry, zostajesz nagrodzony, sport jest oczywiście jedną z tych rzeczy. „
Haas, pokazany w Miami, po trzech wyścigach w tym sezonie przewyższa Red Bulla w klasyfikacji konstruktorów. Zdjęcie: Alessio De Marco/Zuma Press Wire/Shutterstock
Czekała ich długa podróż, dzięki której Haas mógł cieszyć się najlepszym okresem w swojej historii. Na czwartym miejscu za Mercedesem, Ferrari i McLarenem są wyjątkowo przed Red Bullem. Jest to niemały wyczyn, zwłaszcza biorąc pod uwagę względny rozmiar ich działalności w stosunku do dużych graczy. Można spodziewać się powrotu Red Bulla, ale miejsce zespołu na czele grupy pomocników zależy w dużej mierze od Komatsu.
Jest w zespole od dziesięciu lat i zastąpił Guenthera Steinera na stanowisku szefa zespołu w 2024 r., po tym jak wcześniej pracował z nim jako dyrektor ds. inżynierii przytorowej. Nie mógł być dalej od przemożnej osobowości Steinera, ale jest pod każdym względem równie interesujący, mimo że cicho wymyka się spod radaru wśród dźwięków zderzających się ego i ideologii w F1.
Świadomy, że jest to centrum niemal każdego zespołu F1, Komatsu opuścił Japonię, aby odbyć kurs przygotowawczy na Uniwersytecie Warwick niedaleko Coventry, a następnie rozpocząć studia inżynierii samochodowej w Loughborough.
Oddał się temu i stwierdził, że najlepszym sposobem na zrozumienie ludzi w jego nowym domu jest obcowanie z nimi i dołączył do klubu rugby w Coventry, gdzie grał w scrumie. To był jedyny slot, przyznaje z szerokim uśmiechem. „Kiedyś grałem w Japonii na różnych pozycjach, ale kiedy przyjechałem do tego kraju, wszyscy są tacy wielcy. Jestem zdecydowanie najmniejszą osobą na boisku, więc mogłem grać tylko w połowie meczu” – mówi.
Zapewniony wówczas jako numer 9, wraz ze swoimi nowo poznanymi przyjaciółmi stał się także zagorzałym fanem piłki nożnej w Coventry, co świadczy o tym, jak bardzo przywiązał się do klubu, a ich niedawny awans miał ogromne znaczenie w obliczu wrzasku towarzyszącego pierwszymi rundami sezonu.
Ayao Komatsu podczas lutowych testów w Bahrajnie. „Jeśli nikt nie podejmie ryzyka, donikąd nie zajdziemy” – mówi. Zdjęcie: Mark Sutton/Formuła 1/Getty Images
„Nie mogę się doczekać, aż po tak długim czasie zobaczę City z powrotem na stanowisku premiera” – mówi, jakby urodził się w cieniu starej Highfield Road. „Kiedy upadaliśmy, wiedziałem, że minie wiele lat, zanim się podniesiemy. To była niesamowita podróż, widzieć ich awansujących z League One. To będzie wyjątkowy dzień, kiedy rozegramy nasz pierwszy mecz u siebie w przyszłym sezonie. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak zagramy u siebie z naszym byłym napastnikiem (Arsenalu), Viktorem Gyökeresem. „
Po ukończeniu studiów Komatsu zaczął pracować w British American Racing (BAR), a następnie w Renault i Lotusie, z których wyciągnął cenne lekcje, które pozwoliły mu na dokonanie niemałej zmiany w ciągu jego dwóch lat pracy w Haas.
Podczas gdy Steiner znajdował się w centrum uwagi, Komatsu po cichu zajęła się uczynieniem z Haasa małego zespołu, który może. Kluczową różnicą w zeszłym roku było jego naleganie, aby mogli rozwijać swój samochód w trakcie sezonu i dotrzymywać kroku innym lepiej zasobnym zespołom. To dodało im pewności siebie i poczucia, że biorą udział w walce. Impuls ten będzie kontynuowany w 2026 r., kiedy to Brytyjczyk Oliver Bearman w pierwszych trzech wyścigach zajął siódme i piąte miejsce.
Kierowcy są oczywiście ważni, ale wywarcie wpływu na Komatsu na samym końcu F1 polegało na maksymalnym wykorzystaniu szerszych zasobów ludzkich.
„Moim zadaniem jest zapewnianie środowiska” – mówi. „Kiedy zapewnisz środowisko, umieścisz właściwych ludzi na właściwym miejscu, upewnisz się, że rozumieją, że powinieneś podejmować ryzyko, że im ufam, a jeśli popełnisz błąd, nie zostaniesz zbanowany. Ludzie muszą mieć do tego uprawnienia. Jeśli nikt nie podejmie ryzyka, donikąd nie dojdziemy. „
To ryzyko rzeczywiście obejmowało Bearmana. Młody Brytyjczyk jest niewątpliwie talentem i został wychowany przez Ferrari, ale jego miejsce w Haasie to także kolejny dowód na to, że Komatsu ufa swojej przeczuci w stosunku do naiwnych.
„Tak wiele osób mnie przesłuchiwało, że wyniki mówią same za siebie” – mówi. „Byłem pewien, że mamy wszystko, aby ten początkujący kierowca pracował. Pomyślałem: «Jeśli zrobimy to dobrze, jestem pewien, że będziemy w stanie rozwijać jego potencjał.» Ponieważ potencjał jest dla mnie jasny. Zrobiliśmy to.”
Haas ma szczęście, że ma Komatsu i odnalazł wolność w sporcie, ale czy uda mu się utrzymać czwarte miejsce? Uśmiecha się i choć wie, że to daleka szansa, wyraźnie cieszy się z wyzwania.
„Z definicji nie powinniśmy być w stanie tego utrzymać, nie mamy prawa być P4, prawda? Wiesz, jesteśmy najmniejszym zespołem w Formule 1” – mówi.
To prawda, ale Komatsu stanowczo nie dał się ograniczyć oczekiwaniami i to w końcu było powodem, dla którego w ogóle chciał dołączyć do F1.