Ponad 40 lat temu debiutancka powieść Jaya McInerneya Bright Lights, Big City uchwyciła urok i desperację Nowego Jorku lat 80. Spektakularny sukces książki zapoczątkował karierę autora, przez co porównano go do F. Scotta Fitzgeralda, kolejnego mieszkańca Środkowego Zachodu, którego związek z amerykańskimi fantazjami o bogactwie i mobilności społecznej był skomplikowany. W 1992 roku „Brightness Falls” przedstawiło czytelnikom nową obsadę młodych nowojorczyków, ale skupiało się głównie na głównej parze, Corrine i Russellu. McInerney powrócił do tych postaci w dwóch kolejnych powieściach; See You on the Other Side kończy tetralogię.
Książka rozpoczyna się na początku 2020 roku, przedstawiając bystrych młodych ludzi, obecnie po 60. roku życia, zmagających się z zaburzeniami erekcji i problemami małżeńskimi oraz martwiących się perspektywami zawodowymi swoich dwudziestokilkuletnich dzieci. Oprócz odwiecznego problemu starzenia się Corrine i Russell wkrótce zmierzą się z wydarzeniami tego burzliwego roku: pandemią, protestami na rzecz sprawiedliwości rasowej i zaciekłą kampanią przed wyborami prezydenckimi. Russell jest głównym bohaterem książki, chociaż spędzamy czas z Corrine i odwiedzamy punkty widzenia ich córki Storey, początkującej szefowej kuchni, i jej dwurasowego chłopaka Mingusa.
W najlepszym wydaniu See You on the Other Side oferuje czytelnikowi rozmowne, niewymagające towarzystwo komercyjnej fikcji. Czy Russell będzie w stanie oprzeć się pozamałżeńskiemu urokowi młodej, atrakcyjnej pisarki Astrid? Czy nowa restauracja Storey’s będzie prosperować pomimo przepisów narzuconych w czasie pandemii? Czy układ odpornościowy starzejącej się pary poradzi sobie z wirusem?
podwójny cudzysłów Rzeczy się powtarzają, często wiele razy, jakby czytelnik nie zwracał na nie uwagi
Jednym z pierwszych wyzwań jest to, że każdy czytelnik będzie znał wielu ludzi, którzy przeżyli znacznie więcej w tym strasznym czasie. Mimo to miło jest przypomnieć sobie o niedogodnościach związanych z kwarantanną, a zapomniałem o obejrzeniu „Mojego nauczyciela ośmiornicy”.
To jest inna kwestia. Wygląda na to, że McInerney nie pogodził się z faktem, że robi wrzawę i wciąż oferuje nam przebłyski bardziej udręczonych i ambitnych pisarzy. Oprócz tytułu – cytatu z wiersza elżbietańskiego autora Thomasa Nashe’a – najbardziej zapadającą w pamięć rzeczą w Brightness Falls była postać genialnego, ale skazanego na zagładę pisarza Jeffa Pierce’a. W tej powieści krąg jego starzejących się przyjaciół wciąż jest nawiedzany przez wyobrażenie o nim i myśl, że „w ten czy inny sposób narazili na szwank wzniosłe ideały artystyczne swojej młodości”.
Sam Russell jest utalentowanym i odnoszącym sukcesy redaktorem fikcji. „Masz niesamowite osiągnięcia jako wydawca” – mówi mu Astrid podczas zalotnego spotkania. „Opublikowałeś kilka moich ulubionych współczesnych powieści”. Jest coś tak nieporadnego i nieprawdopodobnego w tej drugiej linijce dialogu, że zacząłem się zastanawiać, co Russell by zrobił z rękopisu See You on the Other Side, gdyby trafił on na jego biurko.
„Każde małżeństwo jest tajemnicą” – mówi nam McInerney na początku – „górą lodową, której tylko fragment widać z zewnątrz, ponad powierzchnią”. Russell z pewnością usunąłby z tekstu ten podwójny frazes. Zauważył także w książce wiele luźnych tekstów. Rzeczy powtarzają się, często wiele razy, tak jakby czytelnik nie zwracał na nie uwagi. „Poczuł poruszenie w lędźwiach i obrzęk penisa”. „Cola była kiedyś częścią jego życia, wspaniałym lubrykantem towarzyskim i eliksirem miłosnym, paliwem spędzanych późnych nocy w mieście…” Czekaj! Jest więcej. „… czarodziejski pył jego młodości.”
Ta gadatliwość tworzy dziwny kontrast z gwarantowanymi sekcjami gdzie indziej. Tragedia rozczarowującego dobrego wina zasługuje na znacznie więcej słów niż gwałtowne samobójstwo jego właściciela kilka akapitów dalej. Wystarczy pół tuzina linijek, aby opisać mężczyznę, który przedawkował narkotyki podczas kolacji z okazji Święta Dziękczynienia. A kiedy Russell spotyka swojego syna Jeremy’ego w niezwykle napiętych i nieoczekiwanych okolicznościach, McInerney zapomina nam powiedzieć, czy jest zaskoczony, a właściwie czy w ogóle coś czuje.
Powierzchowność takich momentów rodzi wrażenie, że autor nie jest nimi specjalnie zainteresowany. To, co chce robić – i robi to obszernie – to pisać o winie, jedzeniu, restauracjach i nieruchomościach. Często te sekcje wydają się być wklejone w artykuły z czasopism. Zamiast opisywać lokalizację, McInerney zamieszcza dziwne recenzje kapsułek, które brzmią, jakby zostały ściągnięte z Condé Nast Traveller. „Zgodzili się pójść do Marlow & Sons, winiarni-kawiarni-restauracji w Williamsburgu, która była statkiem-matką rozkwitu gastronomicznego na Brooklynie po tysiącleciu”. Russell nie ma żadnych uczuć, gdy jest obecny przy przedawkowaniu, ale kiedy idzie do starej włoskiej restauracji, „z pewnym ironicznym zachwytem obserwuje każdy jej kiczowaty szczegół” i wspomina, że „dwóch młodszych nowojorskich szefów kuchni… dopracowało i zaktualizowało tę formułę, a następnie odsprzedało ją hipsterom i finansistom, którzy desperacko chcieli zapłacić pięćdziesiąt dolarów za miskę wódki penne alla…” I tak to trwa.
To wyolbrzymienie zdaje się głównie potwierdzać twierdzenie autora, że jest dobrze poinformowanym nowojorskim insiderem – co nigdy nie budziło wątpliwości. A jednak dzieje się coś interesującego, gdy zrzędliwy brat Russella, Aidan, pojawia się z Michigan, bardzo późno w książce. Aidan nienawidzi Nowego Jorku i jego powody budzą coś w Russellu. „W chwilach kryzysu i zwątpienia Russell zgadzał się z bratem, czuł, jak jego dusza ze środkowego zachodu wzdryga się i cofa (zwróć uwagę na te powtórzenia!) przed sztucznością, ego i nadmiarem (hat-trick!) swojego przybranego domu”.
Jednak ta intrygująca wersja Russella – przygnębionego i cierpiącego na syndrom oszusta – nigdy nie pojawia się w powieści. Mamy do czynienia z postacią ściśle związaną z wartościami swojego czasu i miejsca, która nigdy nie okazuje większego zainteresowania osobami spoza swojego kręgu towarzyskiego.
Wczesne porównania Fitzgeralda i McInerneya wydają się obecnie bardzo puste. Fitzgerald pisał z wielką precyzją, a jego wizja życia była tragiczna, sprzeczna z dominującym etosem jego czasów. Proza McInerneya jest luźna aż do absurdu, a on zdaje się w pełni akceptować otaczający go materializm. To tak, jakby zobaczyć świat Gatsby’ego oczami Toma Buchanana; człowiek mający jasne zdanie na temat posiadłości i nieruchomości, ale niezbyt zainteresowany życiem wewnętrznym ludzi lub skłonny do zastanawiania się, czy oznaki przywilejów są warte tego, co pociąga za sobą ich pogoń.
„Do zobaczenia po drugiej stronie” Jaya McInerneya wydawane jest przez Bloomsbury (20 funtów). Aby wesprzeć Guardiana, zamów swój egzemplarz na stronie Guardianbookshop.com. Mogą obowiązywać opłaty za dostawę.