Strona główna Kultura Recenzja The Resistible Rise of Arturo Ui – Mark Gatiss przeraża jako...

Recenzja The Resistible Rise of Arturo Ui – Mark Gatiss przeraża jako faszystowski handlarz kalafiorem Brechta | Scena

3
0


Komiczną, groteskową przypowieść Bertolta Brechta o dojściu Hitlera do władzy porównano do Wielkiego dyktatora Charliego Chaplina i w rysunkowym gangsterze Marka Gatissa jest coś wyraźnie chaplineńskiego. Początkowo jest tragikomiczny jako Arturo Ui, ze swoim włóczęgowskim ubraniem, pudrowaną twarzą i melancholijnymi oczami.

Ale staje się naprawdę przerażający, gdy produkcja Seána Linnena dla Royal Shakespeare Company prowadzi nas przez jego bandycką dominację, a Gatiss udowadnia swoją zdolność do transformacji w sposób, który czyni go tutaj prawie nie do poznania: po części Hitler (charakterystyczne wąsy i włosy), po części Scrooge (którego grał już wcześniej na scenie) i po części ghul. Daje Ui charakterystyczne tiki i chwiejny akcent, który może być niemiecki lub amerykański (nie wspominając o nazwiskach).

Przetłumaczona tutaj przez Stephena Sharkeya, sztuka Brechta zestawia przejęcie przez Ui rakiety kalafiorowej w Chicago z powstaniem Trzeciej Rzeszy, scena po scenie, z postaciami gangsterów reprezentującymi takich jak Joseph Goebbels (Givola, grany przez LJ Parkinson) i Ernst Röhm (Roma, grany przez Kadiffa Kirwana). Dogsborough (Christopher Godwin) zastępuje niemieckiego prezydenta Paula von Hindenburga, postać tragiczną, której udaremniła własna słabość i sprzedajność, podczas gdy jego syn (Mahesh Parmar) to komiks – dorosły mężczyzna śmigający na dziecięcej hulajnodze lub dmuchający bańki.

Nieskazitelne występy… Nieodparty wzrost Arturo Ui. Zdjęcie: Marc Brenner

Mawaan Rizwan daje wyjątkową, porywającą i maniakalną kreację zarówno jako MC w szekspirowskim prologu sztuki, jak i jako Giri (satyryczna wersja Hermanna Göringa). Janie Dee emanuje emocjami w swoich różnych, niekomicznych rolach. Obsada, często podwajająca się, jest obok nich nieskazitelna, doskonaląc równowagę pomiędzy kreskówkowością Bugsy’ego Malone’a a groźbą. To wszystko jest śmieszne, śmieszne i groźne. Teatr epicki Brechta łatwo może popaść w drewniany dydaktyzm, staromodny w jawnym przekazywaniu przesłaniów moralnych. Linnen opiera się na lekcjach przedstawionych w scenie, ale ich podobieństwa są otrzeźwiające. Pod koniec programu nie ma nic śmiesznego w tych warzywnych oszuściach. Są chłodzące, kalafiory i w ogóle.

Cyrkowa inscenizacja Linnen, spektakularna w swoim świadomym sensie wykonania, w swoich karnawałowych rysach sprawia wrażenie, jakby została poddana twórczej wyżymaczce Angeli Carter. Oddaje punkt widzenia Brechta na temat teatralności faszyzmu, od gęsiego kroku, który rozwija Ui, po publiczne oratorium, których obaj nauczyli się od lokalnego aktora. Sztuczność tego wszystkiego podnoszą stylizowane, jazzowe, swingowe wzory talerzy (projekt dźwiękowy: Johnny Edwards) towarzyszące niektórym scenom.

Największą atrakcją jest muzyka Placebo, niosąca potężną rock’n’rollową energię, stworzona tak, aby przemoc gangsterów była adrenalinowa i seksowna, niczym ścieżka dźwiękowa do filmu Tarantino. Działa to nieprzyjemnie, a rodzaj muzycznej przemocy doprowadza sztukę do crescendo. Choreograficzne ruchy Jennifer Jackson uwodzicielsko współgrają z dźwiękiem, podczas gdy występ Georgii Lowe jest pełen kolorowego chaosu. Jej kostiumy są równie żywe: gangsterski strój z lat 30. XX wieku (gabardyna w kratkę i kapelusze) dla ekipy kalafiorowej i chaotyczny strój dla Ui. W tej garderobie następuje stopniowa zmiana, która odzwierciedla ich przemianę z szmacianej trupy cyrkowej w zorganizowanych faszystów odzianych w wypolerowane nazistowskie stroje.

Kiedy po raz ostatni tę sztukę wznowiono w Wielkiej Brytanii w 2017 roku, w produkcji z Lennym Henrym w roli głównej, wyraźnie uwypuklono podobieństwa do dominacji Donalda Trumpa. To odrodzenie ma miejsce tylko raz, kiedy Gatiss używa swojego charakterystycznego głosu na scenie na sali sądowej (według RSC nie jest to „samoświadomy” wysiłek podczas wieczoru prasowego). Pojawiają się chichoty wyrażające uznanie, ale wydają się one zbędne. Już nawiązałeś do komicznej groteski naszego obecnego świata. To najmniejszy moment w skądinąd wspaniałej produkcji.

Dramat wychodzi ze swojej ekstrawaganckiej sztuczności w końcowych momentach: „Suka, która urodziła (Ui), znów jest w rui” – mówi Gatiss swoim głosem, a nie Ui. Cóż, całkiem.

W teatrze Swan w Stratford-upon-Avon do 30 maja