Strona główna Kultura Seks, narkotyki i Maga: co nam mówi serial Netflix o Hulku Hoganie?...

Seks, narkotyki i Maga: co nam mówi serial Netflix o Hulku Hoganie? | Dokumentalny

5
0


To ciekawe posunięcie, które niedawno podjął Netflix, kupując prawa do programów WWE, jednocześnie zamawiając filmy dokumentalne o fundamentalnych wadach jego gwiazd. Niemniej jednak, po sukcesie serii Vince’a McMahona, pojawienie się serialu o największej i najbardziej skomplikowanej gwieździe wrestlingu było tylko kwestią czasu. A teraz jest tutaj, w postaci Hulka Hogana: Prawdziwego Amerykanina.

Niewielu zapaśników wzniosło się tak wysoko lub upadło tak nisko jak Hogan, urodzony jako Terry Bollea. Przez dłuższy czas Hogan był WWE; pakiet sztuczek i dziwactw, które miały wkrótce zostać sprzedane, i które dały mu ukłon w stronę wszystkich innych chrząkających mężczyzn w spodniach, którzy tworzyli ten sport.

Ale jednocześnie, kiedy życie Hogana się rozpadło, naprawdę się rozpadło. Hogan zmarł w zeszłym roku, a ostatnie dwie dekady jego życia były falą wszelkiego rodzaju skandalów, jakie można sobie wyobrazić. Osobiste, publiczne, polityczne; jakkolwiek to nazwać, udało mu się w to wpaść.

Jeśli nie masz czterech pełnych godzin do poświęcenia na oglądanie serialu o Hulku Hoganie, to w czwartym odcinku znajdziesz coraz bardziej niechlujne mięso. Jednak pominięcie od razu oznaczałoby pominięcie cholernie dużej ilości kontekstu; mianowicie, jakim prawdziwym fenomenem był Hogan w swojej przepychu.

Nigdy nie był najbardziej fotogeniczną postacią, z łysieniem typu męskiego i dziwaczną skórą (jednocześnie fakturą skóry nosorożca i kolorem dobrze ugotowanego saveloya), które sprawiały, że wiecznie wyglądał na 60 lat, Hogan jednak posiadał niesamowite zrozumienie, czego chcą gracze. I tak stał się rozdzierającym koszulę i rzucającym frazesami bohaterem – regularnie przywracanym znad krawędzi zawodowej porażki samą miłością tłumu – wyznając jednocześnie tak bezkompromisowy, ogólnoamerykański patriotyzm z czasów Reagana, że ​​wtedy wydawało się to nawet nieco przesadzone.

Były tam zabawki Hulka Hogana, kreskówki Hulka Hogana, krótkotrwała restauracja Pastamania w Mall of America. Był wszędzie, a dokument absolutnie zachwyca się jego rozwojem. Kiedy wszystko idzie dobrze, Real American ściśle odzwierciedla The Last Dance, przełomowy film dokumentalny o Michaelu Jordanie. Jest pełno znajomych, fanów i komentatorów zdumionych widokiem kogoś rzeźbiącego się w Mount Rushmore w czasie rzeczywistym.

Jasne jest jednak, że to połowa historii. Przez niemal całą ostatnią połowę swojego życia Hogan znalazł się na uboczu. Jego ciało było wyniszczone obowiązkami zawodowymi. Jego użycie sterydów osiągnęło szczyt. Jednak uwięziony zarówno przez swoją reputację ogólnoamerykańskiego dobrego człowieka, jak i zamiłowanie do sławy, trzymał się coraz mocniej swojej pozycji, nawet gdy wszystko wokół niego mętniało.

Widzimy, jak rozwój Breta Harta, czysto utalentowanego technika zapaśnika, zatrzymuje się, ponieważ Hogan nie mógł znieść utraty światła reflektorów i słyszy, jak Hart nazywa go „wbijającym nóż w plecy kawałkiem gówna z nożem”. Widzimy go uwikłanego w skandal sterydowy, który odebrał blask jego reputacji. Widzimy, jak dołącza do WCW i odwraca się, nurkując na coraz mniejsze głębokości – zapałki Viagrą, oblewając się sztuczną krwią – aby pozostać istotnym. I widzimy, jak przez to wszystko staje się coraz wolniejszy, jak niedźwiedź cyrkowy, który wyszedł ze swojej świetności o jeden raz za dużo. Oglądanie tego jest tragiczne.

Ale potem jest coraz gorzej. Chociaż mógł pójść drogą Dwayne’a Johnsona i zostać gwiazdą filmową, zamiast tego stworzył reality show – Hogan Knows Best – co tylko ujawniło i wyolbrzymiło wszystkie wady jego życia rodzinnego. Nagle Terry Bollea, człowiek, a nie zapaśnik Hulk Hogan, stał się uczciwą grą.

Terry Bollea był bez wątpienia znacznie bardziej chaotyczną propozycją. Rozbił małżeństwo uprawiając seks z jedną z przyjaciółek swojej córki. Nakręcił sekstaśmę, która wyciekła do świata, a następnie połączył siły z miliarderem, aby zniszczyć imperium medialne, które to ujawniło. Pił. Wziął tak dużo fentanylu, że lekarze stwierdzili, że powinno go to zabić. Publicznie sympatyzował z OJ Simpsonem. Został przyłapany na byciu tak niewypowiedzianie rasistowskim, że WWE zerwało z nim współpracę.

Hulk Hogan przemawia do tłumu podczas wiecu na rzecz Donalda Trumpa w 2024 r. Zdjęcie: Sarah Yenesel/EPA

A potem poszedł Maga. Po raz pierwszy widzimy Donalda Trumpa w drugim odcinku, jak podpisuje program w pierwszych rzędach Wrestlemanii IV w 1988 roku, gdy Hogan ryczy: „Dzięki Bogu, Donald Trump jest hulkamanem!” Jednak do roku 2024 zjawisko to skostnieje i przekształci się w coś znacznie mroczniejszego.

Ostatni rozdział Hogana ma miejsce podczas krajowej konwencji Republikanów w 2024 r., podczas której zrywa koszulę i wrzeszczy „Niech Trumpamania oszaleje, bracie” do 20 000 wrzeszczących fanów. Zdobywa to przychylność Trumpa – Trump udziela bez przekonania wywiadu w Białym Domu na potrzeby serialu, który zaczyna się od narzekania, że ​​„odbywa się ważne spotkanie w Rosji” – ale to dziesiątkuje jego rzeszę fanów.

Ostatni duży publiczny występ Hogana miał miejsce podczas wielkiej premiery WWE Netflix. A po latach pokazywania światu człowieka, a nie marki, został wygwizdany z budynku. Po żałobnej próbie usprawiedliwienia się Hogan wstaje i kończy wywiad. Trzy miesiące później zmarł.

Tym, co pozostało – mimo próby zakończenia spektaklu hagiograficznym montażem – jest portret niezaprzeczalnie załamanego człowieka. To lekcja, że ​​im bardziej będziesz się starał przedstawić siebie jako niezwyciężoną siłę, tym bardziej ludzie zauważą kryjącą się za nią słabość. Nic dziwnego, że czuł taką więź z Trumpem.