W zeszłym tygodniu Netflix wypuścił pełnometrażowy film dokumentalny o Noahu Kahanie zatytułowany Out of Body. W ciągu 90 minut dowiadujemy się, że 29-letni piosenkarz i autor tekstów Stick Season bardziej się martwi – swoją wagą, karierą i rodzicami – i woli swój rodzinny stan Vermont od nowego domu w Nashville. Jest autoironiczny, sympatyczny i być może nie jest to ktoś, o kim można nakręcić 90-minutowy dokument na tym etapie kariery bez uciekania się do dopełniaczy.
Grafika dla The Great Divide
To, że ktoś próbował, mówi wiele o zawrotnej karierze Kahana w ciągu ostatnich trzech lat i stanowczo zaprzecza poglądowi, że niedostatki izolacji zmieniły oblicze popu: że słuchacze woleli teraz efekciarski eskapizm, a nie wystrojoną, poważną introspekcję trubadurów po Edie Sheeranie, nazywanych przez tę gazetę „zwykłymi chłopcami”. Tak naprawdę nadeszła nowa fala wystrojonej introspekcji: Myles Smith gra na arenach, singiel Alexa Warrena „Ordinary” spędził 13 tygodni na pierwszym miejscu; Album Teddy’ego Swimsa „I’ve Tried Everything z wyjątkiem terapii” spędził ponad dwa lata na brytyjskich listach przebojów. A najważniejsze w tym wszystkim jest Kahan, który zwykł przedstawiać się na scenie jako „Żyd Ed Sheeran”, ma słabość do rytmów Mumford & Sons tupających i klaskających, a do swojego brzmienia wprowadza odrobinę Heartland Rocka – Springsteena za pośrednictwem Sama Fendera. Katapultą do sukcesu był Stick Season 2022: słodki, smutny dreszcz jesiennej tęsknoty napisany z perspektywy osoby pozostawionej w rodzinnym mieście, gdy jej przyjaciele i była dziewczyna wybierają się na uniwersytet. Sprzedał się w 10 milionach egzemplarzy, co było pierwszym z ośmiu wielkich hitów z albumu o tym samym tytule.
Pytaniem, które wyraźnie dręczy Kahana podczas Out of Body, jest to, czy sukces na taką skalę jest trwały, czy niepowtarzalny. Można powiedzieć, że o tym myślał, słuchając jego czwartego albumu, The Great Divide, płyty, która dotyczy raczej konsolidacji niż rozwoju. Współproducentem utworu jest Aaron Dessner z The National – od razu można wyczuć jego dotyk w początkowej, błyskotliwej figurze fortepianu i mglistej atmosferze – ale jest on dość zbliżony do muzycznego planu ustalonego na jego poprzedniku: trochę mniej Mumford, może trochę bardziej Heartland Rock, ale naprawdę trzeba się nad tym zastanowić, aby wypracować różnice.
Noah Kahan: Wielki podział – wideo
Jeśli przypadł Ci do gustu jesienny charakter Stick Season, otwiera się on piosenką zatytułowaną End of August i jest dostępny w okładce, w której ciężko dominują nagie drzewa. Jeśli utożsamialiście się z małomiasteczkowym narratorem Stick Season, podobnych do niego w The Great Divide jest znacznie więcej, a wśród nich para z Paid Time Off – „ktoś powiedział, że tam jest świat, ale nie chcemy jechać tak daleko” – oraz bohater Downfall, który wita nową fryzurę swojej partnerki podejrzliwym spostrzeżeniem, że „wygląda całkiem kalifornijska”, a kiedy należycie odejdzie, warczy: „zadzwoń do mnie, gdy zrobi się gówno”. Dashboard odradza przekonanie, że „przekroczenie granic stanu” może kogoś całkowicie zmienić („mimo wszystko jesteś dupkiem”). Kahan ma tendencję do omawiania własnego sukcesu w kategoriach tego, jak myślą o nim ludzie w domu: „Mała sława nie uczyniła mnie kimś innym”; „Obstawiam, że Północ sprowadzi mnie z powrotem na ziemię”.
Oczywiście nie stanowi to problemu samo w sobie: wielu artystów na wzór Kahana odmówiło naprawy tego, co nie wydaje się zepsute, a poza tym jest on dobry w tym, co robi, nawet jeśli wydaje się, że to, co robi, wiąże się z narzuconymi przez siebie ograniczeniami. Nawet w szaleńczym Deny Deny Deny jest słodka melodia, a jako autor tekstów zwraca uwagę na szczegóły, unikając porywczych ogólników, do których czasami mają skłonność jego rówieśnicy.
Problem z The Great Divide polega na tym, że jest tu strasznie dużo tego, co on robi: 17 utworów, a ich długość sugeruje nie chęć wygłoszenia wielkiego oświadczenia, ale niepewność co do tego, gdzie edytować. (Mógł zacząć od Headed North, czyli w zasadzie Stick Season 2.0.) Tak długi album, bez drastycznych zmian w podejściu, prawie na pewno zapadnie się w środku i to potwierdza. Twoja uwaga błądzi na długo, zanim Dan wyciąga wnioski ze gustownym, dyskretnym refrenem.
Być może nie ma to znaczenia, w epoce playlist łatwiej przeoczyć nadmiar tłuszczu, gdy słuchanie albumu od początku do końca jest podobno sztuką wymierającą. Nie liczyłbyś na porażkę The Great Divide, ale nie liczyłbyś też na powtórzenie sukcesu Stick Season, a być może to też nie ma znaczenia. Oglądając Out of Body zastanawiasz się, czy Kahan nie byłby szczęśliwszy, gdyby sytuacja się uspokoiła i pozostawiono mu szlifowanie swoich małomiasteczkowych winiet – i być może podjęcie jeszcze kilku ryzyk – bez ciężaru ogromnych oczekiwań.
W tym tygodniu Alexis słuchała
Sofia Isella – Liczby 13:17-18Nowa EPka Iselli „Something Is a Shell” to gratka, choć mroczna: sprawiedliwie wściekła, niepokojąca i czasami zabawna; przesiąknięty wpływami industrialnego rocka, z czystym popowym rdzeniem.