Strona główna Kultura „Tracey Emin powiedziała, że ​​chodzi im tylko o śmierć”: Johnnie Shand Kydd...

„Tracey Emin powiedziała, że ​​chodzi im tylko o śmierć”: Johnnie Shand Kydd na zdjęciach ze spacerów z psami – i uwieczniający zaciętych imprezowiczów YBA | Fotografia

8
0


’Fin! Fin! FIN!” Johnnie Shand Kydd ma problemy z utrzymaniem swojego ciekawskiego lurchera w zasięgu wzroku. Finn może i jest niezwykle łagodnym psem, ale słabo słyszy i zdarza mu się już wcześniej zniknąć na tym konkretnym spacerze.

Przynajmniej fotograf ma doświadczenie w radzeniu sobie z niesfornymi postaciami. W latach 90. związał się z Young British Artists i otrzymał swobodę fotografowania hedonistycznej, chaotycznej i szalenie kreatywnej sceny artystycznej, która zrodziła Tracey Emin, Damiena Hirsta, Sarah Lucas i nie tylko. Te czarno-białe zdjęcia wywróciły do ​​góry nogami konwencję artystów pozujących w swoich pracowniach ze sztalugami w dłoniach. „Po prostu zupełnie mnie to nie interesowało” – mówi Shand Kydd. Zamiast tego jego zdjęcia przedstawiają Hirsta dźwigającego na głowie wieżę kapeluszy, Emina w gumowym pontonie z Georginą Starr, nowo ciężarną Sama Taylor-Johnson (wówczas Taylor-Wood) oraz całą masę imprezowania, picia i kąpania się.

podwójny cudzysłów. Gdyby poszli na 48-godzinną bitwę, prawdopodobnie wycofałbym się po 24 godzinach

Shand Kydd nie był fotografem, kiedy zaczął dokumentować tę scenę – twierdzi, że prawie nigdy w życiu nie robił zdjęcia – ale był byłym handlarzem dziełami sztuki, który rozumiał artystów i ich delikatną równowagę między ego a niepewnością. YBA szybko odprężyli się w jego obecności. „To naprawdę nie było bardzo trudne” – mówi ze śmiechem, szczęśliwy, że może pomniejszyć swój talent. „Robić zdjęcie to najłatwiejsza rzecz na świecie. Po prostu wskaż i kliknij. Najtrudniej jest znaleźć coś do powiedzenia.”

Cóż, to i zdobycie zaufania swoich poddanych. Wiele jego zdjęć YBA zostało zrobionych podczas gigantycznych zakrętów, co doprowadziło do tego, że Shand Kydd zgromadził sporo kompromitujących zdjęć, choć nigdy nie rozważał ich opublikowania. „Po co rujnować przyjaźń z tymi niesamowitymi artystami w imię kolejnego zdjęcia?” mówi. Bardziej palącą kwestią dla fotografa było dotrzymanie kroku. „Byłem trochę starszy, więc nie miałem takiej samej wytrzymałości. Gdyby oni mieli 48-godzinną jazdę, prawdopodobnie uciekłbym po 24 godzinach. Chociaż często miałeś właśnie wyjść, a potem otwierały się podwójne drzwi Groucho i wchodziło kolejnych 20 osób. „

Zmęczony… kadr z nowej książki Shanda Kydda. Zdjęcie: Johnnie Shand Kydd

Jego zdjęcia, opublikowane w książce Spit Fire z 1997 r., bez wątpienia podsyciły bardziej sztywną krytykę, jakoby ci zuchwali, gruboskórni nowicjusze byli niepoważnymi ludźmi, którzy przedkładali hedonizm nad ciężką pracę. Jednak Shand Kydd był na tyle spostrzegawczy, że zdawał sobie sprawę, że takie wieczory jak ten są w rzeczywistości wykorzystywane przez współczesnych artystów jako przedłużenie studia. „Zawsze można było zobaczyć ludzi skupionych, toczących naprawdę intensywne rozmowy we wczesnych godzinach porannych. Chodziło o wymianę pomysłów. Poza tym jestem pewien, że David Bowie ledwo pamięta tworzenie niektórych ze swoich najlepszych albumów. Jest taki moment, w którym młodość, talent i upojenie łączą się w jednym miejscu.”

A było z tym dużo ciężkiej pracy. „Nie potrzebowali drogich materiałów, drogich galerii ani niczego podobnego” – mówi o żyznym środowisku twórczym. Ilekroć odwiedzał studio Hirsta w Stroud w Gloucestershire, wracał czując szczególną inspirację. „Energia, jaka tam panowała, była porywająca. Damien mocno wierzył, że słowo „nie” nie istnieje. Wszystko i wszystko było możliwe. Najbardziej zapamiętałem optymizm z tamtego okresu.

Obecnie 66-letni Shand Kydd nadal utrzymuje kontakt ze swoimi byłymi poddanymi. Niedawno był na lunchu z Lucasem – „możesz poruszyć dowolny temat, a ona podejdzie do niego z najbardziej niezwykłej perspektywy” – a Taylor-Johnson najwyraźniej kręci film na podstawie jednego z jego zdjęć. W międzyczasie Emin była kuratorem swojej nowej wystawy Ramsholt, którą obecnie można oglądać w jej galerii w Margate i która wkrótce zostanie opublikowana w formie fotoksiążki. Nazwana na cześć małej wioski w Suffolk, do której przeprowadziła się jego matka w latach 60. XX wieku (ona nadal tam mieszka – w dniu, w którym się poznaliśmy, obchodzi swoje 93. urodziny), Ramsholt przedstawia zdjęcia zrobione podczas spaceru z psami Shand Kydd z Finnem i córką Finna, Zeldą, która niestety nie czuje się na tyle dobrze, aby dzisiaj do nas dołączyć.

Robienie fal… Georgina Starr i Tracey Emin. Zdjęcie: Johnnie Shand Kydd

Ramsholt wygląda pięknie w kwietniowym słońcu: puszyste chmury odbijają się od powierzchni rzeki Deben, a szlaki roją się od much św. Marka. Promienie słońca nie są jednak preferowanym przez Shanda Kydda warunkiem rejestrowania nielakierowanych i często ponurych scen, które można znaleźć w jego książce: jałowych pól, pokrytych mgłą drzew, wyrwanych z korzeniami pni. Reżyser John Maybury powiedział mu, że obrazy wyglądają jak „miejsca zbrodni”. Kiedy Emin zobaczyła je po raz pierwszy, powiedziała: „Wszystkie twoje zdjęcia przedstawiają śmierć”.

Czy się zgodził? „Tak. Ponieważ w naturze nie ma wiosny bez zimy. A grzyby rosnące na zgniłym drewnie – to wszystko jest częścią elementu reinkarnacji. Jednym ze zdjęć, które najbardziej jej się podobały, są stokrotki. Powiedziała tylko: „To właśnie dzieje się po naszym wyjściu”. Uważam, że to bardzo optymistyczne.”

Przyzwyczajony do robienia zdjęć innym ludziom, Shand Kydd uważa, że ​​te zdjęcia są zdecydowanie najbardziej osobistymi rzeczami, jakie kiedykolwiek opublikował. W eseju dołączonym do książki porusza rodzinne tragedie z przeszłości: wujka, który zginął jako nastolatek, wykonując akrobacje lotnicze, oraz szkody, jakie mogło to wyrządzić relacjom jego ojca ze starszym bratem Shanda Kydda, pisarzem, który zmarł w Kambodży w 2004 roku.

„Porywająca energia”… Damien Hirst. Zdjęcie: Johnnie Shand Kydd

Przedstawia także fascynującą historię samego Ramsholt, łącząc epoki i historie w sposób, który, jego zdaniem, odzwierciedla marzenia, jakie możesz mieć podczas takiego spaceru. Słyszymy o amerykańskiej Latającej Fortecy B-17, która rozbiła się w 1945 roku, w wyniku czego zginęło ośmiu pasażerów (dwóch przeżyło), a także o niedawnej atrakcyjności tego miejsca dla przemytników ketaminy.

Nie chce przez to powiedzieć, że Ramsholt jest szczególnie interesującym miejscem. „To naprawdę dość zwyczajne” – mówi. Jest to raczej przypomnienie, że piękno i przygoda istnieją wszędzie, jeśli tylko podejmiemy wysiłek, aby popatrzeć. Aby zilustrować swoją tezę, wskazuje na delikatny liść zwisający z drzewa. Jednak dzisiaj nie miał przy sobie aparatu, żeby to nagrać.

Tak naprawdę na większość spacerów, które zainspirowały jego nową książkę, zapomniał zabrać ze sobą aparatu – nieporęczne, wielkoformatowe, które lubił, były „zbyt ciężkie”, gdy niósł ze sobą dwa psy. Jeśli zobaczył coś wyjątkowego, wrócił i sfotografował to później. „Podstawowa spontaniczność została wyrzucona przez okno” – mówi ze śmiechem. „Całkowite przeciwieństwo tego, jak pracuje większość fotografów”.

podwójny cudzysłów. Uważam, że P. Diddy jest niesamowicie czarujący, więc nie oceniam charakteru

Ale Shand Kydd zawsze szedł pod prąd. Zdając sobie sprawę, że po sukcesie „Spit Fire” fotografia może być jego pasją, przeniósł się do Neapolu, aby się uczyć, a zdjęcia ukazały się w jego książce Siren City z 2009 roku. Ale jego autodeprecjonujący sposób bycia oznacza, że ​​częściej będzie rozmyślał o swoich gafach niż sukcesach – jak wtedy, gdy przyleciał samolotem, aby zrobić zdjęcia Madonnie na zgromadzeniu ONZ w Nowym Jorku, i przegapił ten moment, bo aparat wciąż miał w tylnej kieszeni, kiedy przemknęła obok.

To właśnie podczas tego wydarzenia, w otoczeniu celebrytów i czując się nieco niezręcznie, Shand Kydd przyłapał się na rozmowie z „jedyną osobą, która była równie nie na miejscu”. Po chwili przeżuwania tłuszczu pomyślał, że byłoby niegrzecznie, gdyby nie zaproponował zrobienia zdjęcia temu facetowi i jego żonie. „Nie myślałem o tym aż do chwili, gdy po latach został prezydentem”. Śmieje się. „Wróciłem do stykówek i rzeczywiście to Donald i Melania”. Jaki był? „Kilka pensów mniej niż funt, ale dość uprzejmy. Ale pomyślałem, że P. Diddy jest niesamowicie czarujący, więc nie oceniam charakteru. „

Szliśmy już ponad godzinę i zarobiliśmy więcej niż na lunch z krewetkami i cydrem w Ramsholt Arms. Na zewnątrz na ścianie znajduje się tablica upamiętniająca ofiary i ocalałych z katastrofy B-17. Życie i śmierć. W twórczości Shand Kydd wydaje się, że rzeczy się kolidują. Kiedy jego ojciec ożenił się ponownie, został przyrodnim bratem Charlesa i Diany Spencer – razem spędzali wakacje i bawili się (z Charlesem nadal utrzymuje kontakt).

Pamięta, jak pracował nad instalacją Sensation – kultową wystawą w Saatchi, która pomogła wynieść YBA w stratosferę – kiedy usłyszał, że Diana zmarła. „Mogłem przejść z galerii do miejsca, gdzie ludzie opłakiwali” – mówi. „Dla mnie te dwie rzeczy są ze sobą bardzo powiązane”. Po namyśle dostrzega podobieństwa między Dianą a swoimi byłymi poddanymi. „Oboje lubili wrzucać granat w trakcie obrad” – mówi z uśmiechem – „aby zobaczyć, co może się wydarzyć”.

Zdjęcie policyjne… Don Brown i Sarah Lucas, Horham, Suffolk, 2003 Zdjęcie: Johnnie Shand Kydd

Dziesięć lat po śmierci Diany Angus Fairhurst, YBA, który pojawia się w Spit Fire, popełnił samobójstwo podczas spaceru po Szkocji. „Nie zdawałem sobie sprawy, że znalazł się w tak ciemnym miejscu” – mówi Shand Kydd. „Nauczyłem się jednej rzeczy: nigdy tak naprawdę nie można wiedzieć, co dzieje się w umysłach innych ludzi”.

Uważa, że ​​śmierć Fairhursta spowodowała, że ​​wielu jego rówieśników zwolniło tempo – dorosło, podsumowało sytuację i skupiło się na tym, co naprawdę ważne: pracy. Jednak na bardziej osobistym poziomie Shand Kydd przypisuje Finnowi i Zeldie utrzymanie go na właściwej drodze. „Jeśli upijesz się przed zwierzęciem” – mówi – „może to je naprawdę wystraszyć”. Takie jest jego oddanie swoim psom, że nie wychodzi nawet na wieczór z domu, jeśli nie znajdzie opiekunki.

„To naprawdę cudowny chłopiec” – mówi, patrząc na Finna, który jest bliski zaśnięcia na swoim płaszczu. Kolejny obiekt, który całkowicie ufa swojemu panu.

Ramsholt zostaje opublikowany przez Cheerio 7 maja

W Wielkiej Brytanii i Irlandii z Samarytanami można się skontaktować pod bezpłatnym numerem telefonu 116 123 lub pocztą elektroniczną jo@samaritans.org lub jo@samaritans.ie. W USA możesz zadzwonić lub wysłać SMS-a pod numer 988 Suicide & Crisis Lifeline pod numer 988 lub porozmawiać na 988lifeline.org. W Australii linia pomocy kryzysowej Lifeline to 13 11 14. Inne międzynarodowe linie pomocy można znaleźć na stronie befrienders.org