„Ultras” – zagorzali kibice piłki nożnej znani ze swoich oszałamiających występów na stadionach i lojalności niczym gangi – byli kiedyś subkulturą ograniczoną do włoskich stadionów. Jednak od końca lat 60. ruch ten rozprzestrzenił się na światowe stadiony piłkarskie i stał się bardziej wzniosłą kulturową obsesją.
Książki na ten temat to m.in. moja Ultra i 1312 Jamesa Montague’a (cyfry oznaczają ACAB, skrót od „wszyscy gliniarze to dranie”). Netflix zamówił nie tylko jeden film Ultras o neapolitańskim gangu, ale także trzy dłuższe seriale: Puerta 7 (z Argentyną), Furioza i The Hooligan (oba rozgrywają się w Polsce).
Teraz nadchodzi dokument Ragnhild Ekner Ultras, 90-minutowa podróż po Szwecji, Indonezji, Polsce, Argentynie, Anglii, Egipcie i Maroku. Jej film w dużym stopniu odnosi się do korzeni ultramanii. Wiele z pozostałych ujęć przedstawia tysiące ludzi maszerujących, śpiewających i świętujących zgodnie. We wczesnym lektorze Ekner nazywa to „powstaniem przeciwko samotności”.
Kadr z Ultras. Fot.: Ania Winiarska
Pod wieloma względami ultradom zapewnia dokładnie to, czego brakuje współczesnemu społeczeństwu: kolektywizm w okresie atomizacji; niebezpieczeństwo i adrenalina w społeczeństwie, które wydaje się dziwnie bezkrwawe; staromodna męskość i muskularność w okresie umiejętności miękkich i przynależność w epoce wykorzenienia. „Tam czuję się jak w domu” – mówi jeden z ultra w filmie Eknera; „Wewnątrz jesteśmy rodziną” – mówi inna – „i dbamy o siebie nawzajem”.
podwójny cudzysłówUltras są jedynym głośnym łącznikiem z glebą, w której wyrósł klub. Tylko oni nadają odkażonej nowoczesnej piłce nożnej poczucie pasji
Niektórym może odrazić się wiele z tych koncepcji, ale wielu, w tym kobietom, nie. Jedna z ultra-gangów, opisując swoją własną barra brava (południowoamerykańskie określenie ultra gangu), mówi: „Nie można wchodzić (na tarasy) z pierścionkiem, szminką ani makijażem”, jakby to weto miało działanie wyzwalające. Film Eknera dobrze potrafi rozwikłać sprzeczności: są tarasy, gdzie kobiety są wykluczone (w Afryce Północnej) i inne (w Indonezji), gdzie młode kobiety z zasłoniętymi twarzami są w centrum uwagi.
Zakłada się, że rośnie także atrakcyjność ultrasów, ponieważ sam współczesny futbol jest tak pozbawiony korzeni. Zespoły mają teraz znikome połączenie z własnym miastem lub przedmieściem. Gracze i właściciele pochodzą z odległych krajów. Reklama na koszulkach jest wyświetlana w językach obcych i przeznaczona dla widzów telewizyjnych za granicą. Ultras są jedynym głośnym łącznikiem z glebą, w której wykiełkował klub. Tylko oni nadają oczyszczonym, kinowym doświadczeniom współczesnego futbolu poczucie pasji, a nawet znaczenia.
Fani PSS Sleman w Indonezji występujący w Ultras. Foto: Fabian Sigurd
Kolejnym elementem ich atrakcyjności jest to, że są wyjętymi spod prawa i powstańcami w epoce konformizmu i represji. Ultras odegrali ważną rolę podczas arabskiej wiosny w Egipcie i w całym ruchu globalnym twierdzą, że są orędownikami wykluczonych i wywłaszczonych: „Jeśli nie możesz mówić”, ich retoryka głosi, „stadion przemówi za ciebie”.
W naszych świeckich czasach bycie ultra oferuje również wprowadzenie w koncepcje duchowe. To religia dla niereligijnych. Ultra leksykon – „wiara”, „obecność”, „oddanie” – jest niemal identyczny ze słownikiem kościelnym i podobnie jak w kościele, ultra „kongregacja” ma nadzieję wpłynąć na los poprzez wierność i rytuał.
Fani Raja Casablanca w Maroku w Ultras. Foto: Fabian Sigurd
Bycie ultra wprowadza nawet tę starożytną koncepcję w sercu wielu religii. Jeden z ultra, który przeżył masakrę w Port Saidzie w Egipcie w 2012 r. (w której zginęło 72 fanów Al-Ahly, częściowo w ramach zemsty za swoją rolę podczas arabskiej wiosny), mówi: „Wtedy zrozumiałem, że można poświęcić się dla wyższej sprawy”.
Oprócz fałszywej religii istnieje również pozorowany średniowiecze. Ultras grają w „kradzież flagi” i biegają po boisku, by zerwać i spalić herolda rywalizujących ultrasów („ręcznie malowany kawałek materiału warty więcej niż złoto”). Etykieta mówi, że jeśli herold grupy zostanie skradziony, powinna ona natychmiast się rozwiązać, dlatego „należy ją chronić wszelkimi niezbędnymi środkami”.
To oczywiście oznacza także przemoc. „Subkultury zawsze były agresywne” – mówi jeden z rozmówców. „Przemoc może mieć charakter estetyczny, werbalny lub rzeczywisty, fizyczny”. Ekner jednak otwarcie unika wszelkiej negatywności, twierdząc, że jej film „nie jest recenzją krytyczną, ale hołdem”. Robiąc to, być może pomija główny powód, dla którego ultras pozostają fascynujący: ich powiązanie z przestępczością. Ponieważ pod całą karnawałową atmosferą pirotechniki i dzieł sztuki rozciągających się na cały taras (zużycie 25 km nici i 150 litrów farby), a także za całym piwem, spliffem i bójkami na pięści, ultra gangi często przeradzają się w gangi przestępcze.
Fani Nueva Chicago w Argentynie w Ultras. Zdjęcie: Joel Viksten Abrahamssonn
We Włoszech niektórzy ultraszefowie to prawdziwi gangsterzy, zarabiający pięciocyfrowe sumy miesięcznie nie tylko na reklamach biletów, towarach, furgonetkach z burgerami i koncesjach na parkowanie, ale także na hurtowym handlu narkotykami. W całej Europie tarasy stały się kotłami eksperymentów politycznych, a ultras posłużyli za lżejsze paliwo dla wzrostu skrajnej prawicy.
Ultras są zadziwiająco sprzeczni, są zarówno charytatywni, jak i przestępczi, jednoczący i dzielący, rewolucyjny i reakcyjny. To ruch, który niczym chybotliwe lustro na wesołym miasteczku odzwierciedla społeczeństwo i sport, w którym istnieje. Unikanie tych sprzeczności oznacza przegapianie prawdziwej istoty bycia ultra: zyskujesz wiele – przynależność, korzenie i lojalność plemienną – ale kosztem ponownego wprowadzenia znanych negatywów: potrzeby wstydu, szukania kozła ofiarnego, omerty, mięśni i szyderstwa z odmienności i różnorodności. Ultras pokazują nam nie tylko to, co po drodze straciliśmy, ale także koszt odzyskania tego.
Tobias Jones jest autorem książki Ultra: Podziemia włoskiej piłki nożnej. Dokument Ragnhild Ekner Ultras można już oglądać w wybranych kinach.