Strona główna Kultura „Scena folkowa jest bardzo mieszczańska. Podział jest ogromny”: Jim Ghedi, piosenkarz z...

„Scena folkowa jest bardzo mieszczańska. Podział jest ogromny”: Jim Ghedi, piosenkarz z Sheffield, który przenosi swoją zgubną muzykę do filmów | Muzyka ludowa

4
0


W zeszłym roku Jim Ghedi jadł kolację z kurczakiem w domu swojej matki w Sheffield, kiedy sprawdził swój telefon. „Ten reżyser zaczął mnie obserwować na Instagramie” – wspomina. „I są jego zdjęcia z Nicolasem Cage’em. W ramach żartu powiedziałem mamie: «Mogę wysłać mu wiadomość i powiedzieć, że zrobię muzykę do twojego następnego filmu.» Kiedy to mówiłem, wysłał mi wiadomość: „Chcę, żebyś nagrał muzykę do mojego następnego filmu”.

Reżyserem był Michael Sarnoski, a filmem jest nadchodząca produkcja A24 Śmierć Robin Hooda, w której występują Hugh Jackman i Jodie Comer. Sarnoski słyszał znakomity album Ghediego z 2025 roku, Wasteland, poruszający i ponury album apokaliptycznego folku, który był odzwierciedleniem zgnilizny i upadku społecznego w Anglii. Album wydany przez małą wytwórnię Basin Rock z Calder Valley spotkał się z uznaniem krytyków i był jego najbardziej udanym i ambitnym albumem w dotychczasowej historii – ale nie sprawił, że nazwisko Ghediego stało się powszechnie znane. Myślał, że szansa filmowa „wszystko zostanie zmarnowana i dowiedzą się, kim jestem” – mówi. „Jakiś czołowy producent wywiesiłby czerwoną flagę”.

Mimo że nigdy wcześniej nie nagrywał muzyki do filmu, dostał tę rolę. Dzięki rozmowom wideo i wspólnej miłości do Steeleye Span natychmiast nawiązał więź z Sarnoskim, a ostatecznie napisał piosenki i muzykę. Gotowy materiał opisuje jako „całkiem ponury, ziemisty i mroczny” – ale także „całkiem lekki i zaaranżowany”.

Ghedi został zaproszony do Los Angeles, aby tam pracować nad projektem, ale zamiast tego zdecydował się pozostać zakorzenionym w Sheffield. Mimo to miał pewne wahania. „Były chwile, kiedy syndrom oszusta był faktem” – opowiada mi w irlandzkim pubie w mieście, przy Guinness Zero i Scampi Fries. „Bardzo rzadko zdarza się, aby ktoś taki jak ja i skąd pochodzę, miał tego rodzaju możliwości. Zwykle nie ma się okazji zobaczyć takiego świata. Ale musiałem też pomyśleć: „Proszono mnie o nie bez powodu”. Trzymałem się tego mocno.”

Hugh Jackman w Śmierci Robin Hooda ze ścieżką dźwiękową Jima Ghediego. Zdjęcie: Everett Collection Inc/Alamy

Ghedi (35 l.) dostał gitarę w wieku ośmiu lat i szybko stał się utalentowanym muzykiem, ale jego nastoletnie lata były pełne światła hip-hopu i punka. Twórczość liryczna pierwszego okazała się twórcza. „Słysząc, jak ludzie mówią o wychowywaniu się przez samotną matkę, pomyślałem, och” – wspomina. „Oto ktoś, kto w artystyczny sposób opowiada o czymś, czego ja również doświadczam w swoim życiu”.

Potem przyszło odkrywcze odkrycie Berta Janscha. „To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem kogoś grającego na gitarze akustycznej i nie było to ładne” – mówi. „To było naprawdę ciężkie i agresywne. Więc oszukałem go na 10 lat. ” Jednak to przejście od hip-hopu do folku miało dla Ghediego całkowity sens. „Tradycyjnie muzyka ludowa była muzyką dla ludzi pracy, pisaną przez ludzi pracy. Hip-hop i grime to to samo.”

Wczesne albumy Ghediego miały charakter instrumentalny, ukazując jego zręczną, zręczną grę na gitarze, ale był także zanurzony w scenie DIY w Sheffield, chłonąc hałaśliwe, awangardowe koncerty, a także regularnie uczęszczając na folkowe sesje w pubach. To w nich odnalazł swój głos i zaczął śpiewać. Wkrótce to zderzenie światów zaczęło objawiać się w jego muzyce: tradycyjne pieśni ludowe używane jako alegorie współczesnych problemów, obok jego własnych oryginałów, opierając się jednocześnie na bardziej eksperymentalnym terenie.

Jego najnowszy singiel, The Hungry Child, jest tego kontynuacją. „W brzmieniu posunąłem się jeszcze dalej” – mówi. „Ten jest większy, bardziej zabójczy, mroczniejszy i cięższy”. Oparta na niemieckim wierszu z początku XIX wieku, przetłumaczona później na angielski przez Judith Piepe, jest to surowa, emocjonalna piosenka przedstawiająca historię dziecka błagającego o jedzenie i każącego mu czekać – aż będzie za późno.

Ghedi pracuje z tradycyjnym materiałem tylko wtedy, gdy uda mu się znaleźć z nim połączenie w czasie rzeczywistym, a nad tym pracował latami. „Czasami trzeba znaleźć ciebie, żeby to miało sens i zrobić to z przekonaniem” – mówi. „Patrzyłem na to, skąd pochodzę i myślałem o ludziach z klasy robotniczej, którzy wielokrotnie byli zawiedzeni, oraz o tym, jak niepowodzenia rządów sprawiły, że głodujący ludzie nadal głodują”.

Choć Ghedi woli metaforę i niuanse niż prezentację w stylu państwa, klasa jest kluczowa dla jego muzyki i etosu. „Kiedy byłem młodszy, byłem naprawdę naiwny i próbowałem się zasymilować” – wspomina. „Ale zdałem sobie sprawę: muszę wiedzieć, skąd pochodzę. Nie próbuję być rzecznikiem, ale scena folkowa to bardzo klasa średnia. Podziały i różnice są ogromne, a pod pewnymi względami dysproporcje są teraz większe niż na początku”.

Mówi, że gdyby rozpoczął swoją praktykę dzisiaj lub nawet w ciągu ostatnich pięciu lat, „w obecnym klimacie (ekonomicznym) nie byłbym w stanie dalej tego robić. Ważne jest podnoszenie świadomości, ale także zapewnienie, aby ten rodzaj głosu klasy robotniczej miał swoje miejsce w materiale. Im jestem starszy, tym staje się to dla mnie ważniejsze – jest to tak splecione i zakorzenione w tym, co robię”.

Droga Ghediego do realizacji tak ogromnego projektu, jak Śmierć Robin Hooda, jest rzadka, ale podnosząca na duchu. Pomimo niezapomnianego czasu pracy nad filmem z zespołem, który zebrał mnóstwo pochwał, wydaje się, że pozostaje całkowicie nieporuszony myślą, że teraz musi zagrać w jakąkolwiek grę. „Dopóki skupiam się na kreatywności, nic innego się nie liczy” – mówi. „Niezależnie od tego, czy gram dla 10 osób w pokoju, czy dla 1000, dla mnie jest tak samo”.

The Hungry Child jest już dostępny na Basin Rock. Trasa koncertowa Jima Ghediego po Wielkiej Brytanii rozpoczyna się 26 kwietnia w Howard Assembly Room w Leeds. Premiera The Death of Robin Hood odbędzie się 19 czerwca w USA i 2 września w Wielkiej Brytanii.