Strona główna Kultura Recenzja Virgin Island – czysta ulga po sesjach seksualnych jest tak podnosząca...

Recenzja Virgin Island – czysta ulga po sesjach seksualnych jest tak podnosząca na duchu | Telewizja

3
0


Oto kilka rzeczy, którymi Wyspa Dziewicza nie jest. Serial Channel 4, w którym 12 dorosłych dziewic udaje się do Chorwacji, aby wziąć udział w trzytygodniowych rekolekcjach intymnych, nie jest drastyczny, jednoznaczny, tandetny ani pozbawiony smaku. W przypadku reality TV nie sprawia to nawet wrażenia aż tak wyzysku: w przeciwieństwie do wielu innych formatów, ma się wrażenie, że wszyscy zaangażowani mają krystaliczną jasność co do tego, po co tu przychodzą i jak to będzie wyglądać w telewizji.

Jednak to właśnie po to tutaj są, co sprawia, że ​​oglądanie Wyspy Dziewiczej jest niesamowitym przeżyciem. Bez względu na powód pozostania dziewicą, lekarstwo jest zasadniczo takie samo. Z pomocą różnych seksuologów uczestnicy są zachęcani do dostrojenia się do swoich pragnień, odsłonięcia ciała i doświadczenia zmysłowego dotyku za pośrednictwem profesjonalnych „partnerów zastępczych” – zabieg, który może (i w pierwszej serii miał) obejmować seks penetrujący.

Na papierze takie metody mogą wydawać się szokujące. W praktyce mają one duży sens. Ci ludzie desperacko pragną zmienić swoje życie, ale mają całkowitą blokadę psychiczną, jeśli chodzi o intymność fizyczną – taką, jak się wydaje, może usunąć tylko rzeczywista intymność fizyczna.

Nie ma większego sensu to, że uczestnicy najwyraźniej nie mają nic przeciwko transmitowaniu tego procesu do milionów (pierwsza seria była najbardziej udaną nieskryptowaną premierą Channel 4 od czasu rozpoczęcia nagrywania). Są ludzie, którzy zbyt boją się uprawiać seks na osobności, i są ludzie, którzy w ogólnokrajowej telewizji pozwalają nieznajomemu pieścić swoje genitalia. Największym zawracaniem głowy jest fakt, że na Virgin Island są to ci sami ludzie.

Wraz z nadejściem drugiej serii główny paradoks serialu nie ustaje – ale jest kilka zmian. Podczas gdy wszyscy uczestnicy pierwszej grupy mieli stosunkowo podobne motywacje do unikania seksu – niską samoocenę, brak wiedzy, strach przed zranieniem lub odrzuceniem – ta kohorta jest bardziej zróżnicowana. Bertie, lat 24, ma autyzm i trudno mu nawiązywać kontakty towarzyskie. Alex (28 lat) uważa, że ​​ma zaburzenia erekcji; podczas gdy 30-letni Will doświadczył przedwczesnego wytrysku. Callum (21 lat) od czasu utraty ojca spędza średnio 16 godzin dziennie na grach. Joy (22 l.) nie może pozbyć się związku między seksem a grzechem, jaki wytworzyła w jej chrześcijańskim wychowaniu, i przez pewien czas wierzyła, że ​​pochwica, z którą się zmaga, jest przekleństwem Boga.

Lubisz lato? Seria dwóch uczestników. Zdjęcie: Kanał 4

Innymi słowy, jest tu trochę więcej do psychoanalizy fotelowej. Mimo to, Virgin Island nie przypomina zwykłego reality show. Uczestnicy konkursu są inni: nie ma tu narcyzów ani desperackich poszukiwaczy uwagi i chociaż może to być oczywisty mechanizm obronny, skłonność do samodeprecjonowania czyni z nich grupę niezwykle sympatyczną (i to mocno brytyjską w porównaniu z szczerze wyzwolonymi amerykańskimi terapeutami). Virgin Island nie jest konkursem popularności ani jakimkolwiek konkursem. Zamiast tego nacisk kładziony jest na życzliwość i akceptację przez cały czas.

To godne pochwały, ale niweczy także kamień węgielny mrocznego uroku reality show: jest to gatunek, który zachęca nas do bezlitosnego osądzania ludzi na ekranie. W tym przypadku wyraźnie odradza się Ci to robić; eksponat A będący uczestnikiem pierwszej serii, który poczuł się zirytowany, że nie otrzymał pozwolenia na pełny seks ze swoją zastępczą partnerką. Choć widzowie przez krótki czas go oczerniali w Internecie, w programie potraktowano go z absolutnym współczuciem.

To sprawia, że ​​Virgin Island nieco brakuje na froncie rozrywki. Niekończące się sesje fizjoterapii – na przemian niezręczne i nieskończenie nudne – sprawiają, że telewizja jest wyjątkowo zła. To wydanie jest nieco szybsze od poprzedniego, ale praktycznie nie ma w nim dramatyzmu i jeszcze mniej intrygi.

Więc o co chodzi? Cóż, z pewnością można argumentować, że serial przełamuje tabu i usuwa wstyd. W końcu, jak Alex informuje swoich nowych przyjaciół, mniej więcej co ósmy 25-latek jest nadal dziewicą, „więc w tak dużym pomieszczeniu to jeden i trochę ludzi”. („Myślę, że w tym pokoju byłoby ich wszystkich 12” – ripostuje inny uczestnik Jason, w klasycznym przekomarzaniu się z Virgin Island).

Jednak tym, co sprawia, że ​​program naprawdę warto obejrzeć, nie jest jego pionierska koncepcja, ale jego poprawiający samopoczucie charakter. Ogólna atmosfera jest pełna zdrowej wesołości – nie takiej, jakiej można by się spodziewać po nagraniu przedstawiającym kogoś, kto wykonuje ręczną robotę – i podnoszące na duchu jest obserwowanie wyraźnej ulgi uczestników po sesji, gdy mają pewność, że nie odczuwają odrazy fizycznej ani nie są w stanie czerpać przyjemności z seksu. Może to lekceważyć wiele zasad telewizji reality show, ale szerząc pozytywne nastawienie i spokój ducha, Virgin Island zdołała uczynić ten zakątek telewizyjnego krajobrazu nieco mniej przygnębiającym miejscem.

Virgin Island jest nadawany na Channel 4 w Wielkiej Brytanii i SBS On Demand w Australii