Strona główna Kultura Recenzja Domu Duchów – ta adaptacja powieści Isabel Allende nie jest wystarczająco...

Recenzja Domu Duchów – ta adaptacja powieści Isabel Allende nie jest wystarczająco dobra | Telewizja

3
0


Clara del Valle to urocza mała dziewczynka, cała w uśmiechach, warkoczach i bezczelnych przerwach podczas nudnych kazań na mszy. Jej duża rodzina, ciesząca się życiem w rozległym domu w Chile z lat dwudziestych XX wieku, jest nią zachwycona. Jednak jej zdolności parapsychiczne potrafią okazać się strzałem w dziesiątkę: kiedy otrzyma przeczucie, że nadchodzi śmierć, nadejdzie. Pół wieku później jej wnuczka Alba odkrywa pamiętniki Klary i zdaje sobie sprawę, że okropności, które widziała, zawsze miały miejsce.

Razem z matką Alby, Blancą, te kobiety tworzą trzy pokolenia, które tworzą historię debiutu chilijskiej pisarki Isabel Allende z 1982 roku „Dom duchów”, będącego wcześniej podstawą dziwnie wybielonego filmu z Meryl Streep w roli głównej. Obszerny ośmioczęściowy film Amazona, nakręcony w języku hiszpańskim i rzeczywiście w Chile, a jego producentem wykonawczym jest Eva Longoria, to wierniejsza wersja książki, która zaczyna się jako rozbudowana saga rodzinna, po czym wrzuca czytelnika w falę przemocy, która kończy się fabularyzowaną relacją z zamachu stanu, który usunął socjalistycznego chilijskiego przywódcę Salvadora Allende – kuzyna autora – i zastąpił go jedną z najbardziej okrutnych dyktatur XX wieku.

Dla czytelników z półkuli północnej nudnym banałem stało się porównywanie Allende do Gabriela Garcíi Márqueza, autora z innego kraju, którego użycie „realizmu magicznego” znacznie różni się od jej. Ale minęło półtora roku od bujnej wersji Netflixa „Sto lat samotności” i widzowie będą chcieli porównać dwie epickie inscenizacje uznanych powieści południowoamerykańskich, które łączą spory polityczne z eterycznymi ozdobnikami, więc zaczynamy. Ten dramat jest mniej fantastyczny, a bardziej wyrazisty w przedstawieniach tyranii. Ma talent do piękna i koloru oraz pomysłowych opowieści, które często są zachwycające, ale nie zawsze pomocne w tym przypadku.

Dla całej trójki Clary (Nicole Wallace, następnie Dolores Fonzi), Blanci (Sara Becker, następnie Fernanda Urrejola) i Alby (Rochi Hernández), mężczyzną, który dominuje w ich historii, jest Esteban Trueba (Alfonso Herrera). Esteban ma pewien zawadiacki urok, ale zanim poślubił Clarę, przekonaliśmy się, że jest koszmarem, uosobieniem prawicowej odmiany polityki latynoamerykańskiej, która cieszy się zwykłymi ludźmi z takim samym szacunkiem, jak kolonialni okupanci. Dziecko urodzone w wyniku gwałtu na bezsilnej pracowniczce, którą zatrudnia, ma konsekwencje, które w nadchodzących dziesięcioleciach odbiją się na jego rodzinie w niszczycielski sposób.

„Blisko magii książek”… Fernanda Urrejola jako Blanca i Rochi Hernández jako Alba w „Domu duchów” emitowanym przez Prime Video. Zdjęcie: Amazon MGM Studios

Zwłaszcza po dużej zmianie narracji pod koniec, serial telewizyjny znacznie poprawia się w stosunku do książki pod względem odkupienia, jakie oferuje Estebanowi – mężczyźnie, który jest seryjnym gwałcicielem i brutalnym sprawcą przemocy domowej, a także awatarem sfałszowanego, głęboko wyzyskującego systemu klasowego. Te dwie rzeczy są jedną i tą samą: Dom Duchów stanowczo sprzeciwia się męskości faszyzmu i przemocy ze strony państwa.

Jednak nadal sprawia wrażenie staromodnego i naiwnego słodyczy, głównie ze względu na elementy fantasy, które w odpowiednio odważnej dramaturgii z determinacją, aby były istotne w 2026 roku, zostały wyrzucone. Przędza jest nakrapiana zbiegami okoliczności, przepowiedniami i przeznaczeniem. Ważne wydarzenia nie mogą mieć charakteru organicznego, w wyniku wykorzystywania przez ludzi swojej sprawczości do podejmowania decyzji wpływających na złożone zmagania między konkurującymi interesami. Zamiast tego to, co się dzieje, musi być z góry określone przez działania poprzednich pokoleń lub przez niezmienne cechy, które przekazują. Wszystko zostało przepowiedziane przez mądrą kobietę, zwykle Klarę ze swoimi zabawnymi uczuciami i jej karty tarota.

Kiedy nadchodzi terror, jest on bezlitośnie rysowany, a śmiercionośny idiotyzm Estebana – któremu nie przeszkadza brutalny przymus, jeśli oznacza to, że bogaci ludzie utrzymają swoje miejsce na szczycie, ale jest przerażony, gdy wspierany przez niego wojskowy zamach stanu wnosi nowy poziom okrucieństwa – zostaje starannie uchwycony. Ale sposób, w jaki konkretna osoba z przeszłości Estebana jest uwikłana w karę wymierzoną Albie, jest zbyt sprytny: jej straszny los został już przesądzony. To niemal pozwala uwolnić się od przemocy sprawcom okrucieństw. Alba natomiast angażuje się w lewicową politykę, od razu i nieodwołalnie zakochała się, tak jak jej matka i babcia, w mężczyźnie, który już na zawsze będzie sprawiał jej kłopoty, w jej przypadku w przywódcy rewolucji. Gdy Alba odkrywa stare notatniki Clary, a narracja kończy się powrotem do początku, serial zaostrza rozmyślania o książce, ale wciąż jest bliski magii książek: pomysł, że Alba mogłaby poprawić sytuację, pisząc o nich, jest po rzezi opartej na prawdziwych wydarzeniach, trudny do zaakceptowania.

Kobiety w tej historii spotykają straszne rzeczy; ich pocieszeniem jest to, że powiedzieli ci, że to zrobią, i przeżyli, aby opowiedzieć tę historię. To nie wystarczy.