Strona główna Kultura Recenzja „Co jeśli reforma wygra” autorstwa Petera Chappella – ogromna pobudka |...

Recenzja „Co jeśli reforma wygra” autorstwa Petera Chappella – ogromna pobudka | Książki o polityce

5
0


Od kilku lat główny nurt brytyjskiej polityki coraz bardziej obsesyjnie koncentruje się wokół pytania, jak powstrzymać Nigela Farage’a. To, co zaczęło się dziesięć lat temu brexitem, może jednak zakończyć się wyborami powszechnymi, które sprowadzają się do jednego pytania: czy chcesz, czy nie chcesz ryzykować umieszczenia tego człowieka na Downing Street? To powiedziawszy, wciąż zaskakująco mało wiemy o tym, co rząd reformowany może oznaczać w praktyce.

Oczywiście może się to nigdy nie wydarzyć. Ale gdyby tak było, co dokładnie Farage zrobiłby z większością, która umożliwiła mu spełnienie jego najśmielszych marzeń? I jak dobrze niepisana brytyjska konstytucja, wciąż w dużym stopniu opierająca się na tym, że dobrzy goście dobrowolnie będą dobrymi facetami, poradziłaby sobie z tłustym populizmem?

To niezwykle bogate terytorium jak na książkę, ale tym, co sprawia, że ​​reporter „Los Angeles Times”, Peter Chappell, jest tak czytelny, jest jej śmiałość. Choć opiera się na rozmowach z urzędnikami służby cywilnej, znawcami reformy i innymi osobami, jest przedstawiany nie jako element konwencjonalnej analizy, ale jako opowieść: żywy i często dowcipny thriller polityczny, który zarówno jest, jak i nie jest fikcją, szkicujący wyimaginowaną ścieżkę rządu reformowanego od triumfu do katastrofy.

w cudzysłowie Pierwszym aktem Farage’a jest wycofanie się z EKPC i zaprzestanie stosowania konwencji dotyczącej uchodźców z 1951 r., otwierając drogę masowym deportacjom

Jest to podejście obarczone wysokim ryzykiem, które wymaga od autora poparcia jego przeczuć, zwłaszcza co do tego, jak świat może wyglądać podczas następnych wyborów powszechnych (do tego czasu Chappell zakłada, że ​​Keir Starmer zostanie zastąpiony, a Donald Trump ze względów zdrowotnych zwyciężył JD Vance). Choć niektóre z jego odważniejszych założeń – że szef MI5 po prostu usunie żenujące fragmenty akt Farage’a, aby nie zdenerwować nowego premiera, lub że Peter Kyle po porażce zostanie przywódcą laburzystów – wydają mi się dość naciągane, inne są starannie osadzone w wydarzeniach z niedawnej przeszłości. Tymczasem jest wystarczająco dużo plotkarskich szczegółów na temat plam po kawie na dywanach na Downing Street, dziwnego sposobu ubierania się konkretnej postaci lub konfliktów osobowości w Reformie, aby nadać temu posmak autentyczności.

Biorąc pod uwagę, że plany partii dotyczące rozległych obszarów brytyjskiego życia narodowego pozostają w najlepszym razie mgliste, dramat koncentruje się na trzech kwestiach, w przypadku których jej ambicje są jasne: imigracji, likwidacji zerowej kwoty netto i obniżce podatków. Poniżej znajduje się opowieść o nieodpartej sile uderzającej w nieruchome obiekty, która sprawia, że ​​era Liz Truss wygląda na dobrze zorganizowaną, z nieoczekiwaną rolą (bez spoilerów) starego wroga powracającego w nowej postaci.

Pierwszym aktem jego na wpół fikcyjnego Farage’a jest wycofanie się z europejskiej konwencji praw człowieka i zaprzestanie stosowania konwencji dotyczącej uchodźców z 1951 r., otwarcie drogi dla masowych deportacji, zniesienie zezwolenia na pobyt na czas nieokreślony i wysłanie kanonierek marynarki wojennej na kanał La Manche w celu zawracania małych łodzi. Stamtąd przechodzi do wojny z BBC. Wydarzenia rozwijają się w błyskawicznym tempie, a w narrację wpleciony jest bardziej suchy, oparty na faktach materiał na temat, powiedzmy, uprawnień, jakie musi posiadać parlament.

Choć główny nacisk położony jest raczej na walkę o władzę w Whitehall niż na ludzkie konsekwencje dla bezbronnych ludzi, w istocie jest to bajka moralna w tym sensie, że została skonstruowana w celu przekazania ostrzeżenia: przede wszystkim tego, że brytyjski system koncentruje zaskakującą ilość władzy w rękach premiera posiadającego większość i bez skrępowania w kwestii jej wykorzystania. Przyszły premier Farage mógłby legalnie przystąpić do wojny bez konsultacji z parlamentem, zwolnić urzędników państwowych, którzy go blokują, i potencjalnie dysponować szerokimi uprawnieniami nadzwyczajnymi, gdyby zdecydował się powołać na ustawę o nieprzewidzianych zdarzeniach cywilnych (na przykład w odpowiedzi na masowe protesty). Największe ograniczenie jego ambicji może nie wynikać z parlamentu ani z ulic, ale po prostu z logistyki lub tendencji do ideologicznych list życzeń zapisanych na odwrocie opakowań papierosów zapadających się w kontakcie z rzeczywistością.

Nie zdradzając zbyt wiele, linie podziału, które identyfikuje w ramach Reformy – w tym ryzyko infiltracji przez ekstremistów, reprezentowanych tutaj przez ściśle wyimaginowaną postać, która mimo wszystko bardzo przypomina mi prawdziwą osobę unoszącą się gdzieś na jej obrzeżach – są wystarczająco realistyczne. Jako „thriller non-fiction” jest przekonujący. Analizując reformę u władzy, obawiam się jedynie, że Chappell może być zbyt optymistyczny co do szybkości, z jaką wszystko się rozpadnie. Miejmy nadzieję, że będzie lepszym prognostą ode mnie.

Książka „Co jeśli reforma wygra: scenariusz” Petera Chappella została opublikowana przez Bloomsbury (16,99 GBP). Aby wesprzeć Guardiana, zamów swój egzemplarz na stronie Guardianbookshop.com. Mogą obowiązywać opłaty za dostawę.