„Po urodzeniu syna byłam inną osobą”
Lana Jones, położna, była główna tancerka Australian Ballet
Uwielbiałam zabierać publiczność w baletową podróż, wypychając swoje ciało do granic możliwości. Ale wiedziałam, że nie mogę tańczyć wiecznie. Po urodzeniu syna wróciłam jako inna osoba. Chociaż mogłam dodać do mojej pracy piękną wrażliwość, poczułam ogromny ucisk w sercu, tęsknota za nim, gdy był mały.
Jeszcze przed ukończeniem baletu wiedziałam, że chcę zostać położną i robić coś, co w ogóle nie będzie o mnie. Mój ostatni występ miał miejsce w 2018 roku w Kopciuszku; Byłem szczęśliwy, że skończyłem, ale to, że opuściłem tę scenę, było dużą częścią mnie. Mimo to nie mogłam się doczekać bycia mamą na pełen etat – bycia po prostu Laną i próbowania odnaleźć siebie, bez tej baletowej tożsamości.
W kolejnych miesiącach zdecydowanie tęskniłem za moją społecznością. Po prostu odcięto Cię od całej sieci. I masz lekki paraliż decyzyjny, bo całe Twoje życie zostało zaplanowane dla Ciebie w tańcu. Rok po przejściu na emeryturę zapisałam się na kurs położnictwa w szkole medycznej. Rozpoczęcie studiów w wieku 30 lat było zupełnie nową zabawą. Na moim pierwszym wykładzie wszyscy siedzieli na laptopach, a ja mam ze sobą książkę i długopis, wszystko zapisuję i wariuję.
Kiedy teraz w mojej pracy widzę kobietę rodzącą i bardzo cierpiącą, patrzącą na mnie z całym tym strachem, jeśli mogę sprawić, że poczuje się bezpiecznie, a nawet po prostu mnie wysłucha i będzie obecna na sali, to jest naprawdę wspaniale. To była najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Deborah Bull w Jeziorze łabędzim w Royal Opera House w Londynie, 1995. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian „Praca w roli rówieśnika przypomina występ”
Baronowa Deborah Bull, par, była główna tancerka Royal Ballet
Balet był marzeniem dzieciństwa, realizowanym do wieku średniego, szczerze mówiąc. Dlatego pomysł poddania się był dla mnie bardzo trudny. Byłem w tym trochę jak Piotruś Pan. Po prostu myślałam, że jutro nigdy nie nadejdzie. Trudno sobie wyobrazić, że znajdziesz coś innego, co zadowoli Cię w ten sam sposób. Jest też obawa: jeśli zaczniesz mówić o emeryturze, inni ludzie – w rękach których spoczywa Twoja kariera – też mogą zacząć o tym mówić.
Miałem doświadczenie z dwiema kontuzjami kostki w różnym czasie. Kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy, był to rodzaj straty, poczucie „kim jestem, jeśli nie tańczę?” Ale gdy byłam główną tancerką, zaczęłam także pisać książki i prowadzić programy telewizyjne. Kiedy więc po raz drugi doznałem kontuzji kostki, uznałem to za okazję do zajęcia się innymi sprawami. Po części uświadomiłem sobie, że być może kariera zbliża się do naturalnego końca.
W 2018 roku zostałem wybrany na dożywotniego członka Izby Lordów. Jest w tym coś bardzo podobnego do występu. Dużo pracujesz poza izbą, dużo przygotowujesz, badasz różne rzeczy, testujesz swoje pomysły. Następnie wchodzi się do sali i, szczególnie podczas debaty, stoi się i występuje. W sposobie, w jaki ludzie poruszają się po sali, widać także poczucie dziedzictwa, konwencji i performatywności.
To, czego mi brakuje w balecie, to artykulacja fizyczna. Nie mogę poruszać ciałem w ten sam sposób, w jaki mógłbym, z tym uczuciem niezwykłej płynności. To tak, jakby moje ciało miało kiedyś 10 000 słów, a teraz czuję, że mam ich tylko 1500.
Sarah Dolník występująca z Czeskim Baletem Narodowym. Foto: Youn Sik Kim/Czeski Balet Narodowy „Dzień po moim ostatnim występie ściąłem włosy”
Sarah Dolník, pracownica socjalna, była tancerka (jako Sarah Schaefer) w Czeskim Balecie Narodowym
Po raz pierwszy pomyślałem o przejściu na emeryturę podczas blokady Covid w 2020 roku. Uświadomiło mi to, jak ryzykowny jest ten zawód. Kiedy rząd zamknął teatry, poczułem, że można mnie zastąpić. Zaczęłam studiować pracę socjalną i pedagogikę społeczną na uczelni internetowej. Chciałem nauczyć się czegoś bardziej stabilnego.
Podczas studiów tańczyłam jeszcze przez trzy i pół roku. To było trochę wyczerpujące. To nic, co powiedziałbym przed mistrzami baletu lub moim reżyserem. To było bardzo tajne. Myślę, że większość artystów wierzy, że nie można mieć dwóch pasji jednocześnie.
Ostatnie trzy miesiące mojej kariery baletowej były szalone. Pracę licencjacką musiałam napisać jeszcze podczas występów w Jeziorze Łabędzim. Miałem więc występ, w przerwach pisałem pracę dyplomową, a wieczorem występowałem ponownie. Im bardziej dojrzałem jako tancerz, tym bardziej miałem inne spojrzenie na pewne sprawy. Zwłaszcza zdrowie. W trakcie mojej kariery baletowej nigdy tak naprawdę nie byłam zdrowa. Bardzo szczupły, bardzo zestresowany.
Dlatego zdecydowałam się rzucić balet przed 30-tką, to był mój punkt odcięcia. Chciałem rodziny i nowej kariery. Odszedłem w wieku 27 lat. Dzień po moim ostatnim koncercie ściąłem wszystkie włosy. To po prostu coś, czego wcześniej nie mogłem zrobić. Balet wywiera duży nacisk na wizerunek ciała. Jako tancerka jesteś bardzo świadoma tego, co jesz, trenujesz cały dzień. Twoją wartością jest to, jak wygląda Twoje ciało i jak się prezentujesz. Będąc w ciąży, po raz pierwszy mogłam zaakceptować swój wygląd trochę inny.
Napisałem CV, przejrzałem i pomyślałem: Co tu umieścić? Nikogo nie będzie obchodziło, że tańczyłam jako wróżka w „Śpiącej królewnie”! Obecnie jestem nauczycielką w przedszkolu i skupiam się na takich aspektach pracy socjalnej, jak profilaktyka i ochrona. W zespole baletowym opinia tancerza nie jest ważna. Ale teraz naprawdę lubię brać udział w dyskusjach na temat podejmowania decyzji.
Federico Bonelli w „Opowieści zimowej” w Operze Królewskiej. Zdjęcie: Tristram Kenton/Royal Opera House „Wiedziałem, że chcę pozostać w sztukach performatywnych”
Federico Bonelli, dyrektor artystyczny Northern Ballet, były główny tancerz Royal Ballet
W wieku 14 lat poszłam do zawodowej szkoły baletowej. W wieku 18 lat dołączyłem do Zurich Ballet – zarabiałem i mieszkałem samotnie za granicą. Było fajnie. Byłam tam przez trzy lata, a potem przeniosłam się do Holenderskiego Baletu Narodowego. A potem w 2003 roku dołączyłem do Royal Ballet w Londynie.
Tańczyłem tam 19 sezonów. Nawet teraz jest to mój artystyczny dom. To tam najbardziej dorastałam i dojrzewałam jako tancerka. Zacząłem myśleć o przejściu na emeryturę po trzydziestce. Wiedziałam, że chcę pozostać w sztukach performatywnych, więc pytanie brzmiało, jak chcę zostać. Miałem 43 lata, kiedy przestałem tańczyć. Wiele osób zatrzymuje się nieco wcześniej, niektórzy idą znacznie dłużej. Ale byłem bardzo wdzięczny za moją karierę. Przerwałam, bo starałam się o stanowisko dyrektora artystycznego Northern Ballet i dostałam tę pracę.
Ludzie tak naprawdę nie odchodzą od tańca i zajmą się czymś innym w świecie baletu bez pewnego przygotowania. I zrobiłem wszystko, co mogłem. Organizacja charytatywna Dancers Career Development przyznała mi pewne stypendia na niezależną naukę. Doprowadziło to do stypendium Clore, trwającego około roku studiów.
Bycie performerem nie było jedyną rzeczą, którą kochałem. Bardzo kocham środowisko teatralne, stwarzające warunki, w których ludzie mogą dać z siebie wszystko, wyrazić swój talent, kreatywność związaną z tworzeniem nowych spektakli. Kiedy przyszedłem do Northern Ballet, w dużej mierze częścią mojego występu było wprowadzenie na scenę różnorodności głosów. Naprawdę wierzę w moc baletu, który może zmienić życie – także ludzi, którzy być może nie uważają, że balet jest dla nich.
Maria Seletskaja wystąpiła na gali baletowej w 2010 roku. Fot. Harri Rospu/Estonian National Opera „Myśl o dyrygowaniu wydawała się lekkomyślna”
Maria Seletskaja, dyrygentka, była dyrektor Estońskiego Baletu Narodowego
Kiedy dołączyłem do Baletu Estońskiego, ktoś z orkiestry Opery Narodowej zaproponował mi, abym rozważył możliwość zostania dyrygentem baletu. Odpowiedziałem: „Absolutnie nie”. Konduktor był jak bóg. Jest tak daleko w górze. Nie sprzeciwiasz się, nie odzywasz się. Mówisz tylko: „Tak, maestro” i tańczysz w rytm muzyki.
Kiedy przeprowadziłem się do Berlińskiej Opery Narodowej, główne studio baletowe znajdowało się obok studia orkiestry. Gdy tylko miałam wolną chwilę, zaglądałam do środka. Muzyka po prostu mnie wciągała.
Dyrygowanie wydawało się możliwe, ale wciąż było lekkomyślną myślą. Nikt tak naprawdę nie został dyrygentem z wykształceniem tanecznym. Musiałem się utrzymać – nie mogłem tak po prostu wyjechać i pójść do akademii muzycznej. Kiedy uderzył Covid, nagle miałem wolny czas i zapisałem się na program profesjonalnej dyrygentury.
Jako dyrygent wiem, czego potrzebują tancerze: chodzi o mikrosekundy. Wszystko jest naprawdę wyliczone. Jeśli tempo jest nieco za szybkie lub za wolne, grawitacja zaczyna działać na szkodę tancerza. Próbuję więc im sprostać, podczas gdy moi muzycy również mają pewne potrzeby techniczne. Chodzi o to, żeby je wszystkie zrównoważyć.
Głęboko wierzę, że każdy tancerz, który przepracował w firmie przynajmniej pięć lat, odniesie sukces w każdym zawodzie. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy nauczeni bez wątpienia być posłuszni i akceptować krytykę. Pracujemy jak szaleni. Jesteśmy przeszkoleni, aby wycinać wszystko, co niepotrzebne, skupiać się i utrzymywać to przez lata. Jeśli więc jakikolwiek tancerz znajdzie swoje drugie powołanie, nie ma wątpliwości, że będzie w nim doskonały.
„Tancerze są jak gąbki”… Kay Tien. Foto: Armando Rafael’Tancerz umiera dwa razy? Widzę to raczej jako odrodzenie”
Kay Tien, była tancerka, założycielka firmy doradztwa zawodowego Pivot Pointe
Moja kariera taneczna zakończyła się, zanim w ogóle się zaczęła. Na ostatnim roku treningu doznałem kontuzji z powodu zapalenia ścięgna Achillesa – czego nigdy nie myślisz, że ci się przydarzy. Wciąż miałem kontrakt z Bawarskim Baletem Państwowym, ale go odrzuciłem. Byłem po prostu niezadowolony: kontuzja zmienia człowieka. Czujesz, że jesteś na szczycie, a potem to po prostu spada. Dwa tygodnie po ukończeniu studiów rozpocząłem pracę w agencji projektowej w Monachium. Po prostu wziąłem ten baletowy ogień i skierowałem go gdzie indziej. Zacząłem zajmować się PR, a następnie zbudowałem karierę w marketingu i strategii.
Często słyszy się cytat Marthy Graham: „Tancerz umiera dwa razy”. Przejście na emeryturę jest swego rodzaju śmiercią, ponieważ jest rozstaniem z tą tożsamością. Ale postrzegam to raczej jako odrodzenie. Naprawdę chciałem, aby zmiana kariery była dla tej osoby bardziej zabawą, bardziej eksploracją. Założyłem więc firmę konsultingową Pivot Pointe, która prowadzi program zmiany kariery dla tancerzy.
Jest wiele powodów, dla których tancerz może przejść na emeryturę. Ze względu na wiek, kontuzję lub cofnięcie wyboru kontrakt nie zostanie przedłużony. Nowy dyrektor może pojawić się z wizją, która niekoniecznie odpowiada temu, co przedstawiasz firmie. I oczywiście jest wolny wybór.
Historycznie rzecz biorąc, emerytura jest jak ciemna chmura. Wzbudza wiele strachu. Po pierwsze, jesteś mocno indeksowany w jednym obszarze. Kiedy tancerze przechodzą na emeryturę, zwykle ma to miejsce po dwudziestce lub na początku trzydziestki. Inni poszli już na uniwersytet lub mogli przejść z poziomu podstawowego na wyższe stanowisko. Próbujesz więc dogonić innych.
Jest też problem tożsamości. Ponieważ twoje ciało jest twoim instrumentem, naprawdę musisz żyć i oddychać swoim rzemiosłem. A kiedy opuścisz tę strukturę, to plemię, wszyscy ludzie, którzy chodzili z tobą do szkoły, tańczyli z tobą, rozumieli cię – to może uczynić cię bardzo bezbronnym.
Kiedy rozmawiałem z pracodawcami i menedżerami ds. rekrutacji, postrzegają tancerzy jako ogromny atut: ich etykę pracy, dyscyplinę, punktualność i pracę zespołową. Tancerze są jak gąbki: chłoną wszystko, co zobaczą, szybko się uczą. Po prostu nie zawsze istniał sposób, w jaki mogli przekazać te umiejętności światu zewnętrznemu.