Pod koniec lipca Ipswich i Middlesbrough osiągnęły porozumienie. Jeśli pomocnik Boro, Hayden Hackney, zgodzi się na osobiste warunki, będzie mógł dołączyć do świeżo zdegradowanego i zasypanego funduszami klubu z Suffolk za rekordową kwotę mistrzowską wynoszącą około 20 milionów funtów. Kieran McKenna wiedział, że jeśli jego cel się zgodzi, zdobędzie najlepszego intryganta w dywizji; zawodnikiem, który może zrobić różnicę w 46 meczach. Być może, mając na uwadze zainteresowanie Premier League, Hackney wysłuchał Ipswich, ale odrzucił transfer. Skończyło się na pozostaniu na Teesside i prowadzeniu często ekscytującej pogoni za awansem.
Szanse na obopólnie korzystny wynik podczas niedzielnego spotkania obu stron na Portman Road są niewielkie. Hackney opuścił ostatnie cztery mecze z powodu kontuzji łydki i nie jest jasne, czy będzie gotowy na mecz, który może mieć potencjalnie wstrząsy sejsmiczne. Boro, który przez większą część sezonu prowadził z Coventry, stracił swój talizman i spadł na piąte miejsce. Ich gospodarze, wolno startujący, ale od września groźnie konsekwentni, zajmują drugie miejsce i rozegrali o jeden mecz mniej. Różnica bramek również działa na korzyść Ipswich, a równanie jest proste: Boro musi stać się jedną z niewielu drużyn przyjezdnych, które wygrają w Suffolk, jeśli mają zachować realistyczną nadzieję na automatyczny awans.
Jednak presja będzie odczuwalna w całym wypełnionym oczekiwaniami domu Ipswich. We wtorkowy wieczór podopieczni McKenny, mając nadzieję na skorzystanie z dwukrotnie przełożonego meczu z Portsmouth, przegrali 2:0 z rywalami, wzmocnionymi szokującym zwycięstwem nad Boro trzy dni wcześniej. Ipswich przystąpiło do tego meczu po zwycięstwie nad zaciekłym rywalem Norwich po raz pierwszy od 20 lat; oznaczało to, że 10 punktów w ostatnich sześciu meczach zapewniłoby im powrót do elity, ale brak występu na południowym wybrzeżu dał nadzieję drużynie z dołu.
To był ciekawy sezon dla Ipswich, nawet zanim weźmie się pod uwagę zamieszanie wokół wizyty Nigela Farage’a, które w zeszłym miesiącu groziło wykolejeniem drużyny. W latach 2023 i 2024 szturmem osiągnęli oszałamiające kolejne awanse, a następnie po cichu opuścili najwyższą klasę rozgrywkową, ale ich próbie powrotu do Premier League nigdy nie towarzyszyło takie samo poczucie dreszczyku emocji i porzucenia. W dzisiejszych czasach biznes zastępuje przyjemność, gdy jesteś faworytem do powrotu.
Dla wielu fanów była to trudna zmiana do oszacowania i rozległy się pomruki frustracji, że zamiast zmieść wszystko przed sobą, raczej po cichu tykali. Tylko czterech lub pięciu z mocno ze sobą związanych, uwielbianych jednostek, które dwa lata temu zakończyły rozgrywki z 96 punktami, nadal gra regularnie w drużynie. Obecne potomstwo nie jest bandą nieoczekiwanych bohaterów: ich złożenie kosztuje około 100 milionów funtów, a cierpliwość wobec ich aberracji, rażących, gdy występują, ale prawie nieregularnych, została ograniczona.
Zamyślony Kieran McKenna po niespodziewanej porażce Ipswich z Portsmouth. Jego celem jest poprowadzenie Ipswich prosto z powrotem do Premier League. Zdjęcie: James Marsh/Shutterstock
Wierni przynajmniej nauczyli się cieszyć Jacka Clarke’a, króla strzelców z 14 golami, który powrócił do poziomu bliskiego szczytom osiągniętym w Sunderland; mają także zdolnego do spektakularnego zawodnika, jakim jest Jaden Philogene, który z pewnością pobiłby wynik Clarke’a bez dwóch miesięcy przerwy spowodowanej kontuzją kolana. Holenderski pomocnik Azor Matusiwa zapewniał im dobrą passę przez cały sezon i choć nie był chwalony poza Ipswich, nie miał sobie równych w lidze. Jeśli wszyscy będą na tyle świezi, aby zaprezentować swoją najlepszą formę w absurdalnym ostatnim meczu składającym się z pięciu meczów w 13 dni, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Ipswich przekroczy linię mety.
Jednak w Championship niewiele jest takie, jakim się wydaje. „Wszyscy nas nakręcali, mówiąc, że powinniśmy być tu czy tam” – powiedziała w zeszłym tygodniu kapitan Ipswich, Dara O’Shea. „Liga tak nie działa.” Wystarczy zapytać Southampton, który przegrał z Ipswich i szybko stracił przytomność podczas skazanej na porażkę pięciomiesięcznej kadencji Willa Stilla. Wydawali się przegraną, ale obecnie stanowią formę zespołu pod wodzą Tondy Eckert, która przejęła dawne obowiązki McKenny jako najgorętszego młodego trenera w lidze. Saints nie przegrali od 17 stycznia i z opóźnieniem wkroczyli do szalonej rywalizacji na szczycie, zmniejszając przewagę do Ipswich do zaledwie trzech punktów. Choć Ipswich ma do rozegrania dodatkowy mecz, mecz obu drużyn na stadionie St Mary’s zaplanowany na 28 kwietnia – trzy dni po półfinale Pucharu Anglii gospodarzy z Manchesterem City – nagle wygląda kusząco.
Gdy Coventry praktycznie przekroczyło linię mety, połączył się w czterozespołowy sprint o pozostałe miejsce, a trzeci w tabeli zespół Millwall wciąż plasuje się na pozycji lidera z donośnym okrzykiem pomimo wahań, gdy wydawało się, że przez chwilę utrzymywał inicjatywę. Żaden z nich nie jest odporny na implozje, co Ipswich dobitnie pokazało we Fratton Park. Chęć mistrzostwa do późnego chaosu nigdy nie pozostaje niezaspokojona, nawet jeśli logika, budżety i głębokość składu powinny zapewniać inaczej.
Być może Ipswich, które u siebie jest prawie nie do pokonania, odbije się od Boro i sprawi, że nagroda będzie widoczna. A może ich goście, z Hackneyem lub bez, pomogą sobie i innym kolejnym ostrym zwrotem akcji i dodatkowo uzasadnią swoją decyzję o pozostaniu. Saints i Millwall mogą oglądać zwycięskie sobotnie spotkania przeciwko Swansea i QPR. „Wiemy, że wszystko jest w naszych rękach, rozumiemy to” – powiedział O’Shea. Pewność uścisku Ipswich stanie się jasna już wkrótce.