Strona główna Sport Fernando Mendoza: wariat z LinkedIn, ujmujący głupek i symbol przyszłości NFL |...

Fernando Mendoza: wariat z LinkedIn, ujmujący głupek i symbol przyszłości NFL | NFL

6
0


Odkąd NCAA zmieniła swoje zasady w 2021 r., aby umożliwić studentom-sportowcom czerpanie korzyści z ich nazwiska, wizerunku i podobieństwa, instytucjonalne pieniądze krążą w futbolu uniwersyteckim, desperacko szukając sposobu na przekształcenie najlepszych programów w maszyny do zarabiania pieniędzy. Jak dotąd napady te odniosły ograniczony sukces.

Być może sępy private equity i venture capital podeszły do ​​spraw w niewłaściwy sposób. Zamiast budować w pełni finansowaną i przyjazną biznesowi ligę futbolu uniwersyteckiego, dlaczego nie zacząć od zawodników? Kiedy w czwartkowy wieczór Fernando Mendoza wyłoni się, co niemal na pewno się stanie, jako numer 1 w drafcie do NFL, jego koronacja nie tylko zwieńczy niezwykłą osobistą historię, ale także zaznaczy dominację konkretnej koncepcji współczesnego piłkarza. Historia Mendozy jest niezwykła. W 2022 r. uznany portal rekrutacyjny 247Sports umieścił go na 140. miejscu wśród kandydatów na najlepszego rozgrywającego w uznanej witrynie rekrutacyjnej uczelni 247Sports. Podczas ubiegania się o przyjęcie do college’u piął się po szczeblach kariery w drużynie California Golden Bears, zdobywając zarówno paski jako początkowy rozgrywający, jak i tytuł licencjata w dziedzinie biznesu w ciągu trzech lat. W zeszłym roku przeniósł się do Indiany, zdobywając Heisman Trophy, prowadząc drużynę Hoosiers do niepokonanego sezonu i mistrzostwa kraju. Jego awans jest hołdem złożonym poświęceniu, ciężkiej pracy, hartowi ducha i determinacji – wszystkim cechom, których franczyzy NFL szukają, przeszukując uczelnie w poszukiwaniu potencjalnych kandydatów.

Jednak Mendoza nie tylko ucieleśnia te cechy – on także je artykułuje z płynnością i pewnością siebie, które zwykle kojarzą się z osobami prowadzącymi NFL, a nie grającymi w nią. Podczas gdy większość piłkarzy z college’u i zawodowych piłkarzy korzysta z Instagrama i TikToka, publikując filmy i błaznując w celach promocyjnych, Mendoza utrzymuje tylko jedno konto w mediach społecznościowych: LinkedIn. Na portalu społecznościowym – jednej z zaledwie dwóch aplikacji, które Mendoza twierdzi, że ma na swoim telefonie (drugą jest YouTube), rozgrywający wygląda praktycznie nie do odróżnienia od założycieli, maniaków sztucznej inteligencji, nudystów zajmujących się sprzedażą i naciągaczy na produktywność, którzy zapełniają kanał przeciętnego użytkownika. Na jego stronie profilowej profesjonalne zdjęcie głowy – elegancki garnitur, uczesane włosy, stanowczy wzrok i otwarty uśmiech – nadaje mu wygląd ambitnego młodego agenta nieruchomości; zdjęcie jest otoczone banerem z hashtagiem informującym, że Mendoza jest #opentowork. Jeśli mówisz o jakimkolwiek innym 22-latku, który przygotowuje się do zarobienia dziesiątek milionów jako zawodowy sportowiec, możesz wziąć to za jakiś żart, ale kiedy przewijasz w dół, zdajesz sobie sprawę, że ta autoprezentacja jest całkowicie poważna. Ojciec Mendozy, pediatra z Miami, stwierdził, że LinkedIn jego syna istnieje „naprawdę”.

Mendoza to „lider zorientowany na procesy i szczegóły”, pisze, którego doświadczenie jako rozgrywającego pokazuje umiejętności „przywództwa, zarządzania czasem i komunikacji”, a którego „pasjonuje” „wykorzystywanie” swojego „doświadczenia w biznesie, nieruchomościach i finansach do budowania kariery łączącej myślenie strategiczne, pracę zespołową i wpływ na społeczność”. Ten młody człowiek nie tylko wygląda, jakby był gotowy na apartament korporacyjny, ale brzmi, jakby już w nim był. Mendoza jest debiutantem NFL, jak można przeczytać na plakatach na LinkedIn, a wszystko w jego zachowaniu zapowiada nadchodzący świat, w którym rywalizacja na boisku i strategia poza boiskiem, piłka nożna i pieniądze, atletyzm i inwestycje – zarówno w futbolu zawodowym, jak i uniwersyteckim – zlewają się ze sobą.

Znani gracze zwykle potrzebują trochę czasu, aby przyzwyczaić się do emerytury, a przejście od bohatera na boisku do analityka poza boiskiem, biznesmena, aktora lub mówcy motywacyjnego nie zawsze przychodzi naturalnie – wystarczy spojrzeć na Toma Brady’ego, który obecnie jako ekspert zarabia sowicie pieniądze i przeznaczył poważne pieniądze na różne przedsięwzięcia sportowe, ale nadal wygląda jak letni stażysta sprawdzający dźwięk za każdym razem, gdy dostaje mikrofon i jest zmuszony mówić do kamery. Mendoza nie wykazuje żadnej niezręczności, jakiej można się spodziewać po absolwentie przygotowującym się do swojej pierwszej pracy – w każdym razie jest zbyt sprzedawczy, zbyt pewny siebie, zbyt chętny, by wycisnąć wybrany sport dla melasy „chwili, które można uczyć”.

To nauczanie nabiera nieco większego sensu, gdy weźmie się pod uwagę znaczenie, jakie religia odgrywa w jego życiu. Praktycznie wszystkie publiczne wystąpienia Mendozy, począwszy od jego pierwszej reakcji na zdobycie przez Hoosiers tytułu mistrza kraju, aż po przemówienie z okazji przyjęcia trofeum Heismana, zaczynały się od podziękowania Bogu, często w okresie dojrzewania, co przypominało mu, że jest to mężczyzna wciąż wybudzający się z drżenia okresu dojrzewania. Jednym z jego pierwszych działań po zdobyciu Heismana było zaniesienie trofeum księżom ze swojej uczelni w geście podziękowania za ich przewodnictwo i wsparcie. („Jestem katolikiem” – wyjaśnił Mendoza). Lubi cytować stoików i stwierdził, że wierzy w moc opóźnionej gratyfikacji, ale nawet w chwilach niekontrolowanej radości jego słowa niosą ze sobą kościelną, umiarkowaną obsadę w stylu Neda Flandersa: „Hoosiers to przewrotni mistrzowie, chodźmy!” – wykrzyknął w styczniu, po tym jak poprowadził Indianę do tytułu mistrza kraju.

Zorientowany na karierę młynarz, dla którego najważniejsza jest wiara, rodzina i piłka nożna: to typ postaci, którą NFL uwielbia i wokół której mogłaby w przekonujący sposób budować swoją przyszłość. A jednak zawsze jest w nim surowość, prawdziwe uczucie: nie jest niczym niezwykłym, że Mendoza pojawia się na skraju łez, przeżywając piłkarskie wzloty i piszcząc podczas pobocznych wywiadów. Wszystko to stanowi część dziwnego uroku tego mężczyzny: przenosi na boisko spokój menedżerski i wulkaniczne emocje. Właśnie wtedy, gdy myślisz, że go przyszpiliłeś, Mendoza rzuca jakąś świeżą werbalną dziwactwem lub tikiem wokalnym, żeby było ciekawiej; zawsze robi tylko tyle, aby uniknąć karykatury.

Jeśli Mendoza podchodzi do futbolu jak ambitny absolwent college’u wspinający się po drabinie korporacyjnej, to być może dzieje się tak dlatego, że – podobnie jak jego idol Brady, którego początki w zawodowej piłce nożnej były słynące z niepomyślnych – musiał się sporo napracować, aby dostać się na sam szczyt. Osiągnięcie szczytu futbolu uniwersyteckiego po zajęciu 2149. miejsca w klasie w szkole średniej wymaga prawdziwego charakteru, co jest zgodne z osobowością, którą okazywał od samego początku w sporcie: jako dziecko początkowo był postrzegany jako rozgrywający czwartego wyboru w piłce nożnej w parku, ale jak niedawno napisała jego matka, Mendoza pozostał niezrażony, ciężko pracował i w końcu dostał szansę, aby zabłysnąć jako rozgrywający swojej drużyny. To poczucie cierpliwości jest być może cechą definiującą zawodnika, którym się stał – cechą, którą widać najbardziej spektakularnie po spokojnej pewności, jaką zapewnia jego idealnie wyważone podanie, które w listopadzie ubiegłego roku zapewniło mu dramatyczne, zwycięskie przyłożenie przeciwko Penn State.

Przy wzroście 6 stóp 5 cali i 230 funtów Mendoza może pochwalić się imponującą prezencją fizyczną, ale nie ma spektakularnego zasięgu podań ani ręki rakietowej, nie jest też specjalnie intrygantem: najczęstszym ciosem, jaki go spotyka jako zawodnika, jest to, że jest rozgrywającym w klasycznym stylu, który potrzebuje dobrych biegaczy wokół siebie, aby trafiać podania, a nie geniusza orkiestry posługującego się magią z piłką. Posiada jednak najbardziej mistyczne i pożądane cechy na boisku – wysoki piłkarski IQ – a także pewność, że decyduje o zwycięstwie w sprzęgle. Najważniejszym momentem jego pobytu w Cal był przebiegnięcie 98 jardów w czwartej kwarcie w 2024 r., aby pokonać największego rywala Stanforda, i chociaż sam przejazd był spektakularny i niósł ze sobą całą wytrwałość i nieprzejednaność, które definiują karierę Mendozy, tak naprawdę zapadł w pamięć z powodu emocjonalnego wywiadu, którego udzielił po meczu, w którym – co nie jest niespodzianką – po raz pierwszy oddał „całą chwałę Bogu” za to, czego właśnie dokonał jego zespół. Zapytany, co zapamięta z tego dnia, Mendoza odpowiedział: „Zapamiętam przejście z moimi chłopcami 300 metrów” – zdanie, które od tego czasu stało się częścią legendy Złotych Niedźwiedzi.

Mendoza bardziej niż cokolwiek innego, co robi z piłką w ręku, to umiejętność upamiętniania, kadrowania i pakowania chwil na boisku, co wyróżnia Mendozę na tle jego rówieśników. W sporcie, który w coraz większym stopniu staje się biznesem, Mendoza jest już mistrzem wszystkiego, co wiąże się z wydarzeniami na boisku: treści, analiz, marketingu. Profesjonalna piłka nożna stanowi nowatorskie wyzwanie w historii Fernando: będzie to pierwszy prawdziwy rozdział w jego karierze, w którym będzie on postrzegany jako kolejna wielka rzecz, a nie zwykły pretendent do udowodnienia światu, że się myli. Czy uda mu się sprostać presji oczekiwań? Niezależnie od losu Mendozy, zawodowego piłkarza, Mendozy, gaduły, plakatu na LinkedIn, nadmiernego emocjonowania się, będzie można go oglądać w nadchodzących latach.