Strona główna Sport Real Sociedad ma piekielnego kaca, ale nadal nie może przyćmić radości z...

Real Sociedad ma piekielnego kaca, ale nadal nie może przyćmić radości z pucharowej chwały | Real Sociedad

5
0


Wyobraź sobie, że wygrywasz Copa del Rey. To czwarty raz w historii i największa eksplozja radości od 40 lat, może więcej, a może kiedykolwiek. Potrzebuje 120 wyczerpujących minut i rozdzierających nerwy rzutów karnych, więc jest już prawie północ w sobotę, kiedy Pablo Marín – chłopiec od podawania piłek, który ostatni raz dotarł do finału – prowadzi Cię przez linię mety i po drugiej w nocy w niedzielę przed opuszczeniem stadionu. Wracasz do hotelu o 2:39, dyskoteka urządzona jest na drugim piętrze. Taksówki przyjeżdżają o 4:45, uroczystości odbywają się gdzie indziej, a autobus czeka na odjazd o 10:15, a imprezujący goście w NH Collection już się zebrali. Albo po prostu w ogóle nie spadać.

W drodze na lotnisko ktoś dowiaduje się, że jedno z Was nie dotarło, pośpiesznie wezwano inną taksówkę. Lecisz 1000 km na północ, opróżniasz wózek z napojami, lądujesz około drugiej, przenosisz trofeum przez pas startowy w Hondarribia i robisz to od nowa. Piosenka, która towarzyszyła Ci w najradośniejszej podróży, ścieżka dźwiękowa do najlepszych dni w Twoim życiu zapożyczona od Bad Bunny, żąda kawy rano, rumu wieczorem i tak się dzieje, choć menadżer woli gin z tonikiem i przyznaje, że „może było jeszcze jedno lub dwa piwa ekstra”. Na Zubiecie czeka tłum – nie tyle poligon, co koncepcja – aby powitać Cię w domu, a to nic w porównaniu z tym, co czeka za nimi.

Więcej piw, kolejny autobus. Zza ciemnych okularów, osłonięty od blasku, wspinasz się na pokład o szóstej wieczorem następnego dnia na górny pokład i wokół Donosti: od Anoety, w rytm muzyki Daddy Yankee’s Limbo, wzdłuż Avenida Madrid i obok Plaza Pio XII, Calle Urbieta, Avenida Libertad i Boulevard do Alderdi Eder i ratusza, ludzi na trasie i na światłach, wystarczy dowolne miejsce. Jest tam ponad 100 000 ludzi; miasto liczy 190 000 mieszkańców i nigdy nie widziało takiej uroczystości. Na balkon, w stronę piosenek. „To najlepszy dzień w moim życiu i będziemy się cholernie świetnie bawić” – mówi Take Kubo, wypowiadając się w imieniu wszystkich, więc tak też robisz.

Kibice wiwatują, gdy piłkarze i pracownicy Realu Sociedad świętują na pokładzie autobusu z otwartym dachem podczas parady w San Sebastián. Zdjęcie: Javier Etxezarreta/EPA

Nic innego nie może się z tym równać, nic innego się nie liczy. I tak dalej, ludzi do zobaczenia, ludzi do przytulenia. Nawet media też mają historie do opowiedzenia. Zanim Carlos Soler i Marín zostają powitani w audycji radiowej nadawanej z hotelu Londres na skraju najpiękniejszej zatoki, jaka istnieje, znów jest prawie północ, więc cud, że mogą w ogóle wejść, nie mówiąc już o wyjściu. Proszę nie trzymać ich długo, mówi rzecznik prasowy: rano wrócą do pracy. Ale tak, życzę powodzenia. W końcu wpadasz na sesję, bez której naprawdę możesz się obejść, na szczęście przesuniętą na wtorek w południe, wciąż w lekkim stanie. I wtedy ktoś mówi: chłopaki, jutro mamy mecz.

To Getafe.

Getafe to piekielny kac, zespół, od którego boli głowa, nawet jeśli nie pijesz. Karykaturalny bardziej niż jakikolwiek inny zespół, zamieniony w mema, będący ofiarą wielu ofiar, lamentujący jak nikt inny, niektóre z nich są niesprawiedliwe – a to, co robią, jest absolutnie niezwykłe, zajmując na litość boską szóste miejsce – ale część z tego też jest prawdą. Zbudowane przez José Bordalása Getafe to zespół, który ma największe szanse na przerwanie meczu, a jego przeciwnicy, przeciwnicy, na których wszyscy czekają najmniej. To oni popełniają najwięcej fauli (i cierpią z tego powodu na drugim miejscu), mają najwięcej kartek, pojedynków powietrznych i długich piłek, a także drużyna, która najczęściej je wykonuje i najmniej je utrzymuje. Twardzi jak gwoździe, nie tu, żeby grać. To ostatnia drużyna, z którą chcesz się zmierzyć po trzydniowej fieście, coś w stylu, jak powiedział ze śmiertelną powagą Pellegrino Matarazzo w sobotni wieczór: „W środę gramy z Getafe”.

„To więcej niż gra, to obowiązek; kieł Bordalása migocze” – oświadczył El Diario Vasco. „Dentysta odwiedza Anoetę.” To nie było tak, że Real Sociedad też mógłby to wyrzucić do kosza, niezależnie od tego, jak bardzo miał na to ochotę i jak słusznie zakończyliby to stwierdzeniem. „Chcemy więcej” – nalegał menadżer. Kiedy Matarazzo przejął stery, la Realowi brakowało zaledwie dwóch punktów do spadku; Prezydent przyznał, że zapytał AI, czy jest w dobrej formie, a ta odpowiedziała, że ​​nie, ale w ciągu czterech miesięcy został pokonany tylko trzy razy, odkąd drużyny z drugiej, trzeciej i czwartej pozycji przystąpiły do ​​tej przeorganizowanej rundy spotkań w środku tygodnia jako zdobywcy pucharów i zaledwie cztery punkty straty do Betisu zajmującego piąte i (prawdopodobnie) ostatnie miejsce w Lidze Mistrzów na siedem meczów przed końcem. To była szansa, nawet jeśli moment i zespół, z którym się mierzyli, nie mogły być mniej dogodne, nikt nie był lepszy w przerywaniu imprezy.

„To wyzwanie” – powiedział Matarazzo we wtorek rano. „Tak, mieliśmy długi tydzień przygotowując się do finału. Zagraliśmy 120 minut. Mieliśmy jeden, dwa, trzy dni świętowania, ale ostatniej nocy chłopcy poszli spać o właściwej porze. Może wypiliśmy dodatkowe piwo lub dwa i wtedy też nastąpiło uwolnienie całego napięcia. Jestem jednak optymistą, że będziemy gotowi na mecz. Musimy być świadomi tego, jak gra Getafe: trzeba być gotowym do walki, aby grać w piłkę nożną. „

Getafe będzie Getafe. Przed rozpoczęciem meczu w środowy wieczór ustawili się w szeregu na linii środkowej boiska i wystawili wartę honorową Realu Sociedad, oklaskując ich, gdy przechodzili obok nich, niosąc puchar. po czym ustawili się na skraju własnego pola karnego, nie przepuścili już więcej i wygrali 1:0 – bez celnego strzału. „To jest piłka nożna, tatusiu”, jak lubi mawiać Bordalás.

Real Sociedad rozpoczynając grę z zaledwie trzema zawodnikami, którzy rozpoczęli sobotni finał, wygrał rzut karny, ale Brais Méndez trafił w słupek. Orri Oskarsson, gwiazda Café con Ron w wydaniu la Real, zmarnował wielką szansę. Jon Aramburu trafił w słupek. Ander Barrenetxea zobaczył, jak jeden strzał minął, a drugi odbił się od linii bramkowej. Natomiast Duje Ćaleta-Car nie dosięgnął piłki, zablokował metr od bramki; Oddał 13 strzałów, w tym cztery celne, ale jedyny wpadł, gdy Jon Gorrotxategi strzelił głową do własnej siatki.

Na koniec trochę się zaczęło: Juan Iglesias oskarżył Mikela Oyarzabala o zakrycie ust i powiedzenie czegoś o swojej żonie, zaś media Donosti potępiły gości jako „obrazę futbolu”, drużyny „oszustów”, uprawiającej zupełnie „inny sport”. W 2026 roku La Real została pokonana dopiero po raz czwarty i straciła piąte miejsce: teraz tracą siedem punktów i trzy miejsca, a na ziemię wrócili, jak to zwykle bywa, dzięki drużynie Bordalása.

Mikel Oyarzabal i Luis Milla starli się na boisku. Zdjęcie: klon Johna Manuela Serrano/Getty Images

Tylko… nie były, naprawdę. „W pierwszej połowie brakowało nam energii” – powiedział Matarazzo po meczu. Cóż, tak. Ale nie było żadnych skarg ani żalu i nie powinno ich być. Żadna gra nie może przyćmić czegoś pokoleniowego; jak to się mówi, nikt nie może im tego tańca odebrać. Nie tylko mama skrzydłowego Wesleya i Bixio Gorriz, zwycięzca Copa del Rey z 1987 r., salsując do białego rana, ale cała sprawa: puchar, w wyniku którego kontuzjowany obrońca Álvaro Odriozola, który nawet nie grał, powiedział, że nie zamieniłby się na „niczego w człowieczeństwie”, upierając się: „Nigdy nie chodził po wodzie, ale to musi być to uczucie; Teraz mogę umrzeć szczęśliwy”; puchar, który był dopiero czwartym w ich historii i wartym co najmniej dwa, w końcu rozegrany na oczach fanów, w przeciwieństwie do roku 2021, który Oyarzabal nazwał te „podwójne świętowanie”, co teraz przypomina im o tym, co wtedy przegapili; Puchar, który w środowy wieczór ponownie objął Anoetę, oklaskiwał na całym boisku po odejściu Getafe. Strata nie trwała długo, ale to, to trwało wiecznie.

Krótki przewodnikWyniki La LigaPokaż

Athletic 1:0 Osasuna, Majorka 1:1 Valencia, Real Madryt 2:1 Alavés, Girona 2:3 Betis, Elche 3:2 Atlético, Real Sociedad 0:1 Getafe, Barcelona 1:0 Celta. Czwartek: Levante – Sevilla, Rayo – Espanyol, Oviedo – Villarreal.

Dziękujemy za Twoją opinię.

Nic nie mogło temu przeszkodzić: niezwykłe ożywienie w tym sezonie i coś głębszego, co wydarzyło się poza nim, drugi puchar Realu Sociedad w ciągu pięciu lat, tak dobry rekord w ciągu ostatniej dekady, jak ktokolwiek poza Barceloną, oraz sukces zapewniony dzięki 10 zawodnikom – 10 – którzy przeszli przez akademię. Osiem z nich pochodzi z Gipuzkoa, najmniejszej prowincji Hiszpanii. Nic nie było w stanie odebrać tego Oyarzabalowi, kapitanowi, produktowi akademii i strzelcowi bramek we wszystkich sześciu finałach, w jakich kiedykolwiek brał udział; od Unai Marrero, rezerwowego bramkarza i kibica Realu, który stał się bohaterem tak samo, jak w 1/8 finału meczu z Osasuną; od Marína, którego Marrero pocałował w policzek i życzył powodzenia; od nich wszystkich. Z zadziwiającej podróży Matarazzo z New Jersey, w której odmówił zawrócenia, choć większość by to zrobiła: „ale w takim razie” – powiedział – „nie byłbym w finale Copa del Rey”.

I to, jak pokazały te ostatnie cztery dni, było wszystko. Uroczystości były momentem na dzielenie się, na życie: od Elustondo naśladującego świętowanie Imanola Alguacila z 2021 roku i przedstawiającego jeden po drugim swoich kolegów z drużyny, ciepło w każdym słowie, do amerykańskiego trenera o włoskich korzeniach i niemieckiej edukacji piłkarskiej, zwracającego się do nich po baskijsku. Każdy zawodnik, który grał od pierwszej rundy, został zaproszony na balkon, a Mikel Goti wracający do domu z Kordoby, gdzie jest teraz wypożyczony, aby do nich dołączyć, a przed nimi rozciągnęła się cała społeczność, która była kwintesencją tego, kim są. Słusznie było poczekać jeden dzień, aż fani też wrócą z Sewilli i dać odpocząć jak nigdy dotąd, niezależnie od tego, co czekało w środę. Wyobraź sobie, że wygrywasz Copa del Rey. Zapomnij o celach, zadaniach, zawsze chodzi o takie momenty. „To historia, którą stworzyliśmy” – powiedział Matarazzo.