Strona główna Sport Po drugie, Arsenal, Spurs w obliczu spadku: czy na ulicach północnego Londynu...

Po drugie, Arsenal, Spurs w obliczu spadku: czy na ulicach północnego Londynu naprawdę panuje panika? | Pierwsza liga

8
0


Zadie Smith napisała kiedyś, że „mila kwadratowa wokół stadionu Arsenalu mogłaby być odpowiednim substytutem dla całego szerokiego świata”. Być może naprawdę dostrzega się to dopiero w dniu meczu, kiedy grille z kurczakiem i patelnie z paellą rozpalają się i buchają pysznym dymem nad rzędami szeregowców, kiedy miejscowi w wyblakłych replikach koszulek ocierają się o turystów z kijkami do selfie, kiedy niewielka grupa oddanych wolontariuszy w kiosku przy moście Ken Friar Bridge przyjmuje trwałe datki na rzecz banku żywności w Islington.

I będziecie drwić i będziecie drwić, bo w powszechnej wyobraźni istnieje północny Londyn, a w szczególności Islington, które stało się substytutem czegoś zupełnie innego. Obelga, obelga, synonim przywilejów, uprawnień i metropolitalnej bezczelności, miejsce Blaira, Corbyna i Starmera oraz psychiatry na każdym rogu ulicy. Północny Londyn jest elitarny, północny Londyn jest poza zasięgiem, północny Londyn patrzy na was z góry, jedząc talerze makaronu za 16 funtów.

W tej opowieści pomysł oddania przez Arsenal dziewięciopunktowej przewagi w wyścigu o tytuł Premier League wydaje się niezwykle poetycki: sprawiedliwy i słuszny, a może nawet moralny. Gracze neutralni mocno oddalili się od Manchesteru City, który w środowy wieczór objął prowadzenie po zwycięstwie 1:0 nad Burnley. W końcu zespół Pepa Guardioli gra uczciwie, gra w piłkę nożną tak, jak należy ją grać, i nie toleruje żadnych ukrytych zastrzeżeń etycznych ani geopolitycznych. Manchester, jak wiemy, jest miastem całkowicie pozbawionym liberalnej wrażliwości i postępowych nastrojów. W każdym wyścigu o tytuł potrzebny jest bohater i pięta i choć te dwa kluby mogą być nierozłączne pod względem punktów lub różnicy bramek, choć wiele osób nie ma mocnych przeczuć co do tego, kto powinien wygrać, wydaje się, że panuje zacieśniający się konsensus co do tego, kto powinien przegrać.

I bądźmy szczerzy: obiektywnie rzecz biorąc, perspektywa zdobycia przez Arsenal tytułu mistrzowskiego w sezonie, w którym w zasadzie zniszczył on wszystkie zasady piłkarskie, którymi mógł kiedyś kierować się w pogoni za ostatecznym zwycięstwem, niesie ze sobą prawdziwy komiczny potencjał. Pod wodzą Mikela Artety jest to zespół Arsenalu, który niemal religijnie oparł się na doktrynie ograniczeń i powściągliwości, cierpliwości i fizyczności. Zrezygnujesz z cielesnych przyjemności tego życia, aby poznać wieczną łaskę w następnym. Jest to okazja, której wielu ich fanów chętnie się poddało. Ale oczywiście brzydkie wygrywanie ma sens tylko wtedy, gdy faktycznie wygrywasz.

„Dość wielu z nas dało się na to nabrać, więc pojawił się rodzaj złości” – mówi Laura Kirk-Francis, posiadaczka karnetu sezonowego na Arsenal i twórczyni treści. „Jest więc pewien rodzaj złości. Okłamałeś mnie. Czuję się okłamany. Powiedziałeś, że to zrobisz. Koniec był widoczny. Teraz jest trochę bardziej niepewnie. „

Dwa lata temu przeprowadziłem się do północnego Londynu. Z naszego domu niedaleko Finsbury Park, tuż za rogiem Emirates, słychać piski i jęki stadionu, nawet przy zamkniętych oknach.

W poniedziałek rano, dzień po porażce z City 2:1, podczas wyjścia do szkoły wydawało się, że więcej dzieci niż zwykle płacze pod drzwiami w niekontrolowany sposób, uwięzione przez emocje, których nie potrafią w pełni wyrazić. Wieloletni członek kadry nauczycielskiej zwierza się, że chce usunąć Artetę i wprowadzić Andoniego Iraolę. „Zaprowadził nas tak daleko, jak tylko mógł” – upiera się. W jakiś sposób kłopoty klubu piłkarskiego emanują falami wokół jego promienia, wpływając na codzienne życie lokalnej społeczności w sposób, który agnostycy mają trudności z prawdziwym zrozumieniem.

Kibice napełniają brzuchy wśród motyli w brzuchach wokół stadionu Tottenham Hotspur. Kompozyt: projekt Toma Jenkinsa/Guardiana; Obrazy Getty’ego

To oczywiście nie sprawa życia i śmierci. Ciągle nam mówi się, że terminy takie jak „katastrofa” i „tragedia” są całkowicie nieodpowiednie w kontekście sportowym, a być może nawet stanowią obraźliwą trywializację prawdziwego niedostatku. Z etycznego punktu widzenia kwestia tego, czy drużyna piłkarska zajmie pierwsze, czy drugie miejsce w tabeli ligowej, ledwie odzwierciedla skalę ludzkiego cierpienia. Jeśli jednak jesteś fanem jakiejkolwiek drużyny, spróbuj przywołać najgorsze uczucie, jakie daje ci piłka nożna. Czy nie było to uczucie jakiejś katastrofy, spustoszenia, pustki w duszy, porównywalnej do słuchania o jakiejś odległej, wstrząsającej zbrodni na drugim końcu świata?

„Panika na ulicach Londynu” – głosił baner na City End w niedzielne popołudnie. Nie, dziewięciopunktowa przewaga w tabeli Premier League to nie życie, a jej utrata to nie śmierć. Ale zły geniusz sportu polega na tym, że czasami organizm nie widzi różnicy.

„Wszyscy tego chcieliśmy” – mówi Andrew Mangan z podcastu Arseblog. „Kiedy zajmowaliśmy ósme miejsce, kiedy nie mieliśmy europejskiego futbolu, kiedy patrzyliśmy, jak drużyny Arsène’a Wengera tracą przytomność, kiedy patrzymy, jak drużyny Unai Emery tracą 35 strzałów przeciwko Watfordowi… odgryzlibyśmy ci rękę za taki scenariusz. I niezależnie od tego, jak wiele frustracji może pojawić się w ciągu ostatnich kilku tygodni, jedyną rzeczą jest przyjąć to i mieć nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku.”

Żaden klub nie wygrywa cały czas. Prawie wszyscy fani na świecie, z możliwym wyjątkiem Realu Madryt i Bayernu Monachium, skrywają w sobie bogate zasoby bólu i rozczarowań, z których mogą czerpać. Czy Arsenal naprawdę różni się pod tym względem od innych? Być może tylko w sensie lokalizacji, jako ośrodka wpływów kulturowych i medialnych. O Fever Pitchu można było pisać o każdym klubie na świecie, ale oczywiście Nick Hornby był fanem Arsenalu mieszkającym w północnym Londynie. Każdy klub jest obecny w Internecie, ale niewiele innych klubów na świecie generuje porównywalną ilość samoanalizy, siły i środków, aby przedstawić swój instytucjonalny niepokój globalnej publiczności.

„To rodzaj klubu, który wpędza ludzi w obsesję, niezależnie od tego, czy są fanami, czy nie” – mówi Mangan, który założył swoją witrynę w 2002 roku, kiedy była to właściwie jeden z pierwszych blogów poświęconych jednemu klubowi. „Trudno patrzeć poza początek ery internetu, pierwszą wielką mobilizację fanów. Fani Arsenalu byli jednymi z pierwszych, którzy zaistnieli w Internecie. Ma to wpływ. Być może jest to część przyczyny sprzeciwu lub reputacja, jaką niektórzy fani Arsenalu mają w Internecie.”

W tym tygodniu uspokój się przed potencjalnymi burzami na stadionie Emirates. Kompozyt: projekt Toma Jenkinsa/Guardiana; Obrazy Getty’ego

I oczywiście jest w tym wszystkim element performatywny, czy to ze strony fanów na dolnej trybunie zachodniej, którzy wydają się spędzać cały mecz krzycząc do loży prasowej, czy też hord twórców i osobistości YouTube’a, którzy szukają ujścia dla Arsenalu.

Będą tam ponownie, gdy w sobotni wieczór zagrają z Newcastle na Emirates. „Przez moje treści staram się znaleźć odrobinę humoru w tej sytuacji” – mówi Kirk-Francis. „Po pierwsze, to mój mechanizm radzenia sobie. Po drugie, jeśli cofniesz się o krok, szaleństwem będzie przeżywanie tego poziomu trzewnego żalu z powodu czegoś, nad czym nie masz kontroli. I ostatecznie będzie to miało ogromny wpływ na twoje życie. Czasami jest to fantastyczne. Innym razem jest dość trudne. „

Kilka mil dalej, w zupełnie innej części północnego Londynu, panuje panika zupełnie innego rodzaju. Jeśli niepokój Arsenalu wynika ze strachu, że zajmie drugie miejsce, kibice Tottenhamu pogrążą się w kryzysie o bardziej egzystencjalnym charakterze: nie tylko związanym z tym, czy ich klub pozostanie w Premier League, ale także tym, czy w ogóle jest tam jeszcze klub, który warto wspierać, który warto nazwać własnym.

Kibice Spurs odczuwają to uczucie załamania, gdy w końcówce remisu 2:2 z Brighton stracili dwa punkty. Kompozyt: projekt Toma Jenkinsa/Guardiana; Obrazy Getty’ego

Niecały rok po wybuchu na Tottenham High Road z okazji zwycięstwa w finale Ligi Europy, Tottenham wpatruje się w perspektywę mistrzostwa w piłce nożnej i masowego exodusu zawodników.

Mają zarząd, który ma minimalne pojęcie o piłce nożnej, mają jedne z najdroższych cen biletów w Premier League i nowego trenera, którego krytykuje znaczna część kibiców. Większość fanów Spurs, których znam, przeżywa obecnie rodzaj traumy, otchłań emocji bez dna, której końca nie widać. W sobotę zmierzą się ze zdegradowanymi już Wilkami i będą szukać wyjścia ze strefy spadkowej.

Fan Spurs na ulicy w N17. Kompozyt: projekt Toma Jenkinsa/Guardiana; Obrazy Getty’ego

„Znam niektórych fanów, którzy w tej chwili nie chcą nosić niczego ze Spurs” – mówi Ali Speechly, fanka Spurs i współprzewodnicząca Women of the Lane. „Nawet po prostu oglądając w swoim salonie, siedząc we własnych domach. Myślę, że niektórzy fani po prostu czują się tak odłączeni, tak załamani upadkiem klubu na boisku i poza nim. „

To spadek, który wykracza poza przegraną u siebie z Nottingham Forest, powolne spadanie w dół tabeli i brak zauważalnego pomocnika. „Dla niektórych ludzi piłka nożna to coś, na co czeka się z niecierpliwością co tydzień” – mówi Speechly. „I pójście na ten stadion i obejrzenie meczu nie jest tanie. Zatem ciągłe rozczarowanie wielu fanów będzie miało naprawdę wpływ na ich zdrowie psychiczne. „

I oczywiście są to ze sobą powiązane kompleksy, świadomość, że najlepszy sezon Arsenalu może zbiegać się z najbardziej haniebnym Tottenhamu. Jest tu całe spektrum poglądów. Słyszałem, jak kibice Arsenalu lamentowali nad upadkiem Spurs, a także fanów Spurs, którzy nie mieli zbyt mocnych przeczuć co do tego, czy Arsenal wygra ligę, czy nie.

„Naprawdę nie ma to dla mnie, kurwa, różnicy” – odpowiada Mangan zapytany, czy chciałby, aby Spurs spadł z ligi. „Obiektywnie byłoby to całkiem zabawne. Ale tak naprawdę nie zapewniłoby mi to żadnego komfortu.”

„Boli tak samo, jak jest warte” – powiedział kiedyś pisarz Julian Barnes. W tym najbardziej bolesnym i wyniszczającym sezonie pozostało pięć rund meczów.

Kibice Arsenalu odczuwają napięcie na stadionie Etihad podczas porażki 2:1 z Manchesterem City w zeszłą niedzielę. Kompozyt: projekt Toma Jenkinsa/Guardiana; Obrazy Getty’ego

Arsenal zachował najlepszą obronę i korzystniejszą serię meczów; Tottenham ma nowego trenera i gorączkowe poczucie desperacji, cokolwiek to oznacza.

I być może na tym właśnie polega przekleństwo i błogosławieństwo tych dwóch udręczonych klubów: być analizowanym, nadmiernie analizowanym i mieć na punkcie obsesji, wyśmiewanym i piętnowanym oraz odczuwać tęsknotę u jej brzegów, ból, który sprawia, że ​​chcesz się zwinąć w kłębek i umrzeć, ból, który mimo wszystko cię pcha.