Strona główna Sport Liga Mistrzów AFC staje się finałem zasadniczo wadliwego turnieju | Azjatycka Liga...

Liga Mistrzów AFC staje się finałem zasadniczo wadliwego turnieju | Azjatycka Liga Mistrzów

4
0


Jeśli chodzi o uderzenia głową w głównych finałach, nie był to do końca Zinedine Zidane w 2006 roku, ale wypad Zakarii Hawsawiego w sobotni finał Ligi Mistrzów Elite w AFC trafił w szczękę Tete Yengiego i powalił oszołomionego, prawie o stopę wyższego Australijczyka, na ziemię.

Przy wyniku 0:0 pomiędzy Al-Ahli z Arabii Saudyjskiej a Machidą Zelvią z Japonii w połowie drugiej połowy wszystko rozegrało się na linii bocznej stadionu King Abdullah Sports City w Jeddah, tuż przed sędzią i zszokowanymi kibicami Al-Ahli, którzy obawiali się, że szanse ich drużyny na drugi z rzędu tytuł mistrza kontynentu zniknęły.

Hawsawi słusznie został wyrzucony z boiska, ale to nie miało znaczenia. Dośrodkowanie Riyada Mahreza w dogrywce spowodowało problemy, a napastnik Firas al-Buraikan nie zaszkodził swojej szansie na występ w barwach Arabii Saudyjskiej przeciwko Urugwajowi na mundialu 15 czerwca i trafił w dalszy słupek, zapewniając Al-Ahli zwycięstwo 1:0 na oczach 60 000 kibiców gospodarzy. Hawsawi, utalentowany, ale porywczy boczny obrońca, nie może powiedzieć tego samego, a nowy trener Arabii Saudyjskiej, Georgios Donis, nie będzie pod wrażeniem jego chwili szaleństwa.

Ilgiz Tantashev ukarał Zakarię Hawsawiego z drużyny Al-Ahli czerwoną kartką. Zdjęcie: Ibraheem Abu Mustafa/Reuters

Do czasu wysłania Machida niewiele oferował na przyszłość. Narracja wokół meczu była bardziej interesująca niż większość tego, co wydarzyło się w ciągu 120 minut. To były dwa kontrastujące ze sobą kluby. Mistrzowie przeciwko debiutantowi, gdyż Machida nigdy nie zdobył tytułu mistrza Japonii, ich pierwszym sezonem w najwyższej klasie rozgrywkowej J League był rok 2024. Trener Go Kuroda, który przed objęciem pracy w 2023 r. był nauczycielem w szkole średniej, wypracował styl, który zwykle nie jest kojarzony ze swobodnymi drużynami z kraju. Ich rozwój był napędzany bezpośrednim i fizycznym stylem gry, który zaowocował niesłuszną krytyką za bycie „niejapońskimi”.

Zasługują na pochwałę za dotarcie tak daleko ze składem, który nie jest tak gwiazdorski jak skład Al-Ahli, który korzysta ze wsparcia Funduszu Inwestycji Publicznych Arabii Saudyjskiej. W skład gospodarzy wchodzili Mahrez i Édouard Mendy, byli zwycięzcy wersji europejskiej, a także transfery za duże pieniądze, takie jak Ivan Toney, Galeno i Franck Kessié. Machida wypożyczony z Livingston Yengi plasuje się na dnie tabeli szkockiej Premiership.

Jedynego gola w meczu zdobywa Firas al-Buraikan z drużyny Al-Ahli w dogrywce. Zdjęcie: Ali Issa/AP

Był to drugi z rzędu finał pomiędzy klubami z dwóch krajów po przeciwnych stronach Azji i o odmiennych filozofiach, po zwycięstwie Al-Ahli 2:0 nad Kawasaki Frontale rok temu. Gospodarze rozpoczęli z dziewięcioma obcokrajowcami, Machida z trzema. W półfinałowym zwycięstwie Al-Ahli nad Vissel Kobe stosunek ten wyniósł 10 do 1. Arabia Saudyjska ponownie zdobyła klubowy tytuł, ale japońskie media wskazywały, że jej reprezentacja narodowa jest na innym poziomie, co świadczy o zdrowszym ekosystemie piłkarskim.

Gdyby Al-Ahli musiał grać w Japonii, wynik mógłby być zupełnie inny. Tak byłoby przez większą część historii Ligi Mistrzów, ale przez ostatnie dwa sezony Azjatycka Konfederacja Piłki Nożnej (AFC) decydowała, że ​​fazy pucharowe, począwszy od ćwierćfinału, odbywają się w Jeddah.

To, że w obu latach turniej wygrywała drużyna z tego samego portu nad Morzem Czerwonym, nie może być dziełem przypadku. Ten format oznacza, że ​​Al-Ahli nie rozegrał meczu wyjazdowego w fazie pucharowej. Jest to niesprawiedliwe, szkodzi integralności turnieju i jest dość nudne. Organizatorzy nigdy tak naprawdę nie wyjaśnili, dlaczego stary system, w którym dwumecze rozgrywane były u siebie i na wyjeździe, musiał zostać wyrzucony.

Tractor i Shabab Al-Ahli rozegrali swój półfinał w Dżuddzie dla 395-osobowej publiczności na stadionie mogącym pomieścić 27 000 widzów. Zdjęcie: Abdullah Ahmed/Getty Images

Ma to inne konsekwencje. Tłumy na meczach drużyn saudyjskich są duże – Jeddah to prawdziwe wylęgarnia piłki nożnej z dwoma klubami, Al-Ahli i Al-Ittihad, obdarzonymi dużym i pełnym pasji wsparciem. Na półfinał pomiędzy Machidą a Shababem Al-Ahli z Dubaju pojawiło się jednak tylko 395 osób.

Nie jest to zjawisko charakterystyczne tylko dla Arabii Saudyjskiej i prawdopodobnie doszłoby do podobnego rezultatu w innych częściach Azji, dlatego neutralne miejsca to zły pomysł. Obecność takiej publiczności na tak późnym etapie turnieju kontynentalnego była – jak przyznał jeden z urzędników AFC – zawstydzająca. Stwierdzili, że należy zrobić więcej, aby przyciągnąć większą publiczność, ale przyznali, że nawet gdyby pojawiło się kilka tysięcy, format nadal byłby zasadniczym problemem.

To nie tylko etapy pucharowe. Tylko 12 z 47 krajów członkowskich AFC mogło wejść do drużyny (dwa kolejne otrzymają miejsce w play-offach następnym razem), pozostawiając trzy czwarte kontynentu na lodzie. Faza grupowa jest pełna zamieszania, ponieważ istnieją dwie pule po 12 graczy, a zespoły rozgrywają tylko osiem meczów. Wojna na Bliskim Wschodzie jeszcze bardziej skomplikowała sytuację, powodując przełożenie meczów w Azji Zachodniej, gdzie mecze 1/8 finału przesunięto z marca na kwiecień.

Przynajmniej irańscy mistrzowie, Tractor SC, dotarli do Arabii Saudyjskiej, ale była to rzadka pozytywna historia z Ligi Mistrzów, którą niewielu spoza Dżuddy będzie ciepło wspominać.