Strona główna Sport Świeże talenty PSG i Bayernu lub walka o tytuł Premier League: możesz...

Świeże talenty PSG i Bayernu lub walka o tytuł Premier League: możesz mieć tylko jedno | Liga Mistrzów

3
0


W powieści Rabbit, Run John Updike przedstawia jednego ze swoich bohaterów, wesołego i postępowego księdza z lat 60., który dzwoni, aby porozmawiać ze swoim kolegą duchownym, twardym niemieckim luteraninem, o tajnych wątpliwościach, jakie żywi co do swojej wiary. Czy doktryna jest naprawdę konieczna? Czy piekło jest tylko, no wiesz, metaforą? Lubi Jezusa. Ale może lubi też grzeszne rzeczy, takie jak seks i lekkomyślnie otwarty, ofensywny futbol.

Twardy niemiecki luteranin rzuca jedno spojrzenie, marszczy wargę i mówi odlotowemu, postępowemu księdzu, aby padł na kolana w kuchni i błagał o przebaczenie. Kim on jest, żeby rozprawiać o boskim cierpieniu? Życie jest bólem. Radość jest bólem. Ból jest bólem. Szczerze mówiąc, odlotowy ksiądz, który lubi latać bocznymi obrońcami i otwartym pomocnikiem, budzi jego odrazę. Będzie się smażył w piekle za swoją bezczelną rozpustę. Świetny ksiądz odchodzi ze łzami w oczach.

Przechodząc od razu do poglądów Clarence’a Seedorfa na Amazon Prime po meczu 5:4 pomiędzy Paris Saint-Germain a Bayernem Monachium we wtorkowy wieczór, poczułem się trochę tak. Seedorf to doskonały ekspert, doskonale poinformowany i błyskotliwy, z brwiami, szczęką i oczami przerażająco surowego prezydenta USA, charakteryzujący się słonawą uczciwością i powściągliwością, ale ubrany w strój golfowy i stojący obok Wayne’a Rooneya.

To, co Seedorf powiedział o zaletach struktury, o rozrywce kontra powściągliwości, było pod wieloma względami bardzo holenderskie, a może nawet dość luterańskie. Tak, cele są dobre. Zabawa jest w porządku. Ale futbol to także kontrola i obrona. Piłka nożna nie traci czterech bramek na własnym stadionie. Arsenal i Atlético Madryt mogą się tego uczyć i żywić się tym jako słabością, którą należy wyłupić. I życzę im obojgu powodzenia.

Seedorf ma oczywiście rację na swoich warunkach. Grał w świetnym holenderskim zespole posiadającym piłkę. Rozumie na poziomie komórkowym wysoki włoski kościół dyscypliny defensywnej. Niezaprzeczalnie przyjemne, cierpkie i octowe było także słuchanie tego prozelitycznego tonu po dzikich, grzesznych przyjemnościach w Parc des Princes. O tak, Clarence. Złap mnie, tatusiu. jestem słaby. Jestem człowiekiem. Jestem szumowiną.

Ale podobnie jak wielu przeciwstawnych myślicieli, Seedorf również stwierdził, że jego przesłanie zostało popchnięte przez fanatyków, którzy mieli inne problemy do dopracowania. W napędzanym wściekłością internetowym zamieszaniu niektórzy przedstawiają Seedorfa jako okrągłogłowego, psującego zabawę i złodzieja radości. O ileż bardziej atrakcyjne jest gruchanie na temat przyszłości futbolu, pytanie, dlaczego wszyscy nie mogą być tacy, popełnianie błędu, który często popełnia się w sporcie, polegającego na myleniu spektaklu z treścią, zakładając, że być pięknym oznacza być prawym, dobrym i moralnym.

Michael Olise stał się najbardziej udoskonalonym zawodnikiem w Europie. Zdjęcie: Ibrahim Ezzat/NurPhoto/Shutterstock

Wrzućmy coś tam. Nie ma nic złego w kochaniu Paris Saint-Germain i Bayernu Monachium przeżuwających się nawzajem w Paryżu jak skazani na zagładę egzystencjalistyczni kochankowie. Nie ma też nic złego w tym, że Seedorf jest ojcem wszystkich, jeśli chodzi o właściwą obronę. Jedno i drugie może być dobre. Nikt nie musi czuć się źle. Ale porusza także bardzo interesujący punkt napięcia w dziwnej, niezaplanowanej podróży dominującego na świecie produktu popkulturowego.

PSG kontra Bayern było szalenie emocjonującym meczem, opartym na kreatywnej hiperpiłce pomiędzy dwoma zespołami będącymi u szczytu swoich możliwości technicznych i fizycznych. Był to rzut oka na zewnętrzne granice tego, co jest obecnie możliwe, dopracowane dzięki sprawności fizycznej, technice i coachingowi na wysokim poziomie. Pytanie, zadawane szerzej, brzmi: dlaczego drużyny Premier League nie mają tej werwy ataku?

Dlaczego angielskie kluby wybierają kontrolę? Gdzie oni wysiadają, jeśli nie są pięknymi, błyskotliwymi chłopcami, którzy zdobywają pięć do czterech? Dlaczego zamiast tego wybrać ścieżkę obrony gołębią piersią, przykucniętą w taktycznym bunkrze? Dlaczego nie wybrać światła słonecznego i nieustraszoności, Michaela Olise’a, który ciągle walczy jeden na jednego z latającym bocznym obrońcą?

A więc: w obronie Premier League. Bardziej obiektywną odpowiedzią jest to, że tak naprawdę możesz mieć tylko jedną z tych rzeczy. Możesz mieć brutalnie konkurencyjną ligę, w której mecze na żywo trwają do samego końca. Możesz też mieć tylko jedną krajową drużynę składającą się ze znakomitych, świeżych, elitarnych ofensywnych piłkarzy, gotowych osiągnąć swój szczytowy poziom w kwietniu.

Aby właściwie to rozważyć, konieczne jest zrozumienie, czym są Bayern i PSG. Czyli superkluby z pojedynczym wydaniem. Przez cały sezon planują takie noce jak ten, przygotowując wszystko – rekrutację, taktykę i obciążenie pracą – na szczyt pilności późną wiosną.

Luisowi Enrique udało się to osiągnąć dwa lata z rzędu. Bayern również przyjechał do Paryża świeży i skupiony na jednej drużynie, będąc już mistrzem Niemiec, strzelając od marca średnio cztery gole na mecz. Obydwa kluby mogą to zrobić, ponieważ mają dochody i status pozwalający na zatrudnianie elitarnych zawodników; oraz dlatego, że grają w ligach krajowych, które są dysfunkcjonalne i służalcze, gdzie weekendy od jesieni do wiosny to przede wszystkim najwyższej klasy treningi i kondycja.

Porównaj to z Arsenalem, najbardziej pogardzaną ze wszystkich niedostatecznie błyskotliwych angielskich drużyn. Zawodnicy Mikela Artety ryzykują obecnie własną karierę w pogoni za tytułem Premier League, rezygnując z własnej przyszłości, aby dalej grać w te mecze. Momentami tworzy to zapierający dech w piersiach spektakl. Możesz poczuć wyrządzane szkody. Bukayo Saka poświęcił swój najwyższy poziom na rzecz rezygnacji dwa razy w tygodniu. Czy Ben White i Martin Ødegaard naprawdę będą mieli kiedyś rację?

Declan Rice próbuje dostarczyć Arsenalowi dwa historyczne trofea, będąc niemal wyczerpanym. Zdjęcie: Nigel Keene/ProSports/Shutterstock

Czy piłkarze PSG i Bayernu zabijają się w ten sam sposób? Ousmane Dembélé jak zwykle zmaga się z napięciem, ale rozegrał w tym roku tylko jeden pełny mecz Ligue 1 i na dobre wypadł tylko w Lidze Mistrzów.

Tymczasem Declan Rice co tydzień przepala swoje rezerwy, podejmując najbardziej wyczerpujące mecze w swojej karierze w stanie bliskim wyczerpania. I robi to w lidze, w której każda drużyna chce cię zdobyć, wysokiej klasy graczy, którzy desperacko chcą zaimponować, utrzymać się i znaleźć platformę do przejścia na wyższy poziom.

Zespół tak dobrze wyposażony jak Chelsea regularnie ucieka z miasta. Dziewiąty najbogatszy klub na świecie stoi w obliczu spadku, co jest jedną z największych historii współczesnego sportu. Co tydzień Arsenal i Manchester City rozgrywają finał. Ale jednocześnie, dlaczego nie krążą po całym świecie, szukając nowych supertalentów, którzy doskonalili się przez ostatnie trzy miesiące?

To samo dotyczy wyrażania indywidualnych talentów. Dlaczego Premier League nie ma naprawdę elitarnych, kreatywnych gwiazd? To prawda. Po prostu nie są zachęcani do pokazywania tego. Najlepsi gracze w Anglii proszeni są o treningi dwa razy w tygodniu w trakcie zamglonego sezonu.

Chcesz dowodów na to, że łatwiej byłoby Ci znaleźć szczyty kreatywności w takim klubie jak Bayern? Sprawdź ich były skład w Premier League. Należą do nich: bardzo utalentowany były skrzydłowy Crystal Palace, menadżer zdegradowanego Burnley i napastnik Spurs niesłusznie odrzucony jako uchylający się od trofeów.

W Bayernie Olise stał się najbardziej udoskonalonym zawodnikiem w Europie, Vincent Kompany kolejnym elitarnym menadżerem, a Harry Kane wielce szanowanym pretendentem do Złotej Piłki (teraz ma też przerwę w meczach, gdy doznaje kontuzji). Liverpool wypuścił Luisa Díaza; teraz jest na zewnątrz, biega jak mała impala i bawi się z szeroko otwartym trzecim okiem.

Możliwe, że Bayern nadal byłby w stanie tak zarządzać swoimi zawodnikami, gdyby rywalizowali w Premier League. Bardziej prawdopodobne, że byliby przywiązani do tego samego koła, zmuszeni kupować dla głębi, przygotowując się na dziarski mecz i przygotowując Brighton na wyjazdowy mecz w środku tygodnia.

Ousmane Dembélé świętuje zdobycie piątego gola dla swojej drużyny z Désiré Doué. Dembélé rozegrał w tym roku tylko jeden pełny mecz Ligue 1. Zdjęcie: Alexander Hassenstein/Getty Images

Jest tu oczywiście ironia, koło przyczyny i skutku. Premier League to liga całkowicie przekupna, będąca izbą rozliczeniową talentów innych ludzi. To właśnie siła ekonomiczna angielskiego futbolu pozbawiła europejskie ligi głębi, tworząc monostruktury, w których jedyny mega-drapieżnik Ligi Mistrzów może rozgrywać sezon według własnego uznania.

Daj Kevina Schade’a i Fabiana Hürzelera z powrotem do Bundesligi, wychowaj kilku własnych trenerów, swoich własnych złotych chłopców, a Bayern, z którym zmierzysz się w kwietniu, może być równie słaby.

Na razie trudno uniknąć poczucia dwóch odrębnych kodów w grze. Jeśli futbol wygląda inaczej, to dlatego, że taki jest. Jeśli gracze w wersji europejskiej wyglądają na przygotowanych i twórczo świeżo, to dlatego, że tacy są. Przez przypadek, a nie projekt, właśnie to mamy, coś jednocześnie pięknego i dzikiego, doskonale oddające odzwierciedlenie sił, które nas tu sprowadziły.

Co tydzień możemy tęsknić za zabawną wersją, sportem jako nieskończenie uzależniającą serią wysokiej klasy kołowrotków. Możemy paść na kolana i błagać o przebaczenie bóstw gospodarki wolnorynkowej i projektów miękkiej siły państw narodowych.

Albo możemy zaakceptować to, do czego naprawdę chciał Seedorf we wtorek wieczorem. Że jest to nadal całkowicie możliwe, że Arsenal lub Atlético wygrają finał po samobójczej bramce po rzucie rożnym po 90 minutach migrenowej gry. I że to naprawdę byłaby rozrywka – a przynajmniej potwierdzenie, że sport zachowuje swoje szubienicowe poczucie humoru.