Middlesex różni się od pozostałych angielskich hrabstw co najmniej pod jednym bardzo ważnym względem. Właściwie to nie istnieje. Została zniesiona na mocy ustawy o rządzie londyńskim z 1963 r. i przetrwała w dotage jako jednostka pocztowa, aż do uśpienia jej przez Royal Mail w 1996 r. Dziś można ją znaleźć na kafelkach stacji metra Swiss Cottage – z wytłoczonym emblematem trzech osi – frontonie Sessions House w Clerkenwell, adresach pocztowych ludzi, którzy po prostu nie chcą odpuścić, protokołach Spelthorne rady miasta, tytuły trzech szpitali, uniwersytetu, różnych drużyn sportowych i turniejów oraz klubu krykieta.
Ci, którzy nie wiedzą lepiej, powiedzą ci, że angielski krykiet to sport wiejski. To nie jest. Najnowsze dane Sport England wykazały, że w zeszłym roku 250 000 londyńczyków zagrało przynajmniej raz w lidze. To około 20% bawiącej się populacji dorosłych w Anglii i Walii. Przejdź się od Lord’s na boiska w Regent’s Park, a zobaczysz pięć, sześć, siedem meczów rozgrywanych jednocześnie na publicznych boiskach. Po drugiej stronie ulicy, w Fab’s Food & Wine, popołudniami zawsze włączana jest indyjska Premier League i transmisja strumieniowa na telefonie komórkowym. Facet, który to prowadzi, mówi mi, że jest fanem Royal Challengers Bengaluru; Pytam, czy wie, w którym hrabstwie gra na boisku za rogiem. „Nie mam pojęcia.”
Middlesex CCC ma zasięg obejmujący 17 dzielnic Londynu i obejmuje jedną z największych, najbardziej zróżnicowanych i entuzjastycznych społeczności krykieta w kraju. W zeszłym roku mistrzostwa hrabstwa zgromadziły ogółem 44 415 widzów płacących. Teraz, gdy MCC prowadzi własną profesjonalną drużynę London Spirit, Middlesex nie jest nawet najsłynniejszą drużyną grającą na własnym stadionie.
Był czas, nie tak dawno temu, kiedy był to jeden z najlepszych klubów w lidze i wyobrażał sobie, że może zmierzyć się z każdym i wszędzie. W złotych latach pod wodzą Mike’a Brearleya i Mike’a Gattinga siedmiokrotnie w ciągu 18 sezonów zdobywali mistrzostwo hrabstwa. Ostatni z 13 tytułów zdobyli dziesięć lat temu, w 2016 roku, kiedy przez cały sezon byli niepokonani. Tylko dwóch zawodników z drużyny grającej w ten weekend z Durham również wzięło w nim udział: Sam Robson i Toby Roland-Jones.
„Jezu” – mówi Robson – „10 lat mija tak szybko, hej? Nie wydaje się, żeby to było tak dawno temu. Ale tak, są inne momenty, kiedy zastanawiasz się, ponieważ ostatnio wspomniano, że minęło 10 lat od tego czasu i zdajesz sobie sprawę, wiesz, Jezu, wiele się zmieniło”. Gracze są flegmatyczni. „Było tak wiele małych dramatów, że grupa grająca po prostu się do tego przyzwyczaiła” – mówi Robson – „i stała się dość odporna”.
Middlesex spadł w następnym sezonie. Od czasu gry w drugiej lidze spędzili siedem z ośmiu sezonów, a w latach 2022 i 2023 ponownie skakali w górę i w dół. Ich drużyna z grupy T20 wygrała dziewięć z 42 meczów w ciągu ostatnich trzech lat. Na południe od Tamizy Surrey nigdy nie było silniejsze. To najbogatsza i odnosząca największe sukcesy drużyna w kraju, gromadząca na meczach mistrzowskich łącznie ponad 80 000 kibiców. Poza tym istnieje poczucie, że Middlesex, jak napisali niedawno w liście otwartym do członków Gatting, Mark Ramprakash, Mike Selvey i grupa byłych graczy, „dryfuje w stronę nieistotności”.
Sam Robson jest jednym z zaledwie dwóch członków drużyny Middlesex, która zdobyła tytuł w 2016 roku, nadal grających w klubie. Zdjęcie: Jay Patel/SPP/Shutterstock
„Rozumiem, że byli gracze byli sfrustrowani faktem, że występy nie są już takie, jak dawniej” – mówi prezes klubu Richard Sykes. Sfrustrowany to nie jest dobre słowo. Może być wściekły. Osoba, z którą rozmawiam na potrzeby tego artykułu, mówi, że klub był „toksyczny poza boiskiem przez jakiś czas”, inny twierdzi, że jego zdaniem stoi w obliczu „egzystencjalnego zagrożenia”.
Jest mnóstwo talentów. Mają grupę młodych zawodników, którzy przeszli przez lokalny system, a Robson opisuje trio składające się z Sebastiana Morgana, Naavyi Sharmy i Caleba Falconera jako „zdecydowanie trzech z bardziej obiecujących młodych zawodników, jakich mamy w klubie od wielu lat”. Ramprakash mówi jednak, że martwi się, że pomimo tego, że są tak dobrzy, mogą zacząć pytać, czy „znajdują się w odpowiednim klubie, aby realizować swoje ambicje w grze”. Nie byliby pierwsi. W ostatnich latach klub stracił Johna Simpsona, Martina Anderssona, Steve’a Eskinaziego i Ethana Bambera. Jedną rzeczą jest widzieć, jak gracze odchodzą, a drugą widzieć, jak się poprawiają, kiedy to robią.
Simpson wyrósł na jednego z odnoszących największe sukcesy odbijających w kraju jako kapitan drużyny Sussex, a średnie odbijanie Eskinaziego i Anderssona niemal się podwoiło od czasu ich przeprowadzki.
W pewnym momencie relacjonowanie tego wszystkiego staje się badaniem okrucieństwa polityki parafialnej. W Middlesex zrobiło się wyjątkowo brudno. W 2023 roku zostali ukarani sankcjami za złe zarządzanie finansami i objęci specjalnymi środkami przez EBC. Od tego czasu uwikłali się w jeden niekończący się spór prawny ze swoim byłym dyrektorem generalnym Richardem Goatleyem, a następnie kolejny z jego następcą Andrew Cornishem, który obecnie jest zawieszony w pobieraniu pełnego wynagrodzenia w oczekiwaniu na wyniki dochodzenia w sprawie rzekomego niewłaściwego postępowania, któremu zaprzecza.
Roland Butcher i kapitan Middlesex, Mike Gatting, wzmagają atmosferę po tym, jak klub zapewnił sobie tytuł mistrza hrabstwa w 1985 r. – jeden z siedmiu w ciągu 18 sezonów od 1976 do 1993. Zdjęcie: Patrick Eagar/Popperfoto/Getty Images
W ciągu roku zwolnili także trzech trenerów, po zwolnieniu Richarda Johnsona, zatrudnieniu na tymczasowe zastępstwo Dane’a Vilasa, a następnie mianowaniu w tym roku Petera Fultona. Wszystko to odbyło się wbrew zaleceniom przynajmniej niektórych członków ich własnego komitetu krykieta, w skład którego wchodzili Gatting, Ramprakash i inni byli gracze. Sykes mówi, że komitet krykieta został „odświeżony” w zeszłym roku. Inni twierdzą, że została „rozwiązana”. Ramprakash, który pracował jako konsultant trenera odbijania, zrezygnował ze skargi w związku z „widocznym brakiem przejrzystego procesu i odpowiedzialności w ostatnich decyzjach związanych z krykietem”.
„Chcemy, aby klub radził sobie lepiej” – wyjaśnia Ramprakash. „Myślę, że od dłuższego czasu akceptowano przeciętność. I myślę, że to wielka szkoda. I oczywiście ludzie, którzy podpisali ten list, kiedy byli zawodnikami, wyznaczali wysokie standardy i myślę, że patrzą teraz na klub i nie widzą szczególnie wysokich standardów.” Ramprakash szybko i chętnie podkreśla, że list nie był skierowany do graczy, pomimo tego, jak wówczas go informowano. Robson jest nieugięty, że ani on, ani reszta mężczyzn w szatni nigdy sobie tego nie wyobrażali.
W ciągu ostatnich siedmiu lat zlecono dwa niezależne raporty dotyczące prowadzenia klubu. Jedna z nich, wyrażona przez przewodniczącego komisji ds. zarządzania i etyki, wyraziła obawy dotyczące administracji klubu, druga dotycząca krykieta, a w szczególności ścieżek awansu do akademii i drużyn seniorskich w poszczególnych klasach wiekowych. Ta ścieżka nadal jest używana w klubie jako punkt odniesienia, mimo że człowiek, który przez większą część tego czasu odpowiadał za te ścieżki, Alan Coleman, jest obecnie dyrektorem ds. krykieta.
Wydaje się, że cały klub znalazł się w niezręcznej sytuacji. Lord’s to oczywiście jedna z ich największych zalet. Nie są jednak ich właścicielami, co oznacza, że około 60% ich środków opierają się na Radzie Krykieta Anglii i Walii. Dobra wiadomość jest taka, że biorąc pod uwagę prywatną inwestycję w Setkę, jest z czego skorzystać. Tyle że klub zostaje złapany w osobliwy paragraf 22. EBC upiera się, że setka pieniędzy może zostać wykorzystana wyłącznie na spłatę zadłużenia lub inwestycje w aktywa kapitałowe. Middlesex nie ma długów ani aktywów kapitałowych. Pozwolono im na uzupełnienie rezerw w wysokości 2 milionów funtów, ale poza tym nie mogliby pozyskać żadnego z dostępnych 24 milionów funtów. Chociaż, jak powiedział jeden z byłych graczy, „nie mają do czego się odlać”.
Mike Brearley (trzeci od lewej) prowadzi swój zespół na boisko w stadionie Oval we wrześniu 1976 r., gdy Middlesex maszeruje po tytuł. Zdjęcie: William H. Alden/Getty Images
„Nie mamy własnego terenu, więc nie możemy niczego komercjalizować ani generować przychodów” – mówi Sykes. „Aż do tego roku firma Middlesex nigdy nie miała żadnej zachęty do sprzedaży ani jednego biletu, ponieważ MCC ponosiło całe to ryzyko finansowe i ryzyko, a po prostu płaciło nam stałą opłatę”. Ale Sykes ma plan. Uważa, że klub powinien zbudować własny stadion na obrzeżach północnego Londynu. W zeszłym roku klub wydał 400 000 funtów, próbując pozyskać do niego prywatne inwestycje. Mieli partnera w kolejce, ale w ostatniej chwili dowiedzieliby się, że transakcja złamałaby ich porozumienie z EBC.
Sykes jest przekonany, że to właściwy pomysł; nikt inny, z kim rozmawiam, nie zgadza się z nim. Tak czy inaczej, jedynym sposobem na osiągnięcie tego byłoby przekonanie członków do demutualizacji klubu, co zdaniem wszystkich jest niezwykle mało prawdopodobne. „Kolejnych kilka miesięcy spędzimy na organizowaniu forów członkowskich, które zakończą się orientacyjnym głosowaniem na następnym Walnym Zgromadzeniu” – upiera się Sykes. Jest nieugięty, że jest to jedyny sposób, „albo po prostu zaakceptujemy alternatywę polegającą na zarządzaniu stałym spadkiem”. Niektórzy miłośnicy klubu powiedzieliby, że prace nad nim są już na zaawansowanym etapie.