Strona główna Sport Bournemouth z łatwością pokonało Crystal Palace i podtrzymało marzenia o Lidze Mistrzów...

Bournemouth z łatwością pokonało Crystal Palace i podtrzymało marzenia o Lidze Mistrzów | Pierwsza liga

4
0


Pod koniec miesiąca Andoni Iraola i Oliver Glasner opuszczą swoje kluby. Obaj zabrali swoje kluby na nieznane terytorium i zadanie żadnego z nich nie zostało jeszcze ukończone. Zwycięstwo Bournemouth, prawie wygrane w pierwszej połowie, było zwycięstwem klubu, dla którego priorytetem była pozycja w Premier League. Nadzieje Bournemouth na naśladowanie Palace w tym sezonie w grze po raz pierwszy w europejskiej piłce nożnej wzrosły dzięki zasłużonemu, przekonującemu zwycięstwu. Liga Mistrzów może być nawet w zasięgu ręki, jeśli pozwolą na to permutacje Ligi Europy.

Palace grało tak, jakby chodziło im o coś innego. Być może jest to zrozumiałe. W czwartek, w półfinale Ligi Konferencyjnej, w Selhurst Park odbędzie się największy mecz od 102 lat istnienia drużyny Eagles z południowego Londynu.

Nie ujawniono jeszcze, gdzie Iraola i Glasner wylądują jako następni. Bask jest łączony z menadżerskimi młynami do mięsa w Chelsea i Manchesterze United, ale także z zastąpieniem Glasnera. Przyszłość Austriaka jest jeszcze bardziej niejasna. Publiczne skargi na podejmowanie decyzji przez dyrektorów Pałacu mogły ochłodzić zainteresowanie niektórych elitarnych klubów, pomimo trofeów we Frankfurcie i południowym Londynie. Klubowe garnitury źle reagują na niesubordynację, co pokazały tegoroczne odejścia Rubena Amorima i Enzo Maresca.

Zdenerwowany w kwestiach technicznych z powodu licznych awarii swojego zespołu, Glasner może jeszcze podpisać się pod kolejnym trofeum. Dobór drużyny, pięć zmian w stosunku do czwartku i Szachtara Donieck, jasno pokazał, jakie ma on plany na czas, jaki pozostanie w obecnym klubie.

Zawodnicy z wyjściowego składu Palace mieli szansę wywalczyć miejsce w europejskim finale, gdyby Lipsk dotarł do finału. Niewielu przekonanych, choć trzeba było oszczędzać energię. Rzadkością dla Iraoli w ciągu trzech sezonów w Dorset był niemal w pełni sprawny skład, z którego mógł wybierać. Mniej rzadkie remisy u siebie, po pięciu z rzędu w Vitality. Nadzieje na takie zakończenie serii wzrosły po rozpoczęciu w 10. minucie. Wiele zawdzięczało swobodnej obronie Jeffersona Lermy, która odbiła główkę Evanilsona od Alexa Scotta w bramkę, a także opóźnieniu Deana Hendersona w przejęciu piłki dopiero po tym, jak przekroczyła ona linię bramkową.

Stałą mantrą w sezonie Bournemouth, nawet w ciągu 16 meczów bez porażki, najdłuższej w pięciu najlepszych ligach Europy, jest ubolewanie przez Iraolę nad straconymi szansami i zwycięstwom zredukowanym do remisu. Chwilę później pojawiają się powtarzające się przypadki chybień takich jak ten Evanilsona.

Eli Junior Kroupi strzela z rzutu karnego i podwyższa wynik na 2:0 dla Bournemouth. Foto: Kamil Krella/Action Plus/Shutterstock

Rayan, wkraczając w centralną strefę zainteresowań swojego kolegi Brazylijczyka, niedługo później skinął głową. Palace był coraz bardziej poszarpany, zmagając się ze stałym napływem stałych fragmentów gry wrzucanych do ich pudełek. Chadi Riad, który wystąpił w Premier League po raz pierwszy od prawie dwóch miesięcy, musiał dokonać kluczowego przechwytu, gdy podanie Rayana posłałoby Evanilsona prosto do siatki. Marcus Tavernier, którego strzał z niskiego strzału obronił Henderson, dodał do stosu okazji.

W wyjazdowej sekcji bijou drużyny Vitality kibice z Croydon byli entuzjastyczni, kontynuując imprezową atmosferę pełnego wydarzeń, czasami burzliwego sezonu. Utrzymało się to nawet wtedy, gdy Henderson stracił rzut karny po upuszczeniu wysokiej piłki, potykając Marcosa Senesiego w desperacji, by odzyskać siły. Delikatnie mówiąc, można powiedzieć, że Senesi podkreślił kontakt.

Eli Junior Kroupi nawrócony, szóste miejsce blisko aktualności. Gdy nadeszła przerwa, asystent trenera Palace, Paddy McCarthy, poskarżył się na dezorganizację stałego fragmentu gry w ataku. Ponieważ Palace zakończył pierwszą połowę bez ani jednego celnego strzału na bramkę, oczekiwany wynik 0,00 był zdecydowanie hojny.

Po wprowadzeniu Tyricka Mitchella i Ismaïli Sarr, Jørgen Strand Larsen zakończył oczekiwanie na pierwszy strzał w pierwszych momentach drugiej połowy. W szatni z pewnością usłyszano jakąś austriacką inwektywę; Pałac wywołał znacznie większe zainteresowanie. Bournemouth, które było problematyczne ze względu na swój nieszczęsny zwyczaj oddawania prowadzenia, zaczęło się wycofywać.

Szanse wciąż były po stronie Bournemouth. Dopiero blok Mitchella powstrzymał Kroupiego przed zakończeniem walki. Larsen odszedł, a w 65. minucie zastąpił go Jean-Philippe Mateta, odwracając sytuację z Szachtarem. W czwartek Strand Larsen zdobył bramkę, ale przybycie Matety nie przyniosło żadnej poprawy. Zamiast tego przybycie Ryana Christie i Davida Brooksa do Bournemouth zablokowało pomoc.

To Brooks wystawił Rayana i strzelił trzeciego gola dla Bournemouth, a drugiego w kolejnych meczach, wbijając się, choć dobrze wycelowany. Nastolatek nie strzelił ani jednej bramki od czasu, gdy w styczniu dołączył do Bournemouth, a jego początkowy szum ostatnio przycichł. Nawet bez Iraoli w przyszłym sezonie, jeśli odchodzący menadżer dostrzeże swój cel na pożegnanie, Rayana i jego kolegów z drużyny czeka jeszcze wiele przygód.