Strona główna Sport Lucu pomaga Bordeaux odsunąć Bath i przygotować ostateczne starcie z Leinsterem |...

Lucu pomaga Bordeaux odsunąć Bath i przygotować ostateczne starcie z Leinsterem | Puchar Mistrzów

4
0


Bath miała nadzieję, że powrót do Bordeaux ożywi na nowo miłe wspomnienia z triumfu w Pucharze Mistrzów w tym mieście w 1998 roku. Niestety dla ostrożnych optymistycznych kibiców tak się nie stało, ponieważ gospodarze byli o krok bliżej utrzymania trofeum, które zdobyli kosztem Northampton w Cardiff w zeszłym roku.

Bordeaux Bègles zmierzy się z Leinster w finale w Bilbao za trzy tygodnie, napędzane przez znajome trio składające się z genialnych środkowych obrońców Maxime Lucu i Matthieu Jaliberta oraz gwiazdorskiego skrzydłowego Louisa Bielle-Biarreya, który strzelił jedną z pięciu prób swojej drużyny. W odpowiedzi Will Muir strzelił dwie bramki i walka była naprawdę zacięta, ale krajowi mistrzowie Anglii nie mogli w ostatecznym rozrachunku narzekać.

Niemal w każdej dziedzinie Bath byli odważni i konkurencyjni, choć nigdy nie byli całkowitymi panami własnego losu. Na przykład Alfie Barbeary miał nadzieję, że to będzie jego najlepszy dzień, ale w jego przyciągających wzrok nosicielach wkradło się o kilka za dużo błędów. Przeciwko drużynie z Bordeaux, która ciężko jest przebić się w środku pola i ma wyjątkowo szybką grę w nogach, gdy mecz się kończy, Bath od początku do końca musiało odrabiać straty.

Choć margines zwycięstwa był niewielki, co uwypukliła próba Temo Matiu w 77. minucie, nie było wątpliwości, która ze stron zakończy mecz silniej. W Lucu gospodarze również mieli zawodnika, który poradzi sobie w każdej sytuacji. Ogolony, scrumowy łącznik zakończył mecz z 18 punktami, wliczając w to własną próbę w słoneczny dzień, deszcze i ostatecznie galijską dumę.

Początek meczu został opóźniony o 10 minut ze względu na dużą liczbę widzów wciąż znajdujących się poza stadionem, a lokalne tramwaje jadące na stadion były po brzegi przepełnione. Przed meczem padał też deszcz, który nie był taki, jakiego życzyłaby sobie obrona Bordeaux. To powiedziawszy, drużyna francuska lubi także kopać, aby zachęcić do nieustrukturyzowanych sytuacji przejściowych, chociaż nie ma nic złego w ich ustawieniu.

Który opuścił scrum. Pod nieobecność doświadczonego Jeffersona Poirota Bath obrał za cel ten obszar, chcąc wyssać trochę energii z gospodarzy. A po imponująco szybkim początku Bordeaux, który już po dwóch minutach dał szansę Marko Gazzottiemu z numerem 8, pojawił się kuszący promyk nadziei w West Country.

Maxime Lucu zdobywa przyłożenie, które przyczyniło się do zdobycia 18 punktów w sumie. Zdjęcie: Romain Perrocheau/AFP/Getty Images

Ben Spencer jest niezwykle ważny dla sposobu działania Bath, a oto kolejny doskonały przykład. Gdy jego bok uderzał blisko linii pola karnego, łącznik młyna był na tyle przytomny, aby spojrzeć w górę i wykonać doskonałe kopnięcie w poprzek boiska, które Muir zebrał i zdobył bramkę po lewej stronie. Russell poprowadził konwersję prawym słupkiem i na chwilę kibice gospodarzy ucichli.

Hałas szybko wzmógł się ponownie, gdy Bielle-Biarrey, czyhający po lewej stronie, z nonszalancką łatwością rzucił się do ataku po raz 29. w 27 meczach w tym sezonie. Jednak tym razem Bath dysponowało własną, śmiercionośną bronią. Muir wciąż miał wiele do zrobienia po elektrycznym ataku pomocnika Henry’ego Arundella, ale zakończył wspaniale grę, przebijając się przez Lucu i zdobywając bramkę jedną ręką w rzucie rożnym.

Przez resztę pierwszej połowy Bath było tak dobrze, jak to było możliwe. Wystarczyło jedno małe dośrodkowanie, aby Bordeaux zaczęło odzyskiwać inicjatywę, najpierw zwiększając presję rzutem karnym, a następnie ufając ostrym jak sztylet obrońcom. Lucu początkowo żonglował piłką wewnętrzną od pędzącego Jaliberta, ale kontynuował akcję i mimo najlepszych wysiłków Toma Dunna pojawił się ponownie i wykonał zamach pod słupkami.

Przy stanie 24:12 do przerwy potrzeba było czegoś niezwykłego, aby zamknąć przewagę. Bath rozpoczęła jednak drugą połowę silniejszą drużyną, przeciągając Bordeaux przez wiele faz z bliskiej odległości, zanim w końcu piłka wpadła prosto, a wielce obiecujący Louie Hennessey przeciągnął się i zdobył bramkę.

Pytanie brzmiało, czy ławka Bath, do której wprowadzono czterech napastników na 25 minut przed końcem, będzie w stanie dalej uderzać z tą samą intensywnością. Bordeaux miało swoje okazje, by oddalić losy meczu od siebie jedynie po kilku faulach w ostatnim tchnieniu, aby utrzymać gości w napięciu. Jednak Bath również starało się zachować spokój: najpierw obiecujący sprint głęboko na terytorium przeciwnika zbłądził, a następnie Ollie Lawrence uderzył w piłkę, a Bath wydawało się, że zdobędzie posiadanie piłki.

A potem, na zakończenie, nadeszło pełne bólu oczekiwanie, podczas którego telewizyjny sędzia meczowy przeglądał materiał, który pierwotnie wydawał się decydującym o meczu dla rezerwowego dziwki z Bordeaux Gaëtana Barlota. Ostatecznie piłka została odrzucona, ale biorąc pod uwagę Charliego Ewelsa, który trafił na ławę kar za zawalenie maulu, Bordeaux i tak wkrótce zdobyło czwartą bramkę po słynnym wielkim Benie Tameifunie. Późna próba Toma Carr-Smitha nie przyniosła żadnego skutku: ostatnie zwycięstwo Anglików w tym turnieju miało miejsce w 2020 r. i długie oczekiwanie trwa nadal.