Strona główna Technologie Recenzja gry — To the Moon sprawia, że ​​wierzę w miłość i...

Recenzja gry — To the Moon sprawia, że ​​wierzę w miłość i prosty design gry

5
0

TL;DR

Plusy:

– Porywająca dynamika pomiędzy bohaterami

– Szczera historia z fascynującym i oryginalnym założeniem

– Ładna, retro grafika i fantastyczna muzyka

– Beztroski, głupi scenariusz poprawiający nastrój

– Zaskakująco dobra reprezentacja autyzmu w roku 2011

– Bardzo przystępne

Wady:

– Rzeczywista rozgrywka jest minimalna i nieco nudna

– Bardzo krótko, jeśli ci to przeszkadza

– Sporadyczne błędy interfejsu

Ocena: 6,5/7 — Prosty, mocny i dobrze zawarty krótki romans

Recenzja na: PC; dostępna na Windows (Steam, GOG, Humble Bundle), Linux, macOS, Android, iOS i Nintendo Switch.

Cena: 5,49 USD (Steam), 9,99 USD (GOG, Humble Bundle), 4,39 USD (Sklep Play), 4,99 USD (App Store), 15,11 USD (Nintendo Store)

W obliczu obfitości Moon Joy po sukcesie niedawnego przelotu Artemisa II na Księżyc, niedawno wróciłem do mojej ulubionej gry z czasów, gdy byłem nastolatkiem: To the Moon, napisanej przez Kan Gao oraz opracowanej i opublikowanej przez Freebird Games. Nieczęsto gram ponownie w gry, które nie są do tego przeznaczone – ta jest prosta, ma tylko jedną trasę i fabułę. Ale jest tak krótka i słodka, że ​​łatwo do niej wracać od czasu do czasu, jak do ulubionej książki.

„To the Moon” ukazało się w 2011 roku i nadal trzyma się świetnie. Została skromnie zaprojektowana w RPG Maker XP, ale szybko skupia się na opowiadaniu słodkiej, serdecznej historii – takiej, którą prawdopodobnie ukończysz w pięć godzin, jeśli nie spiesz się.

Wycieczka w głąb wspomnień

Założenie gry jest następujące: technologia fikcyjnego Sigmund Corp może tworzyć sztuczne wspomnienia. Zamiast jednak natychmiast zmieniać zło, lekarze wykorzystują tę technologię, aby wejść do umysłów umierających, gdzie dokonują ostrożnych zmian w pamięci, aby stworzyć życie, w którym spełniły się największe życzenia pacjenta, pozwalając mu umrzeć zadowolony.

To prosty i pełen współczucia pomysł, zrealizowany po mistrzowsku w oparciu o pojedyncze studium przypadku. Lekarze z Sigmund Corp, Eva Rosalene i Neil Watts, zajmują się przypadkiem Johnny’ego Wylesa, starszego mężczyzny, który jedną nogą wyszedł z domu. Jego jedyne życzenie: polecieć na Księżyc. Haczyk? Nie ma pojęcia dlaczego – to zależy od duetu lekarzy, którzy przeglądają jego wspomnienia z całego życia, aby odkryć jego motywacje, wcześnie zasiać ziarno i urzeczywistnić swoje marzenie (przynajmniej dla niego).

Żeby było jasne: duża część gry rozgrywa się w głowie starego człowieka i nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość poza nią. Jest jednak fantastycznie wciągający, ponieważ stawka misji ma ogromny ciężar emocjonalny, a rozwój historii życia Johnny’ego – wraz z historią jego żony River – sprawi, że pod koniec wszystkiego poczujesz się przynajmniej trochę czuły.

Koncepcja łączenia gatunków z doskonale napisanymi postaciami

„To the Moon” nie komplikuje zbytnio rzeczy i to mi się podoba. Ma historię do opowiedzenia i daje z siebie wszystko, aby ją opowiedzieć. Chociaż nie będę zdradzał samej historii, jej szczere przedstawienie rozwiewa niemal wszelki sceptycyzm co do jej nieprawdopodobnych lub tandetnych aspektów, a obsada postaci jest niewielka, ale potężna.

Nie chcę powiedzieć, że to zbyt uproszczona historia: trzyma w niepewności do samego końca i przez cały czas jest świetną zabawą. Koncepcja czerpie elementy z różnych gatunków, tworząc coś zupełnie wyjątkowego. Pod pewnymi względami jest to spokojna gra tajemnicza, w której badasz i łączysz kropki, a pod innymi jest to romantyczna powieść.

Jest nawet szczypta dramatu medycznego, biorąc pod uwagę koncepcję samej gry, i nieoczekiwany akcent komedii w miejscu pracy ze strony dwóch sprzeczających się lekarzy. I chociaż tak naprawdę nie podróżujesz w czasie, nadal masz takie wrażenie, więc dodaj to do listy.

Uważam za sprytny pomysł, aby główne postacie i główny wątek romantyczny były całkowicie oddzielone od naszych głównych bohaterów (i graczy), jednocześnie pozwalając im dzielić się z nimi światłem reflektorów. Historia Johnny’ego i River jest o wiele bardziej przekonująca, ponieważ była świadkiem jej w odwrotnej kolejności przez stronę zewnętrzną, a specjaliści z Sigmund Corp mogą o wiele bardziej zabłysnąć w roli obserwatorów, na których spoczywa wielka odpowiedzialność.

Ślub. — zrzut ekranu autorstwa autora

Skoro już jestem przy temacie dobrego pisania i dobrych postaci, oto kolejny powód, dla którego ponownie odwiedziłem tę grę. Kwiecień jest miesiącem świadomości autyzmu, a „To the Moon” przedstawia pewne przedstawienie autyzmu, które – choć niekoniecznie doskonałe – jest zdumiewająco przemyślane na rok 2011, nawet jeśli niektóre elementy humoru w innych aspektach są przestarzałe. Nie jestem ekspertem, ale mogę powiedzieć, że serial nigdy nie redukuje autystycznych postaci (więcej niż jednego!) do symboli, archetypów lub lekcji moralnych, ale zapewnia im własny głos, przedstawiając je jako w pełni trójwymiarowe postacie same w sobie, bez bagatelizowania samego zaburzenia. Powrót do tego aspektu tej historii jako (teraz lepiej poinformowanej) osoby dorosłej był dla mnie powodem do niepokoju, więc cieszę się, że sprawdza się całkiem nieźle.

Wyobraź sobie to. — zrzut ekranu autor: Dynamiczny duet

Choć muszę podkreślić, że uwielbiam głównych bohaterów historii Johnny’ego, bledną oni w porównaniu z podwójnym aktem, jakim są Eva i Neil, ci, którzy pracują po godzinach, aby zapewnić szczęśliwe zakończenie.

Ta dwójka nie jest zwolennikiem cichej roli głównej. Ta dwójka niespodziewanie kradnie show ciągłym dowcipem, uszczypliwościami, przestarzałymi odniesieniami do popkultury i dużą dozą serca.

Odniesienie datowane. — zrzut ekranu autorstwa autora

Chociaż Eva wydaje się bardziej stoicka, praktyczna i trzyma się zasad niż głęboko niepoważny Neil, obaj są na swój sposób klaunami i uwielbiam ich bezgranicznie.

Duet sprawdza się szczególnie dobrze jako duet, ponieważ wyraźnie już się znają, mimo że działają sobie na nerwy jak stare małżeństwo. Podoba mi się to, ponieważ oznacza, że ​​w żadnym momencie nie czują się jak czysta tablica lub marionetki graczy: scenariusz ciężko pracuje, aby użyczyć im własnego życia, zmagań i ostro kontrastujących osobowości.

Pamiętasz, co mówiłem o „komedii w miejscu pracy”? — zrzut ekranu autorstwa autora

Wykorzystują też nawzajem swoją energię i sprawiają, że ich postacie jaśnieją. Poza tym — pozwij mnie — uwielbiam mocny zespół.

(Warto wspomnieć, że ta dwójka wystąpiła później w kilku innych grach z udziałem Sigmund Corp, które również gorąco polecam ze względu na większą część ich nadrzędnej fabuły.)

Minimalna w ciekawej rozgrywce

Tak zwana „pętla rozgrywki” w To the Moon nie jest warta większej wzmianki. Polega ona głównie na poruszaniu się po świecie w stylu RPG i interakcji z obiektami zapisanymi w pamięci Johnny’ego, aby osiągnąć postęp.

Przez jakiś czas jedyne konkretne rozwiązanie zagadki polega na znalezieniu pamiątek – przedmiotów, które zachowały się w życiu Johnny’ego i stanowią bramę do innych wspomnień – i są wyposażone w interfejs, w którym możesz rozszyfrować kafelki obrazu, aby przejść do następnej sceny. Chociaż istnieje kilka zwrotów akcji w rozgrywce, osiągnięcie ich zajmuje trochę czasu i czasami są czysto kosmetyczne.

Trzeba przyznać, że to tak rozczarowujące, jak się wydaje. Ale żeby być uczciwym, nie jest to tak naprawdę gra zaprojektowana wokół rozgrywki. Nie jest to dokładnie powieść wizualna, ale jest blisko: medium umożliwiające przeżycie historii, całkowicie rezygnujące z wyzwania. Nie będę więc oceniał tego zbyt surowo, poza tym, że powiem, że odrobinę większa różnorodność lub trudność w rozwiązywaniu zagadek w Akcie Pierwszym nie poszłaby na marne.

Jedynym innym problemem, który zauważyłem, była stabilność, w której duszki czasami dziwnie wchodzą w interakcje z otoczeniem i prawie uniemożliwiają ci postęp. Nie zdarza się to jednak często.

Nostalgiczna rozkosz

Ponieważ połowa rozgrywki łączy się z scenerią, miło, że sceneria jest bujna, nawet w stylu retro, pikselowanym.

Wykorzystuje arsenał tekstur i elementów dekoracyjnych, aby stworzyć świat, który wydaje się znacznie większy niż w rzeczywistości, i zawiera wystarczającą liczbę szczegółów w pikselach, aby przedstawić wiele za pomocą niewielkiej ilości. Ten ostatni szczególnie wyskakuje w animacjach duszków.

Ale to ścieżka dźwiękowa cementuje tę grę na terytorium klasy S, zawierająca słodki i uporządkowany motyw fortepianowy, który zapada w pamięć ponad dekadę później (mówię z dobrego źródła) oraz utwory, które od melancholii i złych przeczuć po zabawne i wręcz kapryśne w stylu Johna Williamsa. Jest bardzo orkiestrowo i uroczo nostalgicznie: Kan Gao jest mistrzem kompozycji muzycznej, a każda niezależna gra z imieniem Laury Shigihary w napisach końcowych jest w tym momencie obiecująca.

Werdykt: Czy nadal jest aktualny?

Tak. A za mniej niż cena fantazyjnej kawy na Steamie, zdecydowanie powinieneś spróbować, jeśli lubisz romanse, szaleństwa i dobrze napisaną historię z emocjonalnym uderzeniem. Może jednak nie, jeśli wolisz gry z większą ilością gier.

To słodka, orzeźwiająca gra oczyszczająca podniebienie, w której chciałbym tylko mieć trochę więcej energii do rozwiązywania zagadek. Przypomina to, że nawet najskromniejsza gra może zdobyć laury dzięki doskonałości w opowiadaniu historii. I chociaż tak naprawdę nie potrzebuje remasteru, zagrałbym w taki.

To the Moon kosztuje 5,49 USD na Steamie, 9,99 USD na GOG i Humble Bundle, 4,39 USD na Androida i 4,99 USD na iOS. Najdroższa wersja w sklepie Nintendo Store w pełnej cenie kosztuje 15,11 dolarów.

.single.story { obraz tła: url(’https://i.dawn.com/large/2026/04/232226584ebd071.gif’); powtórzenie w tle: powtórz-y; załącznik w tle: naprawiony; rozmiar tła: 100vw 100vh; } body:not(.newskit) .story { kolor: #ffffff; } .story a { ​​color: #ff9d1f !important; } artykuł.box, .story .template__main { tło: #000000; nieprzezroczystość: 0,95; } artykuł.box { padding: 5px; granica: 0; } .story__time { kolor: #aaa; } .story__title, .comments { tło: #000000; dopełnienie: 10px; }