Strona główna Wiadomości „Chcemy, żeby ludzie byli podekscytowani”: szef Opery Królewskiej Oliver Mears o nowym...

„Chcemy, żeby ludzie byli podekscytowani”: szef Opery Królewskiej Oliver Mears o nowym sezonie – i kontrowersjach poprzedniego | Muzyka klasyczna

9
0


Rankiem, gdy spotykam Olivera Mearsa, dyrektora opery w Covent Garden, wciąż chodzę na antenie. Dzień wcześniej widziałem epickiego Zygfryda Wagnera, trzecią część cyklu Pierścienia. Trwający prawie sześć godzin film to zanurzenie się w świecie bogów i gigantów, bohaterek i wojowniczek, ale także głębokich i przejmujących relacji międzyludzkich. Z niezwykłym Andreasem Schagerem w roli tytułowej w znakomitej obsadzie, jest to Opera Królewska w najlepszym wydaniu. W drodze do swojego biura Mears przechodzi przez labirynt za kulisami. Piosenkarze się rozgrzewają; szafarze dyskutują o naprawie kostiumu w ostatniej chwili; i kilka myszy biegających po stołówce nadaje artystyczną atmosferę. Niebo (daj lub zabierz gryzonie).

Mears opowiada mi o kolejnym sezonie: kurs za cyklem operowego bankietu. Pojawi się nowy Parsifal pod dyrekcją dyrektora muzycznego Jakuba Hrůšy, a reżyserem – w swoim domowym debiucie – „genialnie charyzmatycznego i interesującego” urodzonego w Kazachstanie Evgeny’ego Titova. Jest nowy Un Ballo w Maschera Verdiego z innym świeżym reżyserem, „stylowym i rygorystycznym” Niemcem Philippem Stölzlem. Powraca znakomita inscenizacja Kát’a Kabanová Janáčka pod dyrekcją Hrůšy w reżyserii Richarda Jonesa, której interpretacja Jenůfy Janáčka w zeszłym sezonie była jednym z muzycznych przeżyć mojego życia.

Po zeszłorocznym sukcesie Festen Marka-Anthony’ego Turnage’a – adaptacji filmu Thomasa Vinterberga o przyjęciu rodzinnym, podczas którego w przerażający sposób ujawnia się dziedzictwo molestowania dzieci – w przyszłym sezonie nie będzie premiery operowej na dużej scenie. Mears twierdzi, że w idealnym świecie nieograniczonych pieniędzy chciałby, aby grali po kilka filmów na sezon, ale jest to ogromne zobowiązanie finansowe, a przy ograniczonych środkach finansowych każdy nowy duży film, czy to Festen, czy „Innocence” Kaiji Saariaho, którego premiera miała miejsce w 2023 r., musi być strzałem w dziesiątkę.

„Trzymam się swoich zasad”… Oliver Mears, dyrektor Opery w Royal Ballet and Opera Company. Foto: Sebastian Nevols

Przypomina to, jak na krajową scenę operową wpłynęła seria agresywnych cięć dokonanych przez Arts Council England. Glyndebourne i Welsh National Opera koncertują rzadziej; English National Opera została częściowo przeniesiona z Londynu do Greater Manchester. „Zawsze mówiłem, że prosperujemy, gdy mamy przyjaciela, który jest w dobrej kondycji” – mówi Mears. Zastanawiam się, czy w świetle tego wszystkiego Opera Królewska bardziej pilnie dostrzega swoją rolę w zapewnianiu kanałów rozwoju wschodzącym kompozytorom operowym. Do ostatnich sukcesów w mniejszych projektach zalicza się 4.48 Psychosis Philipa Venablesa, który w przyszłym sezonie zostanie wznowiony po raz drugi; oraz Last Days Olivera Leitha, którego premiera odbyła się cztery lata temu i powróciła do Linbury w grudniu.

Jednak program, w ramach którego powstały te dwa dzieła – we współpracy z Guildhall School of Music and Drama – został wstrzymany, a ogólnie możliwości maleją. „Myślę, że najważniejsze jest to, że sami tworzymy i generujemy pracę, i właśnie dokonaliśmy tutaj bardzo dużych inwestycji w badania i rozwój” – mówi Mears. Mówi, że szukają utworów, przy których „publiczność będzie na skraju siedzenia”. Zbyt często, mówi, „kiedy idziesz na współczesną operę, zasypiasz, bo nie ma wystarczającego kontrastu, zbyt mało różnorodności w pisaniu wokalu. Być może poprosili znajomego lub poetę o napisanie libretta, co nie działa”. (Nie chce mi powiedzieć, w jakich nowych dziełach zasnął, i choć rozumiem, o co mu chodzi, poeci i przyjaciele mogą być całkiem niezłymi librecistami, jeśli weźmie się pod uwagę „The Turn of the Screw” Myfanwy’ego Pipera dla Brittena lub „The Rake’s Progress” WH Audena dla Strawińskiego.)

Mówi, że Royal Opera ma jedno zlecenie na głównej scenie z brytyjskim kompozytorem, który jest w drodze i rozmawia z innym. Jeśli chodzi o tych, którzy są na wcześniejszym etapie, bo jest „dosłownie kilkudziesięciu różnych kompozytorów”, nie chce podawać żadnych nazwisk. Nie mogę się doczekać, aż prace badawczo-rozwojowe zamienią się w prowizje.

Wschodzące talenty… Agathe Rousselle i Patricia Auchterlonie w „Ostatnich dniach” Olivera Leitha inspirowanych twórczością Kurta Cobaina. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian

Na świecie, za drzwiami Opery Królewskiej, toczą się wojny i niekonsekwentna polityka, zagłada i przemoc (świat, który Wagner trafnie przedstawił, jeśli spojrzeć poza magię i runy). Covent Garden nie jest odporny na ich działanie. W lipcu ubiegłego roku performer rozwinął flagę palestyńską podczas odsłonięcia kurtyny w operze. Natychmiast ze skrzydeł wyłonił się członek personelu i próbował siłą go złapać. Wszystko zostało uchwycone na wideo przez wielu widzów. Ta chwila trafiła na pierwsze strony gazet.

Łapaczem był Mears. Ciekawe, czy żałuje swojej reakcji? „Za kurtyną nie jest miejsce na zaimprowizowany osobisty protest polityczny” – mówi – „zwłaszcza gdy można było zobaczyć, jak ktoś przemawia w imieniu całej organizacji. Dlatego podtrzymuję swoje zasady, ale była to chaotyczna i niefortunna sytuacja”.

Mogły istnieć inne sposoby poradzenia sobie z tą sytuacją – na przykład opuszczenie kurtyny, co w istocie stanowi protokół, który został obecnie wdrożony na wypadek ponownego wystąpienia takiego incydentu. Z pewnością nie zazdroszczę Mearsowi, który musi w tej chwili decydować, jak zareagować. Jednak 182 jego kolegów z Royal Ballet and Opera (RBO) podpisało list otwarty, w którym potępia jego „widoczny gniew” i chwali „moralną klarowność” wykonawcy, tancerza Daniela Perry’ego. Perry powiedział później, że Mears powiedział mu, że nigdy więcej nie będzie pracował w Operze Królewskiej. „Nie mam zamiaru komentować profesjonalnej rozmowy, która mogła mieć miejsce lub nie” – mówi Mears.

Ciekawi mnie stanowisko RBO w sprawie wyrażania solidarności politycznej. Po masowej inwazji Rosji na Ukrainę wciągnięto niebiesko-żółte flagi, a orkiestra odegrała hymn narodowy: poparcie dla Ukrainy było jednoznaczne. Jednak w tym sezonie – i ponownie, w własnej produkcji Mearsa „La Gioconda” – na scenie wystąpi rosyjska sopranistka Anna Netrebko. Netrebko był już w przeszłości odznaczany przez prezydenta Rosji Władimira Putina; kazał jej nazwisko figurować na listach swoich zwolenników przed wyborami w 2012 i 2018 r.; a co najważniejsze, w 2014 r. sfotografowano ją, jak trzymała flagę „Noworosji” – emblemat używany przez wspieranych przez Rosję separatystów, którzy nielegalnie przejęli część ukraińskich obwodów donieckiego i ługańskiego. (W wywiadzie dla „Die Zeit” stwierdziła, że ​​nie rozumiała znaczenia flagi lub nie wiedziała, że ​​jej nazwisko znalazło się na liście zwolenników Putina w 2018 r.)

Kontrowersyjny casting… Anna Netrebko w Tosca we wrześniu 2025. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian

„Anna przy wielu różnych okazjach wyrażała swój sprzeciw wobec wojny” – mówi Mears. „Od czasu inwazji nie wróciła do Rosji, nawet prywatnie, nie mówiąc już o występowaniu tam”. Netrebko, posiadająca podwójne obywatelstwo, mieszkająca i płacąca podatki w Austrii, od 2022 roku gościna jest w najważniejszych scenach operowych świata (choć nie w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, a zeszłoroczny koncert w Rumunii został odwołany po apelu ambasady Ukrainy). Jednak wydawanie oświadczeń potępiających „wojnę” bez obwiniania Putina lub nawoływania do zbrodni wojennych Rosji było przez wielu na Ukrainie i gdzie indziej uważane za głęboko niewłaściwe, szczególnie w kontekście wieloletniej instrumentalizacji przez Rosję swojej kultury jako propagandy i miękkiej siły.

Co wpływa na podejście firmy do tych trudnych spraw, pytam. Mears powiedział mi, że kierownictwo odrzuciło prośby o wywieszenie izraelskiej flagi na zewnątrz budynku po 7 października 2023 r., a przy innej okazji flagi Demokratycznej Republiki Konga. „Wszystko to jest reakcją na przerażające wydarzenia. Nie ma co do tego wątpliwości, ale widać, dokąd to może prowadzić. Nie zawsze nam to wychodziło, ale staraliśmy się być tak bezstronni, jak tylko mogliśmy. „

Na koniec porozmawiamy o wspaniale rozwijającym się cyklu Pierścień – ogromnym przedsięwzięciu, które po raz pierwszy zostało omówione z dyrygentem Antonio Pappano i reżyserem Barrie Koskym już w 2019 roku. „Cykl Pierścienia” – mówi – „jest jednym z kamieni węgielnych całego repertuaru i oznaką ambicji i żywotności każdej opery” – swego rodzaju poligonem doświadczalnym dla zespołu operowego. „Kiedy ludzie przychodzą do naszego teatru, chcę, żeby poczuli te wielkie emocje i przeżyli te ogromne historie o zdradzie, rozpaczy, zazdrości i uniesieniu” – mówi. „Kiedy opera jest zrobiona naprawdę dobrze, jest to najbardziej przytłaczające przeżycie, jakie można przeżyć”.

Pełne informacje na temat sezonu RBO 2026-27 można znaleźć tutaj, rezerwacja ogólna rozpoczyna się 24 czerwca