W niedzielę siły ciemności powróciły. Potężna, połączona potęga Rosji Władimira Putina i Ameryki Donalda Trumpa została pokonana na Węgrzech wraz z triumfem europejskich wartości liberalno-demokratycznych.
Populistyczno-natywistyczna prawica włożyła wszystko, aby utrzymać Viktora Orbána u władzy. Wiceprezydent USA JD Vance, który przebywał w Iranie w połowie wojny, znalazł czas, aby pochwalić się swoim patronatem w Budapeszcie, miesiąc po tym, jak odbyła się tam konferencja prawicowej akcji politycznej konserwatystów. W styczniu Benjamin Netanjahu pojawił się w filmie, w którym poparł Orbána, któremu towarzyszyły salwy wsparcia ze strony włoskiej Giorgii Meloni i francuskiej Marine Le Pen. Herbert Kickl z austriackiej Partii Wolności oświadczył, że „po Europie wieje patriotyczny wiatr”. Być może, ale nie w ich kierunku. Patriotyzm nie jest ich własnością.
Klęska Orbána z partią Cisa konserwatywnego Pétera Magyara osłabia ich wszystkich. Orbán przegrał pomimo lat manipulowania krajami przez partię-państwo, zmian w konstytucji, korupcji i podporządkowania mediów, sądownictwa i innych urzędów publicznych. Węgrzy w końcu się uwolnili, wywołując dreszcze wśród autorytarnej prawicy w Europie.
Węgry Orbána odegrały kluczową rolę na światowej prawicy. Jak ujął to śledczy działacz klimatyczny DeSmog: „(On) korzystał z sieci wspieranych przez państwo ośrodków doradczo-doradczych, mediów i konferencji, aby promować swoją markę „demokracji nieliberalnej” w całej Europie, w tym w Wielkiej Brytanii”.
Jak niebezpieczny był rozwój europejskiej skrajnej prawicy: w 2024 r. zajęła ona mniej więcej jedną czwartą mandatów w Parlamencie Europejskim, sprawowała władzę we Włoszech oraz dołączyła do koalicji rządzącej w Finlandii, Szwecji, Austrii, Słowacji i (do niedawna) Holandii lub dołączyła do nich lub je wspierała. Powojenny wizerunek Europy jako globalnego bastionu liberalnej demokracji jest zagrożony. Magyar nie jest socjalliberałem, ale przywraca Węgry do głównego nurtu UE.
Wynik na Węgrzech zbiega się z falą skierowaną przeciwko Trumpowi i jego wielkim błędem: wywołaniem nie tylko wojny w Iranie, ale także gwałtownego wzrostu inflacji na całym świecie. Cykle władzy i wpływów poruszają się powoli, ale prezydent USA zmierzający w stronę wyborów średniookresowych, w których ceny benzyny wzrosną o 21%, nie będzie już drogowskazem dla twardych prawicowców, ale wskazaniem, którego należy unikać.
W 2018 r. Nigel Farage, zwolennik Orbána, napisał: „Viktor Orbán jest najsilniejszym przywódcą w Europie i największym koszmarem UE”. Przywódca Reform UK może teraz odczuć skutki spadku poparcia dla skrajnie prawicowej polityki. W końcu, według psefologa Petera Kellnera, jego partia wzniosła się na szczyt fali, ale już zaczyna opadać. Niepowodzenie w schwytaniu Gortona i Dentona było sporym ciosem, niszczącym jego kandydata na gwiazdę, Matta Goodwina. Jego zapierające dech w piersiach poparcie dla prezydenta USA jest zawstydzające, biorąc pod uwagę, że zaledwie 16% brytyjskich wyborców opowiada się za Trumpem. Zwróćcie uwagę na jego pisk opon: w piątek przyznał jedynie: „Tak się składa, że wiem (Trump), ale to tak na marginesie”.
Farage nigdy nie wspomina o tym, że brexit go stworzył – i on doprowadził do brexitu. Dzieje się tak dlatego, że według Statisty 58% kraju uważa obecnie, że opuszczenie UE było błędną decyzją. Nie należy też pozwolić mu zapomnieć swojej wypowiedzi, powtarzającej Putina, że Zachód „sprowokował” rosyjską inwazję na Ukrainę. Ani to, że w 2014 roku Putin był przywódcą, którego najbardziej podziwiał, choć „jako operatora, ale nie jako człowieka”.
Na razie prowadząca w sondażach z 25% poparciem Reforma jest skazana na miażdżące zwycięstwo w przyszłomiesięcznych wyborach samorządowych. Nie oznacza to jednak, że Farage za trzy lata będzie wyglądał jak premier. Wśród nich jest wypowiedź Kellnera: Reforma wyprzedziła Partię Pracy jako partia, przeciwko której ludzie najczęściej głosowali, co będzie kluczowe, gdy w grę wchodzą względy taktyczne dotyczące głosowania.
Wątpliwe, czy większość wyborców reformowanych z zapartym tchem czekała na wyniki wyborów na Węgrzech, jednak w opinii politycznej często panuje tajemnicza osmoza, wibracja, dzięki której ludzie, którzy być może nie mają obsesji na punkcie wiadomości, wdychają zmianę w powietrzu. Profesor Rob Ford, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Manchesterze, zastanawia się nad momentem „odwrócenia się fali”: widział, jak wiele takich mirażów zanika. Będziemy musieli poczekać i zobaczyć, czy porażka Orbána wywoła falę szoku wśród konserwatywnych towarzyszy podróży. „Czy komentatorzy w „Telegraph” i „Spectator” zmienią zdanie i uznają, że reforma może być rozwiązaniem?” – pyta Ford.
Brytyjska prawica podleciała zbyt blisko Orbána. Tylko w tym roku w ramach projektu Good Law Project doniesiono, że finansowany przez państwo węgierski zespół doradców Mathias Corvinus Collegium przekazał ponad 500 000 funtów brytyjskiej fundacji Roger Scruton Legacy Foundation. Do dyrektorów tego ostatniego należy nie tylko szef polityki Reformy, James Orr, ale także redaktor naczelny Spectatora i były minister torysów, Michael Gove. Co się stało z kordonem sanitarnym, który chronił konserwatyzm przed skrajną prawicą?
Jest też ostrzeżenie dla Partii Pracy. Ford mówi im, aby nie czerpali pocieszenia z wyniku Węgier. Mając przed sobą „najgorszy cios w historii”, największym ryzykiem dla Partii Pracy jest ich obecne „oszołomienie samozadowolenia”.
Dokładnie 70 lat po nieudanym powstaniu na Węgrzech zdecydowane odrzucenie przez ten kraj Fideszu może wywołać na nowo entuzjazm dla jedności europejskiej i idei liberalno-demokratycznej. To głosowanie mające na celu odesłanie skrajnie prawicowego populizmu z powrotem na margines, tam gdzie jego miejsce. Szereg wyborów europejskich w przyszłym roku pokaże nam, czy była to tylko węgierska historia – czy też odbiła się głośnym echem na całym kontynencie. Ale dobrych wiadomości jest żałośnie mało, więc wykorzystaj je jak najlepiej teraz.
Polly Toynbee jest felietonistką Guardiana
Guardian Newsroom: Czy Partia Pracy może wyjść znad krawędzi? W czwartek 30 kwietnia dołącz do Gaby Hinsliff, Zoe Williams, Polly Toynbee i Rafaela Behra podczas dyskusji o tym, jak duże zagrożenie stoi przed Partią Pracy ze strony Partii Zielonych i Reform UK oraz czy Keir Starmer może przetrwać jako lider. Zarezerwuj bilety tutaj