Strona główna Wiadomości „Co za przedstawienie z wodą chłodzącą!” Jane Krakowski o Ally McBeal –...

„Co za przedstawienie z wodą chłodzącą!” Jane Krakowski o Ally McBeal – i życie największego złodzieja scen na świecie | Scena

8
0


„Występowałam w trzech programach telewizyjnych, które trochę poruszyły igłę” – mówi Jane Krakowski. „Brzmi to okropnie, gdy to mówię, więc mam nadzieję, że przedstawisz to tak, jakbyś to powiedziała”. Prawdę mówiąc, też to powiedziałam: pierwszą była Ally McBeal, od 1997 do 2002 roku, w której grała Elaine Vassal, specyficzną postać w przełomowym serialu. Ludzie, którzy lubili siedzieć i kłócić się o telewizję i postmodernizm, nieustannie rozmawiali o tym, jaki rodzaj feminizmu propagował McBeal pod koniec lat 90. ze swoją roztrzepaną, neurotyczną bohaterką, takim nieznanym ekranowym tropem Kobiety Kariery, ale w jakiś sposób o wiele bliższy życiu. Krakowski był niemal fotonegatywem tytułowej bohaterki Calisty Flockhart: zuchwały, ekscentryczny, nie przejmujący się opinią innych. Podobnie jej bohaterka w 30 Rock, Jenna Maroney, posłużyła jako podpórka dla Liz Lemon Tiny Fey – Krakowskiego nietkniętego przez samoświadomość, Fey przez nią nękaną. Akcja trwała od 2006 do 2013 roku, a dwa lata później w kolejnej części Fey, Unbreakable Kimmy Schmidt, Krakowski wcielił się w Jacqueline White, bogatą osobistość z towarzystwa, której magnetycznie nie da się lubić, w fikcyjnym świecie tak surrealistycznie nieprawdopodobnym, że wydaje się, że to wyczyn, którego mogła dokonać tylko ta konkretna obsada.

Można by dzielić włos na czworo co do tego, czy Ally McBeal wymyśliła „dramat”, czy tylko go udoskonaliła, a kwestia wrażliwości komicznej Fey mogła cię wciągnąć jak ruchome piaski. Ale w każdym spektaklu Krakowski tworzy postać, której nie można sobie wyobrazić, aby w pełni ukształtowana znalazła się na kartce papieru. Jest ekspresyjna w sposób pełen napięcia, ale jednocześnie tak kontrolowany, zabawna w sposób tak instynktowny, ale tak przemyślany, że dialog i występ zdają się eksplodować razem jak dwa pierwiastki chemiczne.

Krakowski (z prawej) w Ally McBeal z (od lewej) Lucy Liu, Calistą Flockhart, Portią de Rossi i Jamesem LeGrosem. Zdjęcie: Fox TV/Zuma Press/Shutterstock

Nic z tego nie jest szczególnie nowatorskim podejściem. Niezwykłe talenty Krakowskiej zostały docenione w całej jej karierze; Rzadko pojawia się na liście nominacji do nagród Emmy, Złotego Globu i Aktora (dawniej Screen Actors Guild). Należy do tych aktorek, o których zawsze wspomina się w sezonie Tony, nawet jeśli nie jest nominowana (co otrzymała trzy razy, raz wygrywając), a w weekend była w Londynie dla Oliviersów, nominowanych do Here We Are, doprowadzającego do szaleństwa finałowego musicalu Stephena Sondheima, 20 lat po zdobyciu nagrody Oliviera za film Guys and Dolls. Tym razem nie wygrała i wiedziała, że ​​tego nie zrobi – a raczej powiedziała, gdy rozmawiałem z nią trzy dni wcześniej: „Nie sądzę, żeby szanse były po mojej myśli, ale jestem bardzo podekscytowany, że tu jestem”. Dużo czasu zajmuje przyzwyczajenie się do tego, jak niezmiennie słoneczna jest po karierze niezwykle trudnych postaci.

Biorąc pod uwagę jej lata na ekranie, zarozumiałością jest stwierdzenie, że czyjąś główną miłością jest scena, ale faktem jest również, że 57-letni Krakowski rzadko kiedy przez dwa lata nie zagrał w sztuce, ostatnio Och, Mary! na Broadwayu. Ma „niezwykle lojalną i powracającą bazę fanów gejów” – mówi. „To przeżycie było niezwykle radosne”.

Jako Mary Todd Lincoln w Och, Mary! w październiku ubiegłego roku. Zdjęcie: Bruce Glikas/Getty Images

Jest, jak sama twierdzi, dzieckiem rodziny ekscentrycznie zakochanej w scenie. Dorastała w New Jersey, jej tata był inżynierem chemikiem, a matka nauczycielką teatru w college’u: „Byliśmy rodziną, która godzinami czekała w kolejce do TKTS w Nowym Jorku, żeby kupić bilety, na które było nas stać, i widzieliśmy wszystko, na co mogliśmy”. Chciała zostać tancerką baletową, ale „w pewnym momencie zrozumiałam, że nie zostanę wybrana do School of American Ballet”. Ten świat „zawsze dążył do perfekcji” – mówi. „To był zupełnie inny czas”. To był koniec lat 70., początek 80. „Myślę, że teraz istnieje więcej możliwości interpretacji tego, kto będzie występował w zespole baletowym. Świat się otworzył i pięknie się zmienił. Ale wtedy trzeba było mieć bardzo rygorystyczną budowę ciała, aby zostać przyjętym do zespołu.”

Pośrednio to wczesne zniechęcenie ukształtowało jej tożsamość sceniczną, gdy zdała sobie sprawę, że „tak naprawdę nie ma doskonałości. Ludzi interesują przede wszystkim ich dziwactwa, wady i osobliwości. Bardzo mnie to pociągało i tego właśnie szukam i celebruję w postaciach, które mam szczęście grać”.

Dzięki temu zachowała dyscyplinę, z której jest wyraźnie dumna, tę klasyczną siłę kopytnika – nigdy nie opuszczając występu, nigdy nie przeziębiając się. Uczęszczała do Zawodowej Szkoły Dziecięcej, która powstała na początku XX wieku, aby zapewnić edukację dzieciom, które robiły karierę sceniczną. „Więc dorastałam, ucząc się z ludźmi, którzy grali w zespołach i byli tancerzami na Broadwayu – ich atletyzm jest uderzający”.

Chicago zobaczyła, gdy miała osiem lat, a legendarna Chita Rivera rzuciła prosto w nią różę, gdy opadła kurtyna. Wydaje się, że jest to jej o wiele żywsze i znaczące wspomnienie niż, powiedzmy, kariera filmowa, którą miała już w wieku 12 lat, kiedy obsadzono ją w filmie National Lampoon’s Vacation. „Wiele lat później (2003) zrobiłem Nine with Chita. Oboje byliśmy nominowani do nagród Tony w tej samej kategorii, a ostatniego dnia, po zakończeniu programu, powiedziała: „Jesteś taki jak ja. Dorastałeś w tej samej dyscyplinie”. Bardzo mnie to poruszyło, bo w zasadzie powiedziała: „Nie tęsknimy za występami. Jeśli nie jadę karetką do szpitala z całkowicie złamaną nogą, nie ma powodu, dla którego nie miałbym przyjść do teatru”.

Z Jessem Tylerem Fergusonem na próbie do spektaklu Here We Are w National Theatre w Londynie. Zdjęcie: Marc Brenner

W latach 80. Broadway został najechany przez Brytyjczyków – a konkretnie Andrew Lloyda Webbera i Trevora Nunna, któremu Krakowski zawsze stara się podawać swój pełny tytuł, nazywając go „Sir”. Brała udział w przesłuchaniach do Les Misérables, ale poszli z innym aktorem (Frances Ruffelle – „Bardzo się cieszę, że tak się stało, zostaliśmy naprawdę bliskimi przyjaciółmi”), a Lloyd Webber zaprosił ją na przesłuchanie do Starlight Express. Fabuła była obiektywnie absurdalną opowieścią o życiu wewnętrznym grupy pociągów, przedstawioną na rolkach. „Jeździłam na rolkach na przyjęciach urodzinowych dla nastolatków w New Jersey i odważyłam się spróbować i dostałam tę rolę, nawet nie wiedząc, na co się pisałam. Moją pierwszą podróżą do Londynu było obejrzenie tego na West Endzie, żeby zobaczyć, w co się wpakowałam”.

To był rok 1987 – ten sam rok, w którym ukazało się Fatal Attraction. Zagrała w filmie po przesłuchaniu w swoje 19. urodziny. Większość z nich trafiła na podłogę montażowni, ale sam film był z pewnością najgłośniejszym tematem od dekady.

Krakowski nie sprawia wrażenia, jakby gonił za karierą w Hollywood, chociaż, jak mówi, „Bardzo podobały mi się doświadczenia filmowe, które przeżyłam, a kręcenie filmów też jest naprawdę trudne, godziny, które ludzie w to wkładają. Może to trochę geograficzne, jak dorastanie w Nowym Jorku i wpływy na Broadwayu. Potem z telewizją – nie chcę powiedzieć, że to była moja opiekunka do dziecka, bo miałem wspaniałych rodziców, którzy byli bardzo zaangażowani w moje życie – ale zawsze miałem taką miłość do teatru i taką miłość do teatru telewizji, nie umknęło mi, że tam głównie potoczyła się moja kariera”.

Patrząc wstecz, oryginalność Ally McBeal nie polegała na tym, że skupiała się na niezależnej kobiecie mającej pracę, ale raczej na tym, że nie zostały rozegrane prosto, a już zwłaszcza na postaci Krakowskiego. Była osobą wyjątkową: szaloną przedsiębiorczynią, która rzucała światło na światło dzienne, z natury niedoskonała i niesympatyczna. Elaine Vassal wynalazła stanik do twarzy i kubek Cool Cup zatrzymujący nasienie oraz automatyczny podgrzewacz deski sedesowej. To bzdura, którą często można teraz zobaczyć w dramatach i serialach komediowych (Gina w Brooklyn Nine-Nine to klasyczna wersja), ale w 1997 roku była zupełnie niezwykła. „To serial powalający na kolana” – mówi Krakowski – „i nadal nie znam powodów, dla których pewne rzeczy się udały, a inne nie”, choć odchodzi od tematu, wspominając o geniuszu twórcy Davida E. Kelleya.

W Chłopaki i lalki. Zdjęcie: Toby Melville/Reuters

Od tego czasu do 30 Rock występowała na londyńskim West Endzie, gdzie występowała z Guys and Dolls. Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem złej produkcji tego filmu, ale w roli Miss Adelajdy tak bardzo zapadła mi w pamięć, co sprawiło, że trudy tancerki czekającej, aż facet zada pytanie, były tak zabawne, a jednocześnie boleśnie przejmujące, że później zrujnowała tę rolę wszystkim – przynajmniej na jakiś czas.

„Naprawdę miałam problemy z tą rolą” – mówi. „Pamiętam, jak powiedziałem (reżyserowi) Michaelowi Grandage’owi: «Co Adelajda tak naprawdę mówi? Ponieważ nie rozumiem, skąd ona się bierze.» A on na to: „Ona mówi, co ma na myśli”. Każdy musical, w którym brałem udział, był pisany po Sondheimie, aż do tego momentu. Aż do Adelajdy nie rozumiałem, jak odgrywać rolę bez podtekstów.

Z Tiną Fey w 30 Rock. Zdjęcie: Bank zdjęć NBCU/NBC Universal/Getty Images

Jenna Maroney z 30 Rock to prawdopodobnie postać, która zgromadziła kultowych fanów Krakowskiego. „Tina (Fey) udoskonaliła mój komediowy głos” – mówi. „Genialna pisarka, ale taki mądry producent, taka niesamowita osoba”. Pamięta scenariusze zdejmowane z kserokopiarki i wszystkich, którzy je czytali, gdy były jeszcze ciepłe w dłoniach, nie mając pojęcia, co będzie dalej – co było w dużej mierze doświadczeniem widza, ponieważ serial był tak antyformułowy.

W piątym sezonie ona i Fey zaszły w ciążę w odstępie trzech miesięcy. Krakowski twierdzi, że było to „pełne miłości i wsparcia środowisko”, ale widz może pamiętać zjadliwe wersety na temat macierzyństwa, które zaczęły pojawiać się w scenariuszach: w pewnym momencie Liz Lemon zakłada, że ​​ktoś ma dziecko, a ono nie ma – i mówi (parafrazuję): „Przepraszam, po prostu często masz na ubraniach jedzenie, mleko czy coś takiego”.

Krakowski (z prawej) z Ellie Kemper w Unbreakable Kimmy Schmidt. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Netflix/Netflix

W Unbreakable Kimmy Schmidt Krakowski łączy charyzmatyczny narcyzm, za który już wtedy słynęła, z kruchością bogatego człowieka, która sprawia, że ​​każda linijka natychmiast nadaje się do cytowania; w pewnym sensie znów jest kontrapunktem dla głównej roli. Historia Kimmy Schmidt jest oczywiście taka, że ​​została zamknięta w piwnicy i poza realnym światem, a przecież Jacqueline Krakowskiego to ta zupełnie niezdolna do życia, tak rozpieszczona, że ​​podstawowe zadanie, jakim jest pójście do apteki czy wyciągnięcie wody z lodówki, pokonuje ją. Wnosi jakość do najbardziej obrzydliwych dzieł – może nie ciepło, może po prostu człowieczeństwo – bez której trudno sobie wyobrazić dzieło Fey jako takie, jakie jest.

Wystawę „Here We Are” wystawianą w zeszłym roku w National Theatre w Londynie przetestowaliśmy to do granic możliwości, bo ten musical jest szalony. Widziała go w Shed w Nowym Jorku, zanim tam weszła, i pamięta, że ​​„po prostu zazdroszczę wszystkim, którzy nad tym pracowali – co za prezent móc pracować nad ostatnią łamigłówką Sondheima”.

To w porządku zagadka; rodzina chodzi od jednej restauracji do drugiej. Nie można ich obsłużyć, więc wstają i wychodzą. „Dwie lub trzy piosenki do aktu drugiego i muzyka po prostu przestaje działać.” Zwłaszcza w przypadku londyńskiej obsady, która była tak zaangażowana – Rory Kinnear również był genialny, podobnie jak Chumisa Dornford-May – to trochę zaskakujące, jak wiele przemyśleń i werwy mogło zostać włożonych w coś, a publiczność wcale nie była mądrzejsza. „To trudne!” – przyznaje. „To skomplikowane. Bywały chwile, kiedy Joe (Mantello, reżyser przedstawień zarówno off-broadwayowskich, jak i londyńskich) mawiał: «Nie mam dla ciebie odpowiedzi na to pytanie. Musisz po prostu być na sali.»”. Myślę, że trzeba naprawdę kochać Sondheim, aby wybaczyć mu jego niedoskonałości, co na szczęście robi Krakowski. „To, co zawsze wywoływało we mnie wielkie emocje w akcie drugim” – mówi – „to to, że czułem, jak Sondheim opuszcza pokój. Nigdy nie chcemy, aby Sondheim odchodził”.

Krakowska powiedziała kiedyś, że woli to, co złe, ale dobre – dowcipy, z których nie należy się śmiać, sytuacje, których nie da się oglądać. Prywatnie jest tego przeciwieństwem: przejawem wdzięczności i hojności wobec wszystkich, z którymi pracowała. Trudniejszą pracę polegającą na wydobywaniu złota z bagna ludzkiej natury zachowuje na scenę i ekran niczym absolutna łapówka, którą jest.