Strona główna Wiadomości Jak Orbán został pokonany? Z energiczną kampanią i przebiegłym wykorzystaniem swoich słabości...

Jak Orbán został pokonany? Z energiczną kampanią i przebiegłym wykorzystaniem swoich słabości | Tibora Dessewffy’ego

12
0


Wybory na Węgrzech przyniosły bezprecedensowe zwycięstwo pretendentowi Viktora Orbána. Przy rekordowej frekwencji wynoszącej prawie 80% i większości, która dla partii Cisa wynosi prawie 70%, nie była to zwykła zmiana rządu: była to zmiana reżimu skompresowana w jeden wieczór wyborczy.

Po 16 latach sprawowania władzy Orbán stał się ofiarą własnego dzieła. Węgierska machina wyborcza, starannie zaprojektowana tak, aby przekształcić względną większość w przeważającą dominację parlamentarną, działała doskonale – tylko nie dla niego. Ostatecznie lider opozycji Péter Magyar nie musiał demontować systemu; po prostu rozpoznał zasady gry i grał, aby wygrać. Prawa wyborcze Orbána z 2011 r., mające na celu ukaranie podzielonej opozycji, okazały się ostatecznie fatalne dla ich twórcy, gdy stanął w obliczu pretendenta, który mógł obrócić zasadę „zwycięzca bierze wszystko” na swoją korzyść.

Występy Magyara w całym cyklu wyborczym były wyjątkowe. Jego szybkie budowanie Cisy jako głównej siły politycznej, łączącej budowanie partii, nieustanną kampanię i dominującą obecność w mediach społecznościowych, będzie analizowane przez lata. Wkroczył w środowisko nowomedialne, w którym Fidesz od dawna wydawał się nie do pokonania, jak kaczka w wodzie.

Jednak choć ta taktyka może być imponująca, sama w sobie nie wyjaśnia skali miażdżącego zwycięstwa Cisy. Czynniki wymieniane obecnie jako przyczyna upadku Orbána – zubożenie, korupcja i konfrontacyjna polityka zagraniczna – były obecne w poprzednich cyklach wyborczych. Rzeczywiście, przez długi czas były one właściwie filarami jego sukcesu.

Różnica w tych wyborach? Czas.

Weźmy pod uwagę plastikową torbę wypełnioną wodą. Można tak trzymać godzinami i nic się nie dzieje. Kształt pozostaje stabilny. Jednak wewnętrznie struktura się zmienia – cząsteczki poruszają się, włókna rozciągają się. W końcu torba rozdziera się bez ostrzeżenia. Często taka jest stabilność polityczna. Nie zawsze jest to oznaka siły, ale maska ​​kumulowania napięć.

Upływ czasu podważył system Orbána na trzech różnych poziomach.

Po pierwsze, zużyła się technologia polityczna. Machina komunikacyjna, która niegdyś pozwalała Fideszowi przedstawiać wszystko, od migracji po inflację, jako winę wrogów narodu, stopniowo traciła wpływ na opinię publiczną. Narracja o wrogu zewnętrznym stała się zbyt nadmuchana. Po czterech latach wojownicza retoryka straciła swoją wartość szokującą. Antagonistyczne billboardy pozostały, ale w coraz większym stopniu sprawiały wrażenie scenerii tła, a nie dokładnej migawki rzeczywistości. Ciągły alarmizm reżimu Orbána doprowadził do wyczerpania społeczeństwa, a technologia zdobywania serc i umysłów stała się mniej skuteczna po prostu dlatego, że była nadużywana.

Po drugie, sam Orbán poczuł się zmęczony. Analiza polityczna często unika fizycznych wyjaśnień, a mimo to kontrast był uderzający. Orbán, niegdyś mistrz szlaku kampanii, sprawiał wrażenie powściągliwego i ostrożnego. Często ograniczał się do jednego kontrolowanego zdarzenia dziennie.

Natomiast Madziar działał z polityczną nadpobudliwością. Występował siedem lub osiem razy dziennie i utrzymywał intensywną obecność w Internecie i poza nim. Podczas gdy Orbán próbował dostosować się do logiki mediów społecznościowych, Magyar poruszał się w nich jako native speaker. Nie tylko korzystał z platform: istniał wewnątrz nich. To była rywalizacja pomiędzy utalentowanym, ale zmęczonym aktorem a szybką, adaptacyjną osobowością. Kibice widzieli wybór między postacią dziadka kierującego się rutyną a młodym, pełnym energii pretendentem.

Po trzecie, codzienna rzeczywistość zaczęła się potwierdzać. Warunki szpitalne, koszty życia i jakość usług publicznych okazały się bardziej uparte niż hasła kampanii. Okazuje się, że dla wyborców zaopatrzenie szpitali jest ważniejsze niż teorie spiskowe na temat Brukseli. Inflacja zastąpiła wojny kulturowe, a pragnienie funkcjonującego kraju wyparło politykę tworzenia wrogów. Nieliberalny populizm nagle musiał skonfrontować się z rzeczywistością. Upadek konsensusu Orbána sugeruje, że nawet najbardziej wyrafinowane ekosystemy dezinformacyjne mają ograniczony okres trwałości.

Postrzeganie czasu jako głównego czynnika tej porażki wyjaśnia wynik. Nie była to konsekwencja pojedynczego skandalu czy porażki, ale raczej kulminacja powolnej i niemożliwej do opanowania erozji władzy.

Ta lekcja wykracza poza Węgry. Nawet doskonale wypolerowana machina polityczna może stać się sztywna i pusta. Kiedy reżim cofa się w bańkę i wyklucza sprzeciw, traci zdolność do samoodnowy. W tym momencie stabilność staje się sztywnością, a system traci zdolność do adaptacji. Choć z zewnątrz może wydawać się niezmieniony, staje się coraz bardziej kruchy, aż w końcu się zawali.

Czas jest cichą, ale nieustępliwą siłą erozji. Siła ta jest znacznie bardziej niebezpieczna dla systemów autorytarnych niż dla społeczeństw otwartych. Społeczeństwa demokratyczne czerpią swoją odporność ze zdolności do zmian. Podobnie jak plastikowa torba, sztywny system utrzymuje się przez długi czas. Potem nagle łzy.

Tibor Dessewffy jest dyrektorem centrum badawczego socjologii cyfrowej na Uniwersytecie Eötvösa Loránda w Budapeszcie i członkiem Europejskiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych