Strona główna Wiadomości Recenzja Massive Attack: Boots on the Ground (z udziałem Toma Waitsa) –...

Recenzja Massive Attack: Boots on the Ground (z udziałem Toma Waitsa) – pierwszy singiel od dekady to mroczny hymn naszych czasów | Masowy atak

4
0


Nawet jak na standardy zespołu znanego z niespiesznego podejścia, nagrania Massive Attack w ostatnich latach spadły do ​​niewielkiej strużki. Rzadko schodzili z prasy, ale nie ze względu na muzykę, a raczej na skutek kampanii politycznej: frontman Robert Del Naja znalazł się wśród 500 osób aresztowanych podczas zeszłej soboty podczas protestu Akcji Palestyny. Minęło sześć lat, odkąd ostatni raz wydali jakąkolwiek nową muzykę – trzy filmy na YouTube, w których ich muzyka skutecznie posłużyła za podłoże dźwiękowe dla mówionych utworów na temat globalnych zmian systemowych – i dekadę, odkąd wydali coś, co naprawdę można było kupić, singiel zatytułowany The Spoils. Ich najnowszy album, Helgoland, ukazał się w 2010 roku: Taylor Swift nadal była gwiazdą country, Harry Styles był jeszcze w szkole, Instagram i TikTok nie zostały jeszcze uruchomione.

Grafika do Boots on the Ground

Oznacza to, że każde nowe wydawnictwo automatycznie niesie ze sobą poczucie wydarzenia, zwłaszcza jeśli jesteś na tyle dorosły, aby pamiętać, jak znacząco Massive Attack zmienił muzyczny krajobraz lat 90-tych. Można sformułować argument, że ich debiutancki album, Blue Lines, był najbardziej wpływowym brytyjskim albumem swojej epoki: dał początek całemu podgatunkowi, trip-hopowi; Minęło 35 lat, a wciąż wszędzie można usłyszeć jego echa, od mainstreamowego popu Billie Eilish i Lany Del Rey, przez nu-soul Joy Crookes i Greentei Peng, po niekończące się połacie anonimowych „bitów lo-fi”, które mają miliony odtworzeń w Spotify.

Oczywiście minęło już bardzo dużo czasu, odkąd muzyka Massive Attack choć w najmniejszym stopniu przypominała Blue Lines: od końca lat 90. ich brzmienie stało się zasadniczo mroczniejsze, bardziej abstrakcyjne i niepokojące, z wyraźniejszym wpływem ostrego post-punkowego eksperymentalizmu niż hip-hopu czy soulu – szczególnie jeśli Del Naja, a nie kolega z zespołu Grant Marshall, kierował muzyką.

Taki stan rzeczy podkreśla Boots on the Ground. Towarzyszy mu film przedstawiający pracę dokumentalisty, który jako finałowy post publikuje na Instagramie – protesty Black Lives Matter i reakcja policji na nie; naloty ICE; bezdomnych weteranów – trwa siedem minut. Prawie trzy z nich pochłania głęboko niepokojące intro i koda składające się w całości z dźwięku ciężkiego oddechu gościnnego wokalisty Toma Waitsa, jakby dyszał ze zmęczenia lub z trudem łapał powietrze; po pięciu minutach następuje równie niepokojący wybuch kompletnej ciszy, który sprawia wrażenie, że utwór się skończył.

Obecność Waitsa w Boots on the Ground podkreśla ciągłą zdolność Massive Attack do przyciągania największych współpracowników. Być może ma to związek z faktem, że od początku swojej kariery zdawali się traktować swoich gościnnych wokalistów mniej jako epizodyczne gwiazdy, a bardziej jako prawdziwych partnerów – obecność Tracey Thorn w „Protection” z 1994 roku zdawała się kształtować brzmienie całej piosenki; coś podobnego przydarzyło się Elizabeth Fraser w „Teardrop” z 1998 roku – i tutaj to potwierdza.

Waits najwyraźniej przedstawił swój wokal kilka lat temu, ale w towarzyszącym mu cytacie, zazwyczaj mrocznym i zabawnym, mówi: „Dzisiaj, podobnie jak we wszystkich przeszłości ludzkości, gwarantujemy, że ta piosenka nigdy nie wyjdzie z mody”. Jego wokal jest zawsze niepowtarzalny, ale jego duch wydaje się przenikać do muzyki: jeśli rytm jest nieco bardziej płynny niż w jego późniejszych utworach, ma niezgrabne przechylenie i nutę arytmicznego stukotu, co nie byłoby całkowicie nie na miejscu na jednym z jego solowych albumów. Unosi się nad nim delikatnie ponura postać fortepianu i następuje ciekawa przerwa, w której rytm zastępują wojskowe werble i niewyraźny, hymniczny wokal. Ale twoją uwagę przyciąga głos Waitsa – w tym przypadku najbardziej beefheartowski – i to, co mówi. Najwyraźniej śpiewane z punktu widzenia prostackiej, gwałtownej, niezwiązanej władzy – typu agresora i podżegacza wojennego, który ostatnio tak ośmielił – tekst oscyluje pomiędzy surrealistycznym („Duże cyce!”) a niepokojącym: „Zabiłem brązowego mężczyznę… zakrztusił się śliną i jego twarz posiniała… umarł tutaj, mam perłę z jego pyska”.

Najwyraźniej nie jest to utwór, który ma na celu przeciwstawienie się największym hitom Massive Attack – Teardrop, Safe from Harm, Unfinished Sympathy – przed ludzkimi uczuciami: jest mroczny, niepokojący, złowieszczy, z wyraźną domieszką WTF? biegnąc przez to. Co sprawia, że ​​jest to muzyka doskonale wpisująca się w obecne czasy.