W lutym premier przeprosił ofiary zmarłego przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina, mówiąc, że „uwierzył kłamstwom (Petera) Mandelsona”, zanim mianował go ambasadorem Wielkiej Brytanii w USA. W marcu konto to uległo zmianie. W obliczu dowodów wskazujących, że ostrzeżono go, że nominacja stwarza „ryzyko dla reputacji”, ale mimo to dał mu tę pracę, sir Keir Starmer podczas podróży do Belfastu przyznał, że „popełnił błąd”.
Wydaje się, że w czwartek odpowiedzialność ponownie została przeniesiona – tym razem na urzędników. Sir Olly Robbins, najwyższy urzędnik w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, został zwolniony po tym, jak „The Guardian” doniósł, że lordowi Mandelsonowi odmówiono poświadczenia bezpieczeństwa na to stanowisko. Nr 10 powiedział, że o tym nie powiedziano. Nie są to wyjaśnienia uzupełniające. Są to konkurenci. Albo Sir Keir został wprowadzony w błąd, zignorował ostrzeżenia, albo system zawiódł.
Relacja rządu z procesu weryfikacji budzi wątpliwości. Ministrowie twierdzą, że ostrzeżenia zostały zignorowane. Ale eksperci twierdzą, że to tak nie działa. Ministrowie słyszą wynik, a nie podstawowe informacje, co utrudnia kontrolę po podjęciu decyzji i zwiększa ryzyko, że wnioski będą z nią zgodne, jak w przypadku Mandelsona. Dlatego obwinianie Sir Olly’ego za nieudzielenie informacji wywiadowczych wygląda na usprawiedliwienie po fakcie. Ryzyko związane z powierzeniem lordowi Mandelsonowi tak delikatnej pracy wiązało się nie tylko z tajnymi aktami; znajdowały się również w domenie publicznej lub były dostępne dla Sir Keira.
Wydaje się, że sir Keir, zatwierdzając z wyprzedzeniem nominację lorda Mandelsona, przeprowadził proces weryfikacji w zakresie dostawy, a nie kontroli. W takich okolicznościach problemy się nie pojawiają. Są pogrzebani przez system, w którym niewygodne fakty nie mogą dotrzeć na sam szczyt. Dlatego stwierdzenie „nie wiedziałem” nie jest skuteczną obroną. Ministrowie są odpowiedzialni nie tylko za to, co im się mówi, ale także za to, czy ktoś może im powiedzieć prawdę. Twierdzenie, że ogłoszenie było konieczne przed przeprowadzeniem kontroli bezpieczeństwa, ponieważ Stany Zjednoczone musiały zatwierdzić nominację Lorda Mandelsona, jest próbą odejścia od prawdziwego problemu: czy mianowanie lorda Mandelsona na ambasadora było bezpieczne i właściwe dla Wielkiej Brytanii? Odpowiedź brzmiała – i pozostaje – nie.
Podstawową zasadą brytyjskiej polityki jest nigdy nie okłamywać parlamentu. Sir Keir ukrył się za językiem procesu. Lider torysów Kemi Badenoch nie zawsze błyszczał w Izbie Gmin. Jednak w lutym tego roku bezpośrednio zapytała Sir Keira, czy „oficjalna weryfikacja bezpieczeństwa wspomniała(red) o trwających związkach Mandelsona z pedofilem Jeffreyem Epsteinem?” Premier powiedział: „Tak, rzeczywiście”. Być może pomylił weryfikację z należytą starannością. Ale jeśli teraz twierdzi, że nie wiedział, dlaczego powiedział, że wiedział?
W grudniu 2024 r. urzędnicy służby cywilnej ostrzegli numer 10 przed ryzykiem związanym z mianowaniem lorda Mandelsona ambasadorem USA ze względu na to, że kontynuował on swoje „stosunki” z Epsteinem nawet po skazaniu finansisty w 2008 r. za przestępstwa seksualne wobec dzieci. To nie była informacja odkryta po fakcie. Była to część porady dostępnej przed nominacją. Sir Keir nie powiedział parlamentarzystom, czy jego „błędem” było mianowanie Lorda Mandelsona bez wiedzy o ryzyku, czy też mianowanie go pomimo jego wiedzy.
Premier spodziewa się pojawić w parlamencie, aby sprostować historię i uniknąć pogardy – a taki werdykt był korzystny dla Borisa Johnsona. Posłowie Partii Pracy mogą chcieć go zatrzymać, zamiast wprowadzać niestabilność w rządzie. W obliczu zbliżających się majowych wyborów lokalnych kibice mogą pomyśleć, że jedność jest ważniejsza niż odpowiedzialność. Jeśli tak, jest to decyzja, której mogą żałować.