Strona główna Wiadomości Dwóch innych wysokich urzędników państwowych utrzymywało Starmera w tajemnicy na temat weryfikacji...

Dwóch innych wysokich urzędników państwowych utrzymywało Starmera w tajemnicy na temat weryfikacji Mandelsona | Petera Mandelsona

9
0


Jak może ujawnić „The Guardian”, Keir Starmer był utrzymywany w niewiedzy na temat poufnych informacji związanych z weryfikacją Petera Mandelsona pod kątem bezpieczeństwa przez dwóch innych urzędników państwowych, w tym szefa służby cywilnej.

Premier powiedział w piątek, że „niewybaczalne” i „zdumiewające” jest to, że wyżsi urzędnicy nie powiedzieli mu, że Mandelson nie przeszedł procesu weryfikacji bezpieczeństwa na kilka tygodni przed objęciem funkcji ambasadora w Waszyngtonie.

Olly Robbins został w czwartek zmuszony do rezygnacji ze stanowiska stałego sekretarza Ministerstwa Spraw Zagranicznych po ujawnieniu, że jego departament przyznał Mandelsonowi zezwolenie na weryfikację wbrew radom odpowiedniej agencji.

Teraz „The Guardian” może ujawnić, że dwóch innych wysokich urzędników służby cywilnej, w tym sekretarz gabinetu Antonia Romeo, nie powiadomiło go natychmiast, gdy odkryli, że brytyjska kontrola bezpieczeństwa (UKSV) doradziła Mandelsonowi odmowę zezwolenia.

Starmer twierdzi, że to „zdumiewające” i „niewybaczalne”, że nie powiedziano mu, że Mandelson nie przeszedł weryfikacji – wideo

Downing Street twierdzi, że Starmer dowiedział się o niepowodzeniu weryfikacji, które miało miejsce w styczniu 2025 r., dopiero we wtorek w tym tygodniu. Jednak „The Guardian” ustalił, że zarówno Romeo, najwyższy urzędnik państwowy w rządzie, jak i Catherine Little, stała sekretarka gabinetu, byli tego świadomi od marca.

Opóźnienie w poinformowaniu premiera wzbudzi obawy, czy jego rządem kierują mandaryni, a nie ministrowie.

Romeo, mianowany przez Starmera w lutym, o porażce Little dowiedział się w marcu. Little jest najwyższym urzędnikiem w Urzędzie Rady Ministrów, którego częścią jest UKSV. Jej wydział nadzorował także proces stosowania się do „skromnego przemówienia”, czyli wniosku parlamentu nakazującego rządowi udostępnienie „wszystkich dokumentów” związanych z nominacją Mandelsona.

We wniosku przewidziano wyjątek dla dokumentów szkodliwych dla bezpieczeństwa narodowego lub stosunków międzynarodowych, które, jego zdaniem, powinny zostać udostępnione Komisji Wywiadu i Bezpieczeństwa (ISC).

Sekretarz gabinetu Antonia Romeo (po lewej) z Keirem Starmerem na lutowym posiedzeniu gabinetu. Zdjęcie: Kin Cheung/AFP/Getty Images

Źródło rządowe upierało się, że Little „nie opierał się na informacjach”, ale był zaangażowany w złożony proces i próbował ustalić ryzyko związane z udostępnianiem bardzo wrażliwych informacji, w tym premierowi. Źródło dodało, że Little poinformowała Romeo o swoim planie ustalenia tego ryzyka. Źródło rządowe podało, że Romeo popierał ten plan.

Wydaje się, że proces ten trwał tygodnie, a aż tuzina urzędników i prawników było świadomych niepowodzenia weryfikacji Mandelsona. Z oświadczenia Starmera wynika, że ​​żaden z nich nie otrzymał formalnego powiadomienia jeszcze kilka dni temu.

W centrum kontrowersji znalazł się niezwykły dokument podsumowujący wyprodukowany przez UKSV 28 stycznia ubiegłego roku – kilka tygodni po ogłoszeniu przez Starmera, że ​​Mandelson zostanie jego ambasadorem w Waszyngtonie.

W dokumencie wskazano bardzo wrażliwe obawy UKSV dotyczące Mandelsona i w podsumowaniu zalecono, aby nie wydawał mu on poświadczenia bezpieczeństwa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odrzuciło to zalecenie.

Rzecznik Gabinetu Ministrów powiedział, że po otrzymaniu dokumentu UKSV Little „natychmiast podjął szereg przyspieszonych kontroli, aby móc udostępnić dokument lub fakt jego powstania”.

Rzecznik powiedział, że obejmuje to otrzymanie porady prawnej na temat tego, czym można się podzielić w kontekście skromnego przemówienia, oraz rozważenie, czy informacja ta nie wpłynie negatywnie na postępowanie karne.

Rzecznik powiedział, że Little zwrócił się także do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o informacje na temat „procesu, który zastosowali”, podejmując decyzję o wydaniu Mandelsona poświadczenia bezpieczeństwa wbrew radom UKSV. Dodali: „Niezwłocznie po przeprowadzeniu tych kontroli poinformowano premiera”.

Według źródła rządowego Little zawsze był zdania, że ​​wynik procesu UKSV powinien zostać upubliczniony, a odpowiedni dokument ujawniony ISC w niezredagowanej formie. Jednak w ostatnich tygodniach urzędnicy w jej departamencie byli podzieleni co do sposobu postępowania i tego, czy w ogóle udostępnić dokument komisji.

Peter Mandelson sfotografował w piątek niedaleko swojego domu w Londynie. Zdjęcie: Chris J. Ratcliffe/Reuters

Przed czwartkową publikacją artykułu „The Guardian” mówiono, że wśród urzędników „nie było konsensusu”. Niektórzy sygnalizowali obawy związane z bezpieczeństwem narodowym i argumentowali, że ujawnienie akt UKSV byłoby „bezprecedensowe” nawet ISC – komisji składającej się z dziewięciu parlamentarzystów i innych członków parlamentu, w tym Jeremy’ego Wrighta, byłego prokuratora generalnego i Alana Westa, emerytowanego admirała Royal Navy.

Jej członkowie zobowiązują się do zachowania tajemnicy zgodnie z ustawą o tajemnicy służbowej i mają dostęp do ściśle tajnych materiałów. Według jednego ze źródeł zaznajomionych z debatami toczącymi się w departamencie Little’a, przynajmniej niektórzy urzędnicy obawiali się, że może dojść do próby „tuszowania” sprawy i dokument nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Niektórzy urzędnicy zauważyli, że dokument UKSV wydaje się zaprzeczać oświadczeniom premiera i jego byłego szefa sztabu Morgana McSweeneya, z których wynikało, że za nominację Mandelsona można częściowo przypisać niepowodzenia weryfikacyjne.

W obliczu impasu wśród urzędników niektórzy członkowie rządu argumentowali, że należy uchylić precedens w celu ujawnienia komisji dokumentów UKSV, gdyż wszelkie inne działania groziłyby naruszeniem woli parlamentu.

Wydaje się, że dyskusja na temat udostępnienia dokumentów komisji parlamentarnej trwała tygodniami. Jeśli wierzyć chronologii Downing Street, premier był zupełnie nieświadomy, że coś takiego w ogóle miało miejsce.

Do środy w tym tygodniu rozważana opcja kompromisowa polegała na udostępnieniu niezredagowanych wersji dokumentu jedynie dwóm członkom ISC, takim jak przewodniczącemu i jednemu innemu członkowi. Innym było pokazywanie dokumentów jedynie tym członkom komisji, którzy są jednocześnie członkami Tajnej Rady, historycznego organu doradzającego monarchie.

Jedno ze źródeł podało, że oczekuje się, że Little zostanie poproszony o stawienie się przed ISC na zamkniętym przesłuchaniu w celu udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące tej sprawy. Lord Beamish, który przewodniczy ISC, powiedział, że jego komisja i parlament zajęłyby się „bardzo ponurym stanowiskiem”, gdyby dokumenty zostały utajnione przed jej członkami.

Rzecznik Gabinetu Ministrów powiedział, że Little i urzędnicy pracujący pod tym skromnym adresem „zawsze pracowali w oparciu o przejrzystość w zakresie zaleceń brytyjskiej kontroli bezpieczeństwa”.

Ani Biuro Rady Ministrów, ani numer 10 nie zaprzeczyły jednak, że toczyła się wewnętrzna debata na temat możliwości wstrzymania udostępnienia materiałów. Rodzi to pytania o trafność piątkowych publicznych wypowiedzi głównego sekretarza premiera Darrena Jonesa.

Bliski współpracownik Starmera Jones został poproszony w programie BBC Today o skomentowanie raportu Guardiana, według którego „urzędnicy zastanawiali się przynajmniej nad nieujawnianiem tego wszystkiego parlamentowi”.

Odpowiedział: „To nieprawda. Wszystkie te dokumenty przechodzą tak zwaną procedurę skromnego adresowania, za którą odpowiedzialny jest mój dział.”

Zapytane, czy wprowadził opinię publiczną w błąd, źródło bliskie Jonesowi upierało się, że jego odpowiedź „wyraźnie skupiała się na oficjalnej reakcji rządu na skromne przemówienie, co wyjaśnia w dalszej części swojej odpowiedzi”.