Strona główna Wiadomości Yann Martel: „Nienawidzę bogatych ludzi tego świata – do którego należę, z...

Yann Martel: „Nienawidzę bogatych ludzi tego świata – do którego należę, z powodu Życia Pi” | Yanna Martela

10
0


W Twoich powieściach „Życie Pi”, „Beatrice i Wergiliusz” oraz „Wysokie góry Portugalii” w rolach głównych występują zwierzęta. Gdybyś mógł być dowolnym zwierzęciem, jakie by to było i dlaczego?

Leniwiec, bo ma spokojne, długie życie. A może koala. Obaj wyglądają jak stonerzy. Leniwiec po prostu wisi na drzewie, śpi 22 godziny na dobę – a może medytuje. Większość stworzeń, aby pozostać przy życiu, stosuje strategię jawnego kamuflażu lub szybkości, podczas gdy lenistwo twierdzi: „Będę tak powolny, że nikt mnie nie zauważy”. Na futrze rośnie rodzaj glonów, przez co trudno go zobaczyć w dżunglach Ameryki Południowej. Jest to więc swego rodzaju ukrywanie się i bycie jednością ze wszechświatem.

Jaka jest najbardziej zaskakująca teoria, jaką usłyszałeś na temat Życia Pi w ciągu 25 lat od jej publikacji?

Któregoś razu na czytaniu powiedziała mi kobieta: „Pi mieszka z tym tygrysem i sprząta po tygrysie, karmi tygrysa, wytrzymuje tygrysa, a na koniec tygrys odchodzi bez pożegnania. Czy to metafora małżeństwa?” A tuż obok niej siedział mężczyzna, więc zapytałem: „Czy to twój mąż?” Powiedziała: „Tak, to prawda”. To było zabawne.

Jaka najbardziej zapadła Ci w pamięć interakcja z fanem?

Któregoś dnia niespodziewanie dostałem list od Baracka Obamy, kiedy był prezydentem. Jedna z jego córek czytała Życie Pi – czytały ją razem. I zadał sobie trud, żeby do mnie napisać – nawet nie jestem Amerykaninem, jestem po prostu Kanadyjczykiem. Była to bardzo ładna kartka, bardzo elegancko napisana, informująca, że ​​jemu i jego córce podobała się książka, oraz jego miłe, krótkie streszczenie powieści. Byłem zachwycony.

Otrzymałem od czytelników wiele listów na temat Życia Pi, w których przyjęli metaforę Richarda Parkera (tygrysa bengalskiego) jako odnoszącą się do ich życia. Ogromna liczba listów od osób chorych na raka i guza dotyczyła Richarda Parkera, a oni musieli przeżyć z Richardem Parkerem. Jedna kobieta, która została porwana przez taksówkarza w kraju Ameryki Środkowej – w jej mniemaniu był to Richard Parker. Wstrząsające opowieści o ludziach, którzy przeżyli i używali metafory tego tygrysa oraz o tym, jak musieli z nim współżyć.

Martel w British Museum w Londynie w 2002 roku, po zdobyciu nagrody Bookera w dziedzinie beletrystyki. Zdjęcie: John Li/Getty Images

Twoja nowa powieść „Syn nikogo” bawi się historią i mitologią związaną z Troją i Iliadą. Jaki jest Twój ulubiony fakt, którego nauczyłeś się podczas badań?

Kiedy odwiedzasz historyczne miejsce Troja – w prowincji Çanakkale, na południe od Stambułu – to niewiarygodne, mityczne miasto jest tylko małą kupą cegieł. Nawet ludzie, którzy nigdy nie czytali Iliady, większość z nich słyszała o Achillesie i Agamemnonie, Menelaosie, Helenie i Paryżu. Będą wiedzieć o co chodzi. Poznają konia trojańskiego. Ale kiedy udasz się do prawdziwego miejsca, jest to wielkie rozczarowanie.

Do jakiej książki, filmu lub albumu zawsze wracasz i dlaczego?

Wybiorę muzykę, bo pod pewnymi względami jestem niemuzykalny. Mając dwadzieścia kilka lat, mieszkałem w Meksyku z rodzicami lub poza nimi; byli dyplomatami i tam ich wysłano. Wtedy zacząłem pisać, a kolega moich rodziców powiedział: „Hej, oto muzyka, która myślę, że ci się spodoba, odkąd zaczynasz pisać” – i dał mi kasetę z muzyką dla lotnisk Briana Eno. Słuchałem tego albumu dosłownie setki razy. Kiedy chcę pisać, a nie chcę ciszy, to tego słucham. To właśnie dzięki tej hipnotyzującej muzyce moje myśli płyną jak tratwa po oceanie. To trochę jak z psem Pawłowa: nauczono mnie skupiać się, gdy słyszę tę muzykę.

Jaka jest najlepsza rada, jaką kiedykolwiek otrzymałeś?

Jako pisarz: Martin Amis powiedział kiedyś coś na festiwalu, co utkwiło mi w pamięci. Powiedział: „Kiedy byłem młodszym pisarzem i utknąłem w czymś w swoim pisaniu, siedziałem przy biurku i nad tym pracowałem”. Natomiast jako starszy pisarz, gdy tylko miał problem, odchodził i robił sobie przerwę. I w końcu, kiedy do tego wrócił, jakoś samo się rozwiązało. Problem pojawia się z tyłu głowy – a ty go rozwiązujesz. Mogę się z tym utożsamić; Często chodzę na siłownię, aby zrównoważyć swoje życie mózgowe i zawsze wychodzę wypoczęty.

Jeśli chodzi o życie, wielką lekcją jest odpuszczenie. Ostatecznie życie jest ćwiczeniem polegającym na odpuszczaniu. Nie zauważasz tego, gdy jesteś młody, ale w pewnym momencie pewne rzeczy powoli są ci odbierane. Nie jesteśmy dobrzy w odpuszczaniu. Ludzie chcą wyglądać, jakby mieli 30 lat, mając 70 lat. Gwiazdy muzyki pop wciąż próbują nagrać trzyminutowe piosenki pop, gdy mają 78 lat. Pisarze wydają coraz gorsze książki, gdy większość ludzi już ich nie czyta.

Czym się skrycie pasjonujesz?

To pozbawione humoru, ale: egalitaryzm. Nienawidzę bogatych ludzi tego świata – do którego należę – ze względu na Życie Pi. Nasz świat jest niszczony przez chciwość i bogactwo. Wszystkie te koncerny naftowe bronią paliw kopalnych, zapominając o dzieciach, bo one chcą pieniędzy. Są wszyscy ci ludzie, którzy mają pieniądze i całkowicie lekceważą innych. Nie sądzę, że powinniśmy tolerować bogactwo powyżej pewnego poziomu; komu właściwie potrzebny jest miliard dolarów? Powinniśmy zubażać superbogatych i wychowywać wszystkich; daj każdemu równe szanse od samego początku i pielęgnuj ich. Wtedy wszystkim nam będzie lepiej.

Przez prawie cztery lata prowadziłeś jednostronny klub książki z premierem Kanady Stephenem Harperem. Jaką książkę Twoim zdaniem powinien przeczytać każdy przywódca polityczny?

Śmierć Iwana Iljicza – Lew Tołstoj. Jest krótki – może 80 stron – i jest doskonałym przykładem tego, co potrafi literatura. Historie muszą być zabawne, ale nie mogą być tylko takie – w przeciwnym razie jest jak tabliczka czekolady: smakuje dobrze, ale nie ma wartości odżywczych. Nie może to być też kwestia wyłącznie odżywiania: nie chcesz ciągle jeść jarmużu, bo to naprawdę nudne. Chcesz jarmużu i czekolady, a myślę, że ta książka robi to najlepiej. To pierwsza wiadomość, którą wysłałem Stephenowi Harperowi. A każdemu inteligentnemu, który nie lubi czytać, mówię: „Przeczytaj to”.

Iwan Iljicz jest sędzią drugorzędnym gdzieś na prowincji Rosji, a chodzi o jego (nadchodzącą) śmierć i niewiarygodną bezduszność otaczających go ludzi, w tym jego żony i przyjaciół. Nikt tak naprawdę się tym nie przejmuje, z wyjątkiem Gerasima, służącego. Tylko on otwiera swoje serce i widzi cierpienie Iwana. W dużym stopniu zastępuje Jezusa.

To zachwycająca historia, zabawna i wnikliwa – nie można jej przeczytać i nie stać się w jakiś sposób mądrzejszym.

Jaka jest najdziwniejsza praca, jaką kiedykolwiek miałeś?

Pracowałem jako pomywacz w obozie sadzenia drzew w północnym Ontario i jedną z rzeczy, którymi się zajmowałem, były latryny. Odkryłem, że uwielbiam kopać doły – kopałem te niezwykle głębokie latryny, najgłębsze latryny, jakie kiedykolwiek istniały.

Jakie jest Twoje ulubione miejsce do odwiedzenia i dlaczego?

Uwielbiam podróżować i nie mogę się doczekać Australii. Nie mam tu nic do gadania – jesteście naprawdę rasistowskim społeczeństwem, wasz feminizm jest do tyłu z duchem czasu i pod pewnymi względami jesteście naprawdę zacofani. Ale masz te torbacze! Nie mogę się doczekać, aż spotkam więcej twoich ukamienowanych koali i podskakujących kangurów. Jedną rzeczą, którą chciałbym zobaczyć tym razem, jest dziobak. W Son of Nothing jest wzmianka o dziobaku! Powinienem był to powiedzieć – zamiast leniwca byłbym dziobakiem, ssakiem składającym jaja. Dziwne stworzenie, które zaskakuje – tak jak chce być pisarz.