Strona główna Życie i styl Kiedy miałem siedem lat, Jack Nicholson zwymiotował na mnie sokiem wiśniowym –...

Kiedy miałem siedem lat, Jack Nicholson zwymiotował na mnie sokiem wiśniowym – z pewnością było to lepsze od odrabiania lekcji | Rodzina

5
0


Doskonale pamiętam, kiedy pierwszy raz wypiłem napój gazowany, ponieważ był to ten sam dzień, w którym Jack Nicholson na mnie zwymiotował. Celowo. Wpadł przez drzwi kościoła i rozpoczął pełną wulgaryzmów tyradę przeciwko Bogu i kobietom, szaleńczo gestykulując i zaczepiając wiernych.

Kiedy dotarł do pierwszego rzędu, w którym siedziałam, i odwrócił się w moją stronę, zamarłam. Jego oczy były nienormalnie czujne, włosy dzikie i nieczesane, a ślina kapała z ust niczym mastif neapolitański.

Nagle reżyser krzyknął „cięcie!” i Jack uśmiechnął się do mnie, po czym cmoknął mnie w coś, co można opisać jedynie jako beknięcie, i wrócił do ołtarza i wyszedł z kościoła. Dział kostiumów natychmiast wkroczył do zgromadzenia, wycierając „wymiociny” miąższu wiśni i soku z naszych ubrań, aby zresetować scenę.

Było lato 1986 roku, a my byliśmy w Cohasset, 30 km od Bostonu, kręciliśmy jedną z najbardziej pamiętnych i dramatycznych scen w filmie Czarownice z Eastwick z Jackiem Nicholsonem, Cher, Michelle Pfeiffer i Susan Sarandon w rolach głównych. Jack zagrał diabła, a ta scena była jedną z jego najbardziej diabelskich scen, o czym nie wiedziałam, zanim zgodziłam się zostać statystką.

Ostrzeżono mnie, że będzie się to wiązać z wymiotowaniem, ale wiedziałem, że to tylko „filmowe” wymiociny i że zapłacą mi 100 dolarów. Dla siedmioletniej Australijki podczas jej pierwszej podróży do Stanów Zjednoczonych wydawało się to fajnym sposobem na spędzenie dnia. Z pewnością było to lepsze od spędzenia go w pokoju hotelowym, odrabiając lekcje.

Sassica Francis-Bruce (na dole po prawej) w kościele. Foto: Premier

Do tego momentu całe życie mieszkałem w Australii i nie miałem żadnego wglądu w pracę mojego taty poza tym, że godzinami pracował przy montażu filmów i programów telewizyjnych. Ale kiedy zaczął szukać pracy za granicą i zaczęliśmy często przenosić się między miastami, krajami i szkołami, jego praca bardziej splatała się z moim życiem.

Sassica i jej matka wkrótce po zwymiotowaniu

Praca na planie filmowym wiąże się z ogromną ilością czekania: czekania, aż wszyscy wykonają fryzurę i makijaż, oczekiwania na ustawienie ujęć i ponownego czekania, aż zostaną zresetowane pod koniec każdego ujęcia. Taki poziom cierpliwości nie pociągał mnie, siedmiolatka, ale usługi rzemieślnicze z pewnością tak.

Funkcjonujący jak bezpłatny sklep spożywczy, ten magiczny stół był zastawiony wszelkimi możliwymi smakołykami, na jakie dziecko mogło mieć ochotę: batonikami, czekoladą, gumą balonową, chipsami, bajglami, ciastkami, lizakami, owocami i ciastkami, a po bokach stały gigantyczne pojemniki z napojami gazowanymi. Jaskrawo kolorowe puszki Cherry Coke, 7-Up, Sprite, Ginger Ale i Dr Pepper stały na lodzie. Mogłeś wziąć, co chciałeś, kiedy chciałeś, bez pytania.

„Uwielbiałem samotne, szczegółowe skupienie się na siedzeniu przez cały dzień przy stole warsztatowym”

Moje suche drugie śniadanie do szkoły zazwyczaj składa się z policzka z papryką i jogurtu z nasionami słonecznika. Tabletka witaminy C do żucia przypominała słodycz, więc stół do rękodzieła był dla mnie rajem.

Z biegiem lat nowość w usługach rzemieślniczych zanikła, a ja zacząłem bardziej interesować się tym, co działo się poza planem. Kiedy byłem nastolatkiem, kończyłem zajęcia korespondencyjne zwykle w środę każdego tygodnia, a pozostałe dwa dni spędzałem w montażowni taty, pomagając mu przygotowywać materiały do ​​montażu. Uwielbiałem samotne, szczegółowe skupienie się na siedzeniu przez cały dzień przy stole warsztatowym, ręcznym kodowaniu, odtwarzaniu i synchronizowaniu szpuli po szpuli obrazu i dźwięku 35 mm.

Odwiedzałem tatę na różnych planach: na scenie dźwiękowej na łodzi w „Dead Calm”, w samolocie w „Air Force One”, na planie ogromnego zbiornika na wodę w „Perfekcyjnej burzy” oraz w przerażającym więzieniu w Ohio, w którym kręcono zdjęcia plenerowe w „Skazanych na Shawshank”.

Spędzałem także czas na tworzeniu muzyki na scenach, obserwując, jak kompozytor kieruje orkiestrami tworzącymi ścieżkę dźwiękową, przeglądając „dzienniki” lub „szuflady” (surowy, nieedytowany materiał nakręcony dzień wcześniej) i siedząc obok Steenbecka taty (a później jego Avida – kiedy zasoby filmowe przeszły na technologię cyfrową), aby oglądać sceny, nad którymi pracował, zanim poszliśmy na lunch.

Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem (choć dla mnie było to dziwne), że moją pierwszą pracą po studiach była praca w filmie. W pewnym momencie wróciłem na plan, jako asystent produkcji przy filmie Harry Potter i Kamień Filozoficzny.

Oczywiście dużo czasu spędziłem unosząc się w pobliżu stołu do obsługi rzemieślniczej.