Strona główna Kultura Czy powinnam poślubić mordercę? recenzja – niesamowita kobieta, która dla policji szpiegowała...

Czy powinnam poślubić mordercę? recenzja – niesamowita kobieta, która dla policji szpiegowała swojego narzeczonego-zabójcę | Telewizja i radio

6
0


Na świecie jest kilka naprawdę niesamowitych kobiet. Fakt, że ta myśl najczęściej przychodzi mi na myśl, gdy oglądam dokument kryminalny oparty na faktach i słucham o kobietach, które stały się ofiarami męskich zbrodni i dowiaduję się, ile cierpienia znosiły wychowując dzieci, pracując, uszczęśliwiając przyjaciół i rodziców i chroniąc ich przed wiedzą, która mogłaby ich zdenerwować lub zagrozić, jest tak ponury, że odłożę to na bok, aby wściekłość nie ogarnęła mnie na dobre.

Skupmy się raczej na kolejnym nazwisku, które można dodać do listy niezwykłych kobiet, na które ponownie zwróciła uwagę opinia publiczna straszny czyn znanego jej mężczyzny. Trzyczęściowy serial Netfliksa Czy wyjść za mordercę? opowiada historię patolog Caroline Muirhead, która w wieku 29 lat poznaje szkockiego rolnika poznanego na Tinderze i zakochuje się w nim. Nazywa się Sandy McKellar.

Właśnie zakończyła nieudany związek i Sandy wydaje się być schronieniem, nawet jeśli po dużej ilości wypicia robi się „ciemno”, a jego brat bliźniak Robert ostrzega ją na imprezie, że jego brat „nie ma racji w głowie”. Jest otwarty, czuły, kocha jej żywiołowość, kocha ją. Po burzliwym romansie oświadcza się, a ona się zgadza. Jej rodzice i przyjaciele nie okazują entuzjazmu, ale Caroline wspomina, że ​​myślała wtedy: „Co najgorszego może się wydarzyć?” Prawdopodobnie był to moment, w którym uśpiony gigant działu zlecania prawdziwych kryminałów Netflixa zaczął wciągać powietrze i odzyskiwać świadomość.

Po ogłoszeniu zaręczyn Sandy przyznał się, że trzy lata wcześniej miał wypadek w swojej ciężarówce, w którym zginął rowerzysta Tony Parsons. Następnie on i jego pasażer Robert pochowali ciało na torfowisku na terenie posiadłości, dla której pracowała Sandy, i nikomu o tym nie mówili. Karolina idzie na policję. Proszą ją, aby spróbowała dowiedzieć się, gdzie dokładnie znajduje się ciało, w przeciwnym razie nigdy nie znajdą go na rozległej posiadłości. Robi to i zaznacza to puszką Red Bulla. Zachowuje fasadę, aby dać policji czas na odkopanie i zidentyfikowanie ciała. Policja obiecuje jej, że jej tożsamość jako kluczowego świadka pozostanie tajemnicą. Ciało zostaje zidentyfikowane, bliźniacy aresztowani, a Caroline zostaje poproszona o zerwanie z nimi kontaktu.

Sandy i jego brat bliźniak Robert pochowali Tony’ego Parsonsa na torfowisku. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Netflix © 2026

Ale jeśli to zrobi, prawie na pewno domyślą się, że to ona ich wydała. Kontynuuje więc związek w stanie terroru, który prowadzi ją do picia i narkotyków, a ostatecznie do bliskiego załamania. Jednak wciąż przekazuje policji nowe informacje, w tym informację, że Parsons w rzeczywistości nie został zabity od razu. Bliźniacy zostawili go ukrytego na poboczu drogi, żeby przyniósł narzędzia i ubrania na zmianę, a kiedy wrócili, już nie żył. Potem przenieśli się i pochowali go.

Znowu czuje, że nie może bezpiecznie odejść. Zostaje z Sandy, zbierając więcej dowodów dla policji – nagrywając istotne rozmowy i na każdym kroku narażając się na większe niebezpieczeństwo.

Czy policja jest wdzięczna? Czy chronią ją wszelkimi dostępnymi środkami, także tymi, do których jest prawnie uprawniona? Czy zapewniają jej lub jej rodzicom dodatkowe bezpieczeństwo, gdy są o to proszeni? Nie. A co będzie później, kiedy będzie błagać o pomoc, wiedząc, że uzależnia się od alkoholu i narkotyków i traci kontakt z rzeczywistością? Nie. A kiedy po raz drugi wpadną, żeby aresztować mężczyzn, czy detektyw – nieświadomy tego, że Caroline nadal mieszka z Sandy – stara się nie krzyczeć: „Co do cholery, Caroline? Jesteś naszym świadkiem!” NIE.

Bardziej szokujący niż zaniedbanie i głupota policji jest brak zrozumienia – czasami graniczący z jawną pogardą – jaki David Green, szef wydziału zabójstw i poważnych przestępstw w Szkocji w latach 2019–2023, wydaje się wykazywać wobec kobiety, która podała im sprawę na tacy. „Przebiegłbym milę” – pociąga nosem, wspominając jej powrót do Sandy w przypadku braku jakiejkolwiek innej ochrony. Podtrzymuje także decyzję o niezapewnieniu tej ochrony. Wyjaśnia, że ​​związek nie był długi, a ona była „wysoce inteligentną, w pełni wykwalifikowaną lekarką”. Nie wiedziałam, że przysięga Hipokratesa chroni cię przed gniewem morderczego narzeczonego, ale chylę czoła przed ewidentnie wyższą wiedzą pana Greena. Jest także obrońca Brian McConnachie KC, który zdaje się mieć o niej nieco mniejsze zdanie za to, że załamała się pod presją. „Całe okoliczności, w których nie zachowała się w sposób, jakiego ludzie by się po niej spodziewali, odbierają, jak sądzę, mój pełen współczucia pogląd na nią”.

Powinniśmy zmienić nazwę prawdziwego gatunku kryminału: „Katalog sposobów, w jakie mizogini i patriarchat stworzyli ten świat, aby nas ranić, poniżać i niszczyć” – ale rozumiem, że prawdopodobnie to się nie przyjmie. Łatwiejsze alternatywne sugestie na pocztówce na zwykły adres, proszę. A tymczasem – Karolino, jesteś niesamowita.